Żyj chwilą

 
Najważniejszy  w  życiu  jest  czas.  Co  ci  po  miłości,  rodzinie,  przyjaciołach,  studiach,  skoro  nie  możesz  się  nimi  długo  w  pełni  cieszyć?  (...)  Bez  czasu  nigdy  nie  skończę  studiów,  nie  powiem  więcej  Jamesowi,  jak  bardzo  go  kocham,  nie  zakocham  się,  nie  założę  rodziny...  Bez  czasu  jestem  nikim.*

Bądźmy szczerzy, w biegu życia zapominamy o tym, co najważniejsze, nie myślimy o jutrze. Nie mówimy kocham najbliższym, żyjemy w niezgodzie, marnujemy każdą cenną sekundę, które już nie wróci. Przez myśl nam nie przejdzie, że planowany na jutro czas z najbliższymi, wyciągnięcie ręki na zgodę czy zrobienie czegoś dla siebie może się nie udać, bo... umrzemy.

Dwudziestodwuletnia Rosalie Heart kiedyś była beztroską nastolatką, która chciała się bawić, ale miała również plan na życie. To, co musiała zrobić danego dnia było zapisane dokładnie w kalendarzu. Wszystko zmienia się z dniem, kiedy słyszy swój wyrok – ma nieuleczalną wadę serca. Ta informacja ją zmienia, walczy, ale przestaje planować i składać obietnice dotyczące jutra. Chęć walki mija, kiedy okazuje się, że jeśli nie przeszczepi się serca, to Rosalie zostało 600 dni życia... Dziewczyna traci wiarę w swoje szczęśliwe zakończenie i zaczyna odliczać pozostałe jej dni. Chwyta każdą chwilę, ale wie, że tak wiele straci. Nie skończy studiów, nie pójdzie do pracy, nie zakocha się i nie założy rodziny... Kiedy na jej drodze staje Daniel coś się zmienia w jej sercu. Tylko czy ta znajomość da jej siłę do walki?

Kiedy dostałam możliwość przeczytania Carpe diem, ucieszona zatarłam rączki. Oto kolejny polski debiut, który może okazać się strzałem w dziesiątkę... albo gniotem. Niezwłocznie zabrałam się za czytanie i... No właśnie, podobało mi się czy nie?

Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść.*

Nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym tytule, nie oczekiwałam niczego od niego, miałam tylko nadzieję, że się nie zawiodę. I wiecie co? Jedno jest pewne, rozczarowanie tym tytułem jest niemożliwe. Diane Rose porusza temat trudny, ciężki emocjonalnie i przytłaczający, ale jej udało się to zrównoważyć z pozytywnymi chwilami i oddała czytelnikom słodko-gorzką historię dziewczyny, która straciła nadzieję i tylko czeka na to, co ma nadejść. Jednocześnie cieszy się z tych dni, które jej zostały. Historię, która została dopracowana w najmniejszym detalu, pełną emocji, wydarzeń i zwrotów akcji. Tutaj wszystko ze sobą współgra, niczego nie jest zbyt dużo albo zbyt mało, każdy wątek został odpowiednio poprowadzony i o żadnym autorka nie zapomniała. Diane w piękny sposób pisze o uczuciach, o miłości do brata, przyjaciół, faceta. O strachu, bólu, złości i rozpaczy.

Postacie. Nie ma chyba ani jednego bohatera, którego, bym chociaż nie polubiła. Podziwiam Rosalie za jej podejście, za siłę do normalnego funkcjonowania, za śmiech i energię. Dziękuję jej za przystopowanie moich czarnych myśli o przyszłość, za przypomnienie, że najbardziej liczy się tu i teraz. Pokochałam Daniela i Jamesa, sama nie wiem, którego z nich bardziej kocham. Jamesa, który okazał się wspaniałym bratem walczącym za nich oboje, podnosił ją, gdy upadała, po prostu był. Z kolei Daniel... nie da się go nie pokochać, przynajmniej tej wersji poza szpitalem. Czuły, opiekuńczy, zabawny... fakt, przeskrobał trochę, ale później to naprawił. I to jak!

Każdy ma prawo przeżyć miłość, każdy. Nieważne ile dni mu zostało.*

Książka jest cudowna, wspaniała, rewelacyjna, niesamowita! To na pewno debiut? Bo mam wrażenie jakby to była kolejna książka Diane Rose. Coś niesamowitego. Tyle emocji, tyle uczuć... Śmiałam się przy niej i zalewałam łzami, w pewnym momencie podejrzewałam nawet u siebie przed zawał z tych wrażeń. Nie mogłam się  oderwać od czytania, zżyłam się z bohaterami i przeżywałam wszystko to, co oni, przez kilka godzin żyłam ich życiem. I pomimo dramatycznej sytuacji powieść czyta się szybko, przyjemnie i z ogromnym zainteresowaniem. Ogrom emocji, ale zakończenie... ależ ja się spłakałam, jak bardzo bolało mnie serce, jaki szok przeżyłam... Będę do niej wracać, będę ją polecać i już czekam na kolejną książkę autorki.

Wspaniały debiut, wspaniały. Koniecznie zapamiętajcie to nazwisko i czytajcie!

Jedyne co mogę ci obiecać to, to że zawsze będę przy tobie, bez względu na to jaką podejmiesz decyzję. I będę walczył za ciebie, gdy zabraknie ci sił… tylko tyle mogę dla ciebie zrobić, tylko tyle.*

Autor: Diane Rose
Tytuł: Carpe diem
Wydawnictwo: Videograf SA
Data wydania: 2017-04-06
Kategoria: New Adlut
ISBN: 9788378355694
Liczba stron: 464
Ocena: 9/10

9 komentarze:

  1. Czytając cytaty w recenzji czułam, że są one odbiciem tego co, myślę i czuję każdego dnia. Łza się w oku kręci. Zyj chwilę, chwytaj dzień to mój sposób na życie.😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przepiękna książka, ale to już wiesz. ;)

      Usuń
  2. Cudowna recenzja :D Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie, no nie. Jak mnie wkur** te naciągane historyjki o umierających nastolatkach i beznadziejności, no i nagle trafiają na miłość swego życia, chociaż trwa krótko oni są szczęśliwi, bo przecież dane im było zaznać miłości. A gówno, nikt mi nie wmówi, że wizja rychłej śmierci tak motywuje do działania, pieprzenie kotka za pomoca młotka. Będę hejtowała takie wydumane historyjki. o i tyle!

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje zdanie na temat tej książki znasz. Czekam na inne spod pióra tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie tak łatwo spotkać powieść, w której polubić można większość bohaterów :) To już coś!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem oczarowana tą książką. To moje literackie odkrycie roku 😊💝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też znajdzie się w najlepszych. 💝

      Usuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!