Spotkajmy się dziewiątego listopada...




Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić. Nie możesz tak po prostu odjechać, licząc, że przetrwa, aż będziesz na nią gotowa.

Jedna nasza decyzja pociąga za sobą kolejną i kolejną. Nieświadomie tworzymy łańcuch zdarzeń prowadzący nas do miejsca naszego przeznaczenia. Gdzieś po drodze uczymy się życia, dokonujemy błędnych lub dobrych wyborów. Poznajemy osoby, które mogą pojawić się przelotnie, ale i takie, które stają się sensem naszego życia i zrobi się wszystko, by je przy nas zatrzymać.

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…*

To, że kocham twórczość Colleen Hoover nie jest żadną tajemnicą. Tak samo nikogo zapewne nie zdziwi, że na każdą jej książkę czekam z utęsknieniem, a kiedy już ją mam wszystko inne traci znaczenie. Biorę ją do ręki i... pozwalam sponiewierać swoje serce. Jeszcze raz. Doszczętnie. Boleśnie. No ale przecież później jest ono składane, cząstka po cząstce. Tak, nazwijcie mnie masochistką. Może i nią jestem? Przecież sięgnęłam po November 9 wiedząc co mnie czeka... Chociaż... Może w końcu się zawiodłam? Może dostałam nie to czego oczekiwałam?

- Staram się pamiętać, że każdy ma jakieś blizny (...). Czasami gorsze niż moje. Tyle, że moje widać, a większości innych ludzi nie.

No dobrze, chciałam tylko troszkę potrzymać was w niepewności. Przecież to TA autorka, tutaj nie ma mowy o jakimkolwiek zawodzie. Wiecie co jest najgorsze kiedy po przeczytaniu kolejnej książki Hoover muszę zasiąść do napisania opinii? To, że w sercu i umyśle panuje jednocześnie chaos oraz pustka. Bo tak naprawdę nie ma w naszym języku słów, które pozwoliłyby mi opisać co teraz czuję i myślę. Nie wiem jak to Colleen robi, ale ponownie sprawiła, że nie byłam w stanie przewidzieć kolejnych wydarzeń. Fabuła została stworzona w taki sposób, że z miejsca pochłonęły mnie wydarzenia, zaskakująca akcja i emocje. Emocje wręcz wypływające z każdej strony, linijki tekstu, zdania... Powieściopisarka wymyśliła coś z początku nasuwającego myśl o Jednym dniu Dawida Nichollsa, ale to zupełnie coś innego, o wiele lepszego, wbijającego w fotel.

Ben. Ben. Ben. Ben. Ben... W głowie cały czas kołacze się imię jednego z głównych bohaterów i uwierzcie mi, że po przeczytaniu zrozumiecie mój zachwyt tym chłopakiem. Och, Ben... Co on zrobił z moim sercem tym jaki jest, jak otwarcie okazuje emocje, jak patrzy na ludzi, jak zagląda do wnętrza. Ale nie, nie jest ideałem, bo ma sekret, tajemnicę miażdżącą serce, nie tylko Fallon, ale i moje. Skoro o Fallon mowa – bardzo się z nią utożsamiłam chociaż nie mam widocznych blizn rozumiałam jej zachowanie, obawy i niepewność. Rozczulało mnie jej uwielbienie do romansów, bawiło podejście do miłości. Jak zawsze, każda postać ma duszę, iskrę sprawiającą, że są żywi i realni. Pełni zalet, ale i wad.

Od dłuższego czasu nie potrafię się skupić na żadnej czytanej przeze mnie książce. Nawet jeśli jest ciekawa coś mnie rozprasza. Jednak przy najnowszym dziele Colleen Hoover nie miałam takiego problemu. Pochłonęłam ją w mgnieniu oka, a gdy kończyłam byłam pewna, że nie mam całej powieści. No bo jak to? Już? Koniec historii Fallon i Bena? Nie chciałam, pragnęłam ciągu dalszego, czułam potworny niedosyt. November 9 wciągnęło mnie w wir wydarzeń od pierwszej strony i trzymało w swoich szponach do ostatniej kropki. Przeżyłam rollecoaster uczuć i czasem nie nadążałam za nimi, tak szybko się zmieniały. Zżyłam się z bohaterami, przeżywałam to, co oni i kibicowałam tej historii. Autorka pod płaszczykiem historii miłosnej pokazała jak duże konsekwencje można ponosić za działanie pod wpływem siły i silnych emocji, że czasami prawda może być niszcząca i ile może zdarzyć się w ciągu roku. Powiedzieć, że jestem zachwycona, oczarowana, poruszona, to za mało, by opisać co czuję.

Widać zapewne, że polecam. Z całego serca. Wszystkim, którzy lubią powieściopisarkę, New Adlut oraz powieści łamiące serce i wzbudzające burzę uczuć. Collen Hoover w najlepszym wydaniu!

Cztery lata zajęło mi zakochanie się w nim. Wystarczyły cztery strony, bym się odkochała.

*opis z tyłu okładki
Autor: Colleen Hoover
Tytuł: November 9
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2016-11-09
Kategoria: New Adlut
ISBN: 9788375151435
Liczba stron: -
Ocena: 9/10

12 komentarze:

  1. Dawno nie czytałam nic Hoover, więc z pewnością nie będzie tajemnicą, że na "November 9" czekam z niecierpliwością :) Ciekawa jestem co tym razem swoim czytelnikom zafunduje CoHo, a wychodzi na to, że nie zawiedzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całą pewnością nie zawodzi. Ja jak widać jestem oczarowana. ❤

      Usuń
    2. To nie pozostaje nic innego jak czekać, aż do mnie trafi :)
      Widać, widać :D

      Usuń
  2. Tak Ci zazdroszczę przeczytania tej książki! tak samo jak ty mam słabość do twórczości Hoover, ja swoją przygodę rozpoczęłam z Maybe Someday i do tej pory ta historia ma szczególne miejsce w moim sercu :) mam nadzieję, że November 9 również okaże się tak wyjątkowa, chociaż po twojej recenzji WIEM, że tak będzie :) Cytaty boskie szczególnie ten pierwszy i ten ostatni :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już się nie mogę doczekać, kiedy przeczytam tę powieść! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak najbardziej mam ochotę ją poznać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z kolei nie wiem, co mam myśleć o tej książce, bo spotkałam już sporo niezbyt pochlebnych opinii. Poza tym mam za sobą trzy powieści Hoover, które nie wywarły na mnie mega piorunującego wrażenia, więc podejrzewam, że z tą nowością może być podobnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będę czytała recenzji do książek, których nie mam, a chcę mieć. Spadaj na palmę. O!

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepięknie tu u Ciebie. ;) Co do książki, czytałam, jednak nie przebiło Maybe someday czy Ugly love, niestety. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ku memu rozczarowaniu, mnie twórczość tej autorki nie porywa, ale zawsze znajdzie się coś, co przypadnie do gustu. :D Ostatnio naczytałam się tylu pozytywnych opinii "Ugly love" i "November 9", że chyba nie wytrzymam i sięgnę po obie - tym bardziej, że ostatnio męczy mnie jakiś new adultowy głód - jak zawsze pod koniec roku. xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też jestem fanką książek New Adult i to zarówno romansów jak i fantasy. Jeżeli chodzi o Hoover moje ulubione książki tej pisarki to “Hopeless” i “Ugly Love”. Podobało mi się także “Never Never”. Z gatunku New Adult polecam Wam także “Tak krucho”, jeżeli jeszcze tego nie czytałyście oraz “Dręczyciela”, który zadebiutuje w Polsce w lutym tego roku. Moje ulubione autorki New Adult znajdziecie w tym zestawieniu, gorąco polecam:) http://www.coprzeczytac.pl/ksiazki-new-adults-autorki-czesc-1/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie będę tutaj jakaś szokująca w komentarzu, nie będę się tez rozpisywać, bo w sumie nie ma po co. Absolutnie rozumiem co czujesz, kocham tą powieść do nieskończoności i cóż. To Hoover, o czym my w ogóle rozmawiamy? :D
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!