Pracownia dobrych myśli


- Wszystko przychodzi z czasem. Gdy na to czekasz, czekasz całe życie. A gdy przestajesz czekać, los robi ci niespodziankę i to, na co wcześniej czekałaś, po prostu się dzieje. [s. 64]

Czasami w życiu nie wychodzi, wszystko się wali, człowiek się gubi, źle decyduje, wybiera nie właściwy kierunek, musi na nowo uczyć się żyć... Trzeba się podnieść, pokonać przeszkody i ruszyć dalej. Niestety to nie jest takie proste, potrzeba wielkiej siły woli oraz... dobrych myśli.

Lata temu na ulicy Przytulnej 26 powstała Pracownia Dobrych Myśli prowadzona przez babcię Pelagię. Mówiono, że kobieta przynosi szczęście swoim klientom, a zwłaszcza pannom młodym, których nowe życie było bardzo udane. Kiedy jednak babcia umiera miejsce traci swoją moc. Złą passe przerywa Florian, wnuk Pelagii, otwierając kwiaciarnię pod tym samym szyldem. Do kwiaciarni zaczynają zaglądać mieszkańcy kamieniczki, powstają nowe przyjaźnie i co najważniejsze – dobre myśli.

Lubię książki Magdy Witkiewicz, bo nie zależnie od tego czy pisze mniej lub bardziej poważnie, za każdym razem pochłania mnie bez reszty i nie oderwę się od opowiadanej przez autorkę historii dopóki jej nie skończę. Czy z Pracownią dobrych myśli było podobnie?

Miałam duże oczekiwania co do tego tytułu i początkowo wszystko wskazywało na to, że po raz kolejny będę zachwycona prozą autorki. Do połowy śmiałam się, przeżywałam wszystko to, co się działo. Poznawałam losy bohaterów i ich samych. Byłam oczarowana klimatem starej kamieniczki i dobra, jakie wokół niej krążyło. Później jednak się popsuło. Zauważyłam, że  bez problemu mogę odłożyć książkę i nie czułam natychmiastowej potrzeby powrotu do niej. Ciężko było mi się wczytać, a to co na początku bawiło stawało się irytujące i troszeczkę nużyło. Jej plusem jest, że mimo wszystko czyta się szybko, to jednak za mało, by przymknąć oko na niedokończone i potraktowane po macoszemu wątki, w których niektóre sprawy zostały tylko lekko poruszone i jakby się rozmyły. W pewnym momencie zabrakło mi akcji, po prostu mieszkańcy sobie żyli i tyle.

Co do bohaterów. W pierwszych rozdziałach bardzo polubiłam bohaterów, z jednymi zżyłam się bardziej, z drugimi mniej, ale poznając ich historie czułam jakby byli mi bliscy. Jednak im więcej stron było za mną postacie stawały się płaskie, określeni przez jedną charakterystyczną cechę i tyle. Nic ich więcej nie różniło, wszyscy byli przyjacielscy i pomocni. Szkoda, że tak mało się o nich dowiedziałam, szczególnie o Gidze, Grażynie, o relacji Floriana z jednym z bohaterów. Żałuję też, że historia Wiesi nie miała innego zakończenia. Co do tej starszej pani była moją faworytką, ale w którymś momencie zaczęłam rozpaczać, że nie została bardziej rozwinięta. Jedyne co o niej wiem to, że lubi nalewkę ku zdrowotności, programy o seksie i siedzenie w oknie.

Jestem rozczarowana, naprawdę. Wiem, że Witkiewicz potrafi pisać dużo lepiej i nie mogę przeboleć, że Pracownia dobrych myśli jest taka słaba. Zabrakło mi akcji i jej zwrotów, głębszych emocji i lepszych opisów postaci. Czuję ogromny niedosyt przez wymienione powyżej minusy. Tej powieści brakuje głębi i pazura (oczekiwałam go po złej bohaterce). Nie mogę powiedzieć, że to całkowite dno, bo jednak się śmiałam, skończyłam czytać i dałam się oczarować klimatowi kamieniczki. Nie jest to jednak Witkiewicz, którą znam i lubię.

Z tego co zauważyłam książka zbiera różne opinie i decyzje o jej przeczytaniu pozostawiam wam. Mnie osobiście zadowoliło by bardziej gdyby  było ze sto stron więcej i opisane wszystko, co zostało pominięte. Przyznać jednak trzeba, że okładka jest cudowna! 

Autor: Magdalena Witkiewicz
Tytuł: Pracownia dobrych myśli
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2016-10-26
Kategoria: obyczajowa, komedia
ISBN: 9788380751613
Liczba stron: 312
Ocena: 5/10

12 komentarze:

  1. Szkoda, że książka tak Cię zawiodła. Lubię twórczość Witkiewicz, a ostatnio przeczytana "Opowieść niewiernej" skradła moje serce. Na pewno sięgnę też po "Pracownię dobrych myśli", ale nie będę nastawiać się na niezwykle porywającą lekturę - podejdę do niej z pewnym dystansem, traktując jako miłą odskocznię od poważniejszych historii.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd się przyznać, ale nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z twórczością tej autorki. Akurat ta lektura nie zadowoliła Cię w 100%, ale to nie przeszkadza mi, aby po nią sięgnąć. Masz rację - okładka przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze niczego od P"ani Witkiewicz, szkoda również, że ta pozycja Cię zawiodła i nie spełniła Twoich oczekiwań, ale ten kotek na okładce (dla takiej kociary jak ja) to niemal znak d Boga i raczej przeczytam :P
    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na nową recenzję,
    gabRysiek recenzuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja czytałam może ze trzy jej książki i raczej nie będę koniecznie szukała więcej :) Nie mówię, że lektura nie sprawiła mi przyjemności, ale nie znalazłam nic, co by pokazywało, że akurat jej książki jakoś specjalnie się różnią od innych polskich powieści dla kobiet ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I teraz mam dylemat kupić czy nie kupić?😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet nie strasz! Bo właśnie wczoraj zakupiłam ją na Targach razem z Cześć, co słychać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, jestem nastawiona raczej pozytywnie. Witkiewicz dobrze znam, również moja mama. Obie w niej gustujemy i szczerze mam nadzieję, że "Pracowania dobrych myśli" nie rozczaruje. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że książka wypadła tak słabo. Jej pozytywny tytuł przyciągnął moją uwagę, ale teraz się jeszcze zastanowię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam dokładnie takie samo zdanie odnośnie tej pozycji. A szkoda, bo okładka przepiękna :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Pani Magdalena pisze, że okładkę projektował jej znajomy Paweł Płaczek.Czy wspomniał przy tym, że okładka jest kompilacją dwóch okładek do powieści Julii Stagg "Francuska oberża" i "Powrót paryżanina"? Są tak podobne,że trudno mówić o inspiracji, zaś łatwo o plagiacie, niestety..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki nie zaprojektował Paweł Płaczek, tylko znalazł zdjęcie idealnie pasujące do klimatu i treści. Zdjęcie to w całości można zobaczyć w banku zdjęć. Natomiast okładki książek Julii Stagg, choć całkiem ładne są zupełnie inne - elementem wspólnym jest rower i niebieskie drzwi, a stąd do plagiatu daleka droga.

      Usuń
  11. Aż musiałam tu wrócić i jeszcze raz zobaczyć, co Ci się w tej książce nie podobało :) Skończyłam ją zaraz po Behawioryście i powiem Ci, że mimo poczatkowej konsternacji, okazało się, że ta powieść mi znacznie poprawiła nastrój. To jedna z tych mniej poważnych historii w milaczkowych klimatach i choć nie jest moją ulubioną, to zawiera duży ładunek ciepła ;) Chyba się z Tobą nie zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!