Mimo moich win?

Życie zawsze idzie dalej, nawet jeśli czasami musi cię ciągnąć siłą, a ty wierzgasz nogami i krzyczysz. [s. 302]

Miłość jest jednym z najbardziej nieprzewidywalnych uczuć. Może uskrzydlać, przerażać, wzbudzać nienawiść, złamać serce. Potrafi z człowieka wyciągnąć jego najgorsze lub najlepsze cechy, sprawia, że nie zależnie od konsekwencji zrobi się WSZYSTKO dla kochanej osoby.

Olivii nikt nie nauczył miłości i ciepła, jest nieufna i nie potrafi się otworzyć. Dlatego też odrzuca zaloty Caleba, gwiazdę drużyny koszykówki, do czasu aż ten robi coś szalonego. To sprawia, że dziewczyna pozwala mu się do siebie zbliżyć zakochuje się w nim. To jednak ją przeraża, boi się odrzucenia i zranienia dlatego robi wszystko, by wyrzucić go z serca. Jednak czy skutecznie? Kiedy trzy lata później spotykają się ponownie okazuje się, że Caleb utracił pamięć, a Olivia nadal go kocha... Co będzie dalej?

Pamiętacie szum jaki powstał przy okazji premiery Mimo moich win? Na pewno, bo wszędzie o tym pisano, ja sama uległam temu szaleństwu. Czy to był dobry pomysł? Przesyłka promocyjna od wydawnictwa była rewelacyjna i zaostrzyła mój apetyt na samą książkę. Jesteście ciekawi jak ją odebrałam?

Ponownie zostanę tą złą ponieważ nie będę chwalić i tego tytułu. Rozumiem zamysł autorki, że chciała pokazać inne oblicze miłości, manipulacje, podłość i brak przyzwoitości, nawet cieszyłam się, że ktoś się odważył na taki krok. Tylko w moim odczuciu prawie nic tutaj nie wyszło. Fabuła jest w prawdzie przemyślana, dopracowana oraz logiczna, ale jak dla mnie było nudno. Naprawdę. Czytałam i pragnęłam, by w końcu dotrzeć do ostatniego zdania. Niby coś tam się dzieje, są zwroty akcji, ale nie odczuwałam tego. No i emocje, brakowało mi chemii między bohaterami, jakiś uczuć – nic, kompletnie nic między nimi nie iskrzyło, a podobno się kochali i tylko przez własną głupotę, upór oraz kręcenie nie byli razem. Więc gdzie ta miłość? Nawet jeśli na pierwszy plan miało wyjść manipulowanie, to emocje też powinny być odczuwalne.

Wielu czytelnikom było żal Olivii, a mnie ona zwyczajne irytowała. Nawet przez chwilę nie było mi jej szkoda. Kłamała, manipulowała, robiła wszystko, by było po jej myśli. Kiedy dostawała to czego pragnęła i tak za chwilę niszczyła swoją niepewnością i matactwami. Wkurzał mnie jej tok myślenia i nie potrafiłam przejść nad nim do porządku dziennego. Co do Caleba, nie rozumiem skąd ten zachwyt nad nim. Nudny, niewyróżniający się niczym. Ot zwykły bogacz, który jakimś dziwnym sposobem zdobywa kobiety.

Miałam względem tego tytułu bardzo wysokie oczekiwania więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo był bolesny upadek. Ogromnie się rozczarowałam i z radością zamknęłam książkę. Nie zżyłam się z bohaterami, nie rozumiałam ich postępowania. Fabuła mnie nudziła i doprowadzała do szewskiej pasji. Nie lubię porzucać rozpoczętych serii, ale z tą moja przygoda kończy się na tym tomie, tym bardziej, że pobieżnie przewertowałam kolejne tomy i są podobne.

Mnie Mimo moich win do siebie nie przekonało i bardzo tego żałuję, bo liczyłam, że dostanę dobry romans ukazujący miłość w mrocznym klimacie. Fakt, to nie jest cukierkowate love story, ale do dobrego zdecydowanie mu daleko.

Autor: Tarryn Fisher
Tytuł: Mimo moich win
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2016-06-02
Kategoria: romans, lit. obyczajowa
ISBN: 9788375154030
Liczba stron: 320
Ocena: 3/10

Mimo moich win:
Mimo moich win | Mimo twoich łez | Mimo naszych kłamstw

22 komentarze:

  1. To mówisz, że zachwycona nie jesteś? No cóż. I ja po nią nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również okropnie się nie podobała i odradzam każdemu. Bohaterki nie polubiłam, nie potrafiłam postawić się w jej sytuacji i zrozumieć podejmowanych przez nią decyzji. Bohatera odebrałam jako "ciepłe kluchy" i dosłownie nic pozytywnego nie znalazłam w tej historii. Niestety :( Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka niska ocena! Zupełnie inaczej książkę odebrałam niż ty, chociaż rozumiem Twój punkt widzenia. Powiem Ci, że akurat mi było Olivii szkoda, a całym sercem nie lubię Rudej i niestety Caleb nie wywołał dobrego wrażenia na mnie. Jednak zgadzam się z tobą to nie jest cukierkowe love story, a raczej bardzo mroczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie nie miałam okazji jej czytać i chyba nie będę szczególnie o nią zabiegać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę bo się uduszę - poprawna odmiana to Olivii* ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na razie nie mam w planach tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Widać miałam nosa, żeby nie sięgać po tę ksiażkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. che che, czyli co, niecierpliwie czekasz na drugi tom xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Powiem Ci, że mnie też Olivia mega irytowała, ale książka ogólnie mi się podobała (choć pewnie głównie dlatego, że dostałam ją od mojego chłopca ;D). Czekam na drugi tom, jestem ciekawa jak to się tam dalej poukłada ;D.

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. O matko, teraz to zniechęciłaś, ale i tak przeczytam, bo chcę się przekonać, czy jest tak źle jak piszesz.

    OdpowiedzUsuń
  11. a mnie się nawet podobała - przynajmniej w pewnym sensie była oryginalna ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie w ogóle do tej książki nie ciągnie. Nic a nic. A Twoja recenzja tylko mnie utwierdziła w słuszności mojego przeczucia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dobrze pamiętam paczki, listy, które prezentowali blogerzy... Mnie jednak od początku książka nie zachęciła, nie lubię takiego kręcenia, postanowiłam się tym nie męczyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Idzie do mnie ! Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Po książkę na pewno sięgnę, jestem ciekawa czy będę miała takie same odczucia.

    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie byłam do końca przekonana do pierwszego tomu i teraz coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że jednak odpuszczę sobie tę serię.

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam na półce, ale czy przeczytam... teraz już sama nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwszy tom do moich ulubionych nie należy i wiem jaki jest zamysł na kolejne części. Mimo to decyduję się na lekturę kolejnego tomu - troszkę tam było nieprzewidywalnych zwrotów akcji ;) Nie mogę tylko wybaczyć Olivii decyzji, jaką podjęła wtedy samotnie przychodząc do zarezerwowanego pokoju... Takie pozbawione sensu, bo najbardziej ukarała siebie niż kogokolwiek innego :(
    Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny post, ja także uwielbiam czytać. Polecam oswajać dzieci od najmłodszych lat z książkami :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Woah, tyle u ciebie ostatnio tych negatywnych recenzji że zapominam jak cudowne są twoje pochwalne recenzje. :D
    W każdym razie, rozumiem twoje zdanie na temat tej powieści. Jest racjonalne i jak najbardziej je szanuję. Mimo to - ja książkę odebrałam lepiej. Przede wszystkim ujęło mnie w jaki sposób Tarryn pisze. Tak ostro, tak inaczej. Tak... dziwnie, ale w dobry sposób. Przedstawia te gorzkie strony, miłośc w wydaniu, które jest okropne i pokazuje samo zło. Nie tylko ty nie wierzyłaś, że to co dzielili bohaterowie to miłość. Ja bym to nazwała obsesją. :)
    Plus - ja równiez nie cierpię Olivii, nie widzę w niej nic dobrego, a przeczytałam całą trylogię. Plus - ja również nie cierpię Caleba - nie widzę w nim niczego dobrego, a przeczytałam całą trylogię. :) Ale - Lubię Leah. Dwójka jest moim ulubionym tomem, nie wiem. Podoba mi się, że Leah jest przedstawiona jako taka suka, ale jej osobista historia i tragedie uderzyły we mnie w takim stopniu, że życzyłam jej happy endu do samiutkiego końca. Ale cóż, moje preferencje są dziwne. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!