Nie wiem czy chcę się obudzić...

Lubiłam myśleć, że ludzie są jak dzwonki na wietrze, które kołyszą się wolno na nitkach i tańczą razem z wiatrem. Ale czasem ten wiatr jest zbyt silny, nici zbyt słabe. Czasem urywają się gdzieś w połowie lub na początku i nie da się już związać ich końców, a dzwonek, gdy raz spadnie na ziemię, nie zadzwoni nigdy. [s. 7]

Kiedy odchodzi ktoś nam bliski trudno pogodzić się z jego śmiercią. Jeszcze trudniej jest gdy się go bardzo kochało i czuje się pustkę po utracie bratniej duszy. Jak żyć z poczuciem winy i świadomością, że już nigdy nie będzie można zobaczyć tej osoby?

Trzy lata temu w nieszczęśliwym wypadku ginie brat Mai i od tego czasu dziewczyna nie jest w stanie poradzić sobie z tą bolesną utratą. Z roześmianej i otwartej nastolatki zmienia się w samotniczkę, odludka stroniącego od innych ludzi, trzymającego wszystkich na dystans. Za nic mając, że przez większość jest uważana za dziwadło. Jednak kiedy w szkole pojawia się Kyler, nowy uczeń, coś się zmienia. Zauważa Mię i nie daje się jej zbyć, kiedy ta próbuje go zniechęcić. Chłopak postanawia przepić się przez mur, jakim jest otoczona nastolatka. Czy to mu się uda?

Chociaż debiut to wielka niewiadoma lubię po nie sięgać. To bardzo miłe uczucie, kiedy udaje mi się odkryć jakąś perełkę w tym tłumie pisarek i pisarzy. Czasem jednak czuję gorzkie rozczarowanie lub też niedosyt kiedy wiem, że coś, co mogło być dobre zostało niedopracowane. Jak było w przypadku Uratuj mnie, sensacji Wattpada?

Przyznaję, że w przypadku tego tytułu mam problem z jednoznaczną oceną. Po pierwsze jest to debiut i w dodatku napisany przez młodą dziewczynę. Sam pomysł na fabułę też nie jest zły, ale niestety już wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Zacznijmy od tego, że książka składa się głównie z dialogów, a jeśli mnie to wadzi, to już coś znaczy, bo nie jestem zwolenniczką przydługich opisów, a tutaj mi ich zwyczajnie brakowało. Następnym moim zarzutem jest zbyt potoczny i banalny język, fakt, że książka jest skierowana do nastoletnich odbiorców, ale to nie powód, by tekst był w takiej słabej jakości. Kolejna sprawa, która mnie drażniła, to duża nierealność (chociażby to, że Maia od trzech lat  nie dopuszcza do siebie ludzi, a Kyler'owi udaje się to w parę minut, nie bardzo przemawiało też do mnie to, że bohaterom większość rzeczy przychodziło zbyt łatwo, w życiu tak się nie dzieje) lub też przerysowanie niektórych sytuacji (prezent od Asha, no nie mogę przejść nad nim do porządku dziennego, rozumiem co Bellon chciała tym osiągnąć, ale można to było jakoś inaczej obmyślić). Największym jednak minusem w moim odczuciu jest brak emocji, które mogłyby przejść na czytelnika, a to w New Adlut jest chyba najistotniejsze, no nie? W książce opisywano przeróżne uczucia, ale nie poruszyły one mojego serca.

Niemały kłopot mam również z bohaterami. Niby nie mogę zarzucić nic ich kreacji, ale z drugiej strony są jak dla mnie zbyt płascy i papierowi, brak im iskry. Przez to oraz przez podobieństwo niektórych imion było mi trudno miejscami połapać się kto w danym momencie mówi. Nie zapadli mi zbytnio w pamięć, nie wzbudzili żadnych większych emocji, byli tacy... neutralni. O. Wyjątkiem był Ollie, bardzo polubiłam tego chłopaka i chociaż mało go było udało mu się zaskarbić moją sympatię.

Po tych wszystkich zachwytach oczekiwałam czegoś dobrego, a otrzymałam powieść, którą szybko się czyta i równie szybko zapomina, bo niestety nie ma w niej nic takiego co mogłoby zapaść w pamięć. Przyznać muszę, że to prawdziwa skarbnica mądrych cytatów, ale to za mało jak dla mnie. Jestem zła, bo historia miała potencjał, którego do końca nie wykorzystano. A wystarczyło tylko popracować nad tekstem, zmienić kilka scen. Nie zżyłam się z bohaterami, nie wczułam się w opowieść, nie przeżywałam jej. Niemniej uważam, że to są błędy nad którymi można popracować i kolejne książki Anny Bellon będą coraz lepsze.

Uratuj mnie, chociaż ma więcej minusów niż plusów, nie jest gniotem. Jak widać zbiera przeróżne opinie i to czy chcecie sięgnąć po ten tytuł czy też nie zależy od was. W mojej ocenie to książka, której nie poświęcono odpowiedniej ilości czasu, ale widać, że autorka wie o czym pisze i drzemie w niej duży potencjał.

Autor: Anna Bellon
Tytuł: Uratuj mnie
Wydawnictwo: OMGBooks
Data wydania: 2016-09-28
Kategoria: New Adlut
ISBN: 9788324036684
Liczba stron: 304
Ocena: 5/10


The Last Regret:
Uratuj mnie |

19 komentarze:

  1. po twojej recenzji raczej przeczytanie tej książki odłożę w czasie na później :) podobnie z tymi dialogami było w moim odczuciu w 50 twarzy Greya, chociaż to inny gatunek. Ja sama tak jak ty nie jestem zwolenniczką długich opisów, ale chociażby opis uczuć czy tego co myśli bohater dużo wnosi do fabuły :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Imię głównej bohaterki to 'Maia', a nie 'Mia'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdarza się:)poza tym śmieszy mnie niemożliwie kiedy Polscy autorzy w celu zabłyśnięcia wymyślają zagraniczne imiona, jeszcze najlepiej jak fabuła jest w innym kraju, bo wtedy lepiej się "sprzeda", tak więc Maia czy Mia, mnie nie interesuje. Książka i tak widać, że słaba. Ale.... anonimy po to są, aby czepiać się byle czego :D

      Usuń
  3. Zaczęłam czytać i jak na razie mnie się podoba, ale zobaczymy jak będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Uratuj mnie" właśnie do mnie zmierza, ale swoją recenzją Irenko, podobnie zresztą jak Ania z Review Junkie, trochę mnie zbiłyście z pantałyku, bo do tej pory spotykałam się raczej z pochlebnymi, mimo wypunktowania kilku błędów, recenzjami na temat debiuty Anny Bellon :) No cóż, najwyraźniej muszę się przekonać sama i zobaczymy jak będzie tym razem :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat książkę mam do przeczytania i chętnie ją przeczytam. Jestem ciekawa czy będę mieć podobne odczucia jak ty.

    Pozdrawiam
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
  6. Zastanowię się na nią jak najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wątpię bym się skusiła, mam wrażenie, że historia jakich wiele o nastolatkach i do tego słaba napisana.

    OdpowiedzUsuń
  8. No jak dla mnie to wiadomo, widać na odległość, że banalna opowiastka z dramacikiem w tle bo musi on być, super facetem, który musi stopić wszelkie murt.... Tak wizje nastolatek są przeurocze. Rzeczywistość po pewnym czasie zsuwa różowe okulary z noska. Myślę Irenko, że my już powinnyśmy odpuścić sobie podobne historyjeczki, bo obie zbyt dobrze wiemy jak mają się do realnego życia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Naczytałam się już dużo recenzji co do książki. Większość z nich nie była przychylna i tylko nie liczne oceniały tą książkę na więcej niż siedem gwiazdek. Jednak nie zrażam się i w najbliższym czasie sięgnę po tą pozycję :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba pierwsza mniej pochlebna recenzja, która ostudziła mój entuzjazm. Dziękuję Irenko :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio często natrafiam na niezbyt pozytywne opinie dotyczące tej powieści, więc jednak odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Moje zdanie znasz, podpiszę się jeszcze pod tym, co ty napisałaś diable ��

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja pomimo niezbyt pochlebnej recenzji mam tę ksiązkę pożyczoną od ambasadorki i na pewno mam nadzieję, że mi się spodoba. ;d

    OdpowiedzUsuń
  14. Na razie nie będę się za nią rozglądała. Mam trochę tytułów na liście do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  15. Już nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam. Muszę ją zdobyć jak najprędzej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety, nie zawsze możemy czytać dobre książki. Może ta autorka rozwinie się w późniejszych powieściach?

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja pewnie prędzej czy później sprawdzę jak mi "leży" ta książka. Ciekawi mnie jej popularność.

    OdpowiedzUsuń
  18. W KOŃCU! Rany, tyle dobrego o tym widziałam w internetach, że szczerze - z każdą kolejną pozytywną opinią coraz mniej wierzyłam w ich realność. Nie wiem. Coś mi mówiło, że z tą książką jest coś nie tak i W KOŃCU dostałam potwierdzenie. :) Nie miałam w planach tej książki, ale teraz przynajmniej mam powód. :D
    Te minusy o których piszesz - chyba jedną z najbardziej wkurzających mnie elementów jest to jak wszystko się bohaterom udaje. Te "szczęśliwe zbiegi okoliczności" - wiesz co mam na myśli?
    To mnie cholernie irytuje, także nie będę się katować. Odpuszczam sobie. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!