Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu


No, dawaj, stary, obaj dobrze wiemy, jak ciężko jest czasem oddychać, ale mimo to jakoś próbujemy. Cały czas próbujemy. [s. 377]

Wszyscy mamy swoje szczęśliwe miejsca, do których chodzimy, by się w nich ukryć lub po prostu odpływamy tam myślami. Są dla nas ucieczką, pozwalają się skryć, ochłonąć, nabrać siły lub uspokoić i wyciszyć. Każdy z nas potrzebuje takiego skrawka gdzie, jeśli tylko tego chcemy, nikt nas nie dosięgnie.

Maisie Bean po 20 latach od śmierci swojego syna Jeremy'ego zdecydowała się na napisanie o nim książki. Następnym krokiem jest opowiedzenie jego historii dużej grupie słuchaczy. Jesteście gotowi poznać losy nie tylko jej syna, ale też jej samej i ich rodziny? Bo żeby wszystko zrozumieć trzeba cofnąć się w czasie. Zainteresowani? Jeśli tak koniecznie musicie sięgnąć po Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu...

Jeszcze w trakcie czytania zastanawiałam się jak stworzyć zarys fabuły, tak by was zaintrygować. Stwierdziłam w końcu, że najlepiej będzie nic nie zdradzać stąd taki a nie inny powyższy akapit.
Po odłożeniu Ostatnich dni Królika wiedziałam, że bez zastanowienia sięgnę po kolejną książkę Anny McPartlin jeśli tylko zostanie u nas wydana, bo autorka zachwyca i powala emocjonalnie. I o to jest, już przeczytana. Jakie wrażenia po sobie zostawiła?

Chciałabym móc napisać, że musicie ją przeczytać, że popełnicie wielki błąd jeśli ominiecie ją w księgarni, ale wiem, że to by było za mało. Tak więc... Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu stylem i językiem może przypominać Ostatnie dni Królika, ale to jedyne podobieństwo jakie istnieje między nimi. Najnowsza pozycja jest zupełnie inna, bardziej tajemnicza, budująca napięcie i... niepokojąca. To również historia pełna emocji spływających na czytelnika z każdej strony. Porusza problemy społeczne, które były kontrowersyjne kiedyś i są takie nadal. Mówi o tolerancji, miłości, przyjaźni, akceptacji, o budowaniu swojej wewnętrznej siły by sprzeciwić się złu jakie nas dotyka, o tym, by być sobą. Przypomina, że każdy ma prawo do szczęścia, że jesteśmy równi sobie i zasługujemy na to samo.

Często przeraża mnie w książkach duża ilość bohaterów, no bo jak się w tym wszystkim odnaleźć, jak przypisać imiona do konkretnych osób. Są jednak autorzy, którym udaje się stworzyć osobowości różnorodne, wyróżniające się nie tylko wyglądem, ale i sposobem mówienia, zachowania czy też myślenia. Dzięki temu czasem nawet nie potrzeba wtedy imienia, by wiedzieć o kim akurat mowa. McPartlin właśnie to potrafi. Charakterystyka jej postaci jest szczegółowa, są one realne, pełnowymiarowe i łatwo się z nimi zżyć. Tutaj występuje prawdziwy kalejdoskop osobowości, które wywołują przeróżne emocje. Brawa.

Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu poruszyło mnie do głębi, sprawiło, że nie mogłam oderwać się od czytania i z napięciem, nie raz wstrzymując oddech, śledziłam przebieg wydarzeń. Anna McPartlin napisała coś życiowego, prostego, ale niezwykle przejmującego i właśnie dlatego tak  łatwo było mi wczuć się w przedstawioną historię, zżyć z bohaterami i wraz nimi przeżywać wszystko, czuć to, co oni i myśleć nad tym samym. Autorka posiada niesamowitą umiejętność obserwacji ludzi, ich zachowań oraz przekazywania emocji. Trafiają one prosto do mojego serca, wywołują burzę a sama historia skłania do chwili refleksji. Jestem nią zachwycona.

Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu to piękna, mądra, wzruszająca i ponadczasowa historia, której nie da się nie przeżywać. Jeśli poprzednia książka autorki podbiła wasze serca, to i tej się to uda. Polecam z całego serca. 

 Autor: Anna McPartlin
Tytuł: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 2016-08-31
Kategoria: obyczajowa
ISBN: 9788327620712
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10

15 komentarze:

  1. Nie czytałam ani pierwszej książki, ani tej książki, ale tak ją chwalisz, że chyba kiedyś przeczytam, a przez kiedyś mam na myśli jak znajdę czas, bo jak na razie mam jego brak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i nadal jestem pod wrażeniem oryginalności tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę w końcu poznać styl pisarki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam twórczości autorki, ale na razie jakoś mnie do niej nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet podobnie zaczęłyśmy hihi:) Zdecydowanie nie można jej ominąć w księgarni, bo to trzeba przeczytać. Ja bynajmniej książki McPartlin kocham i "połykam". Jeden dzień i po lekturze.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Ostatnie dni Królika" rozłożyły mnie na łopatki. "Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu" też z pewnością przeczytam w przyszłości. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta autorka ma niezwykłe dar pisania o śmierci i o godzeniu się z nią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. że też dopiero teraz znalazłam Twojego bloga...
    Od dziś jestem fanką, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. że też dopiero teraz znalazłam Twojego bloga...
    Od dziś jestem fanką, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszy że inne książki autorki są równie wciągające i pozostawiają tak wiele emocji, już po jej zakończeniu

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie czytam tę książkę i pomimo tego, że od razu domyślałam się, jaką tajemnicę ma Jeremy, to powieść na pewno na długo pozostanie w moim sercu.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ładny tytuł, niezbyt przyciągająca wzrok okładka - przyznam, że nie zwróciłabym na tą książkę uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wciąż nie przeczytałam poprzedniej książki tej autorki - ALE, poczyniłam postępy bo mam już ją w domu. :) Także teraz jedyne czego mi brakuje to czas. I brak studiów. I czas. I może odrobina snu. I czas. I odrobina ochoty do czytania. I czas.
    Dobrze, że piszesz tak pozytywnie o tym cudzie bo mi przypominasz czego mi brakuje. Dawno już nie czytałam książki, która tak autentycznie by mnie zachwyciła. Pasowałoby powrócić do dobrych nawyków sięgania po to co polecasz.:)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!