Duży, Młody i Elf

 
Dojrzewa się jeden raz w życiu, wtedy ma się najgorsze dylematy i zdecydowanie wolałem, by problemy Młodego były rozwiązywane z moim udziałem, a nie za pomocą imprez, wiadomości wziętych z Internetu lub z innymi dorosłymi, którzy mogli mieć Bóg wie jakie poglądy i zamiary...”.*

Przygarnięcie psa jest bardzo poważnym krokiem. Trzeba być pewnym, że będzie nas stać na to by zapewnić mu potrzebną opiekę, ale przede wszystkim, że będziemy mieli czas by wyjść z nim na spacer, pobawić się czy też podrapać za uszami. Należy pamiętać, że zwierzę to nie rzecz, a istota, która czuje i potrzebuje poświęcenia uwagi.

Na całe szczęście świadomi są tego Duży i Młody, którzy przeprowadzili się właśnie do nowego domu i przez splot różnych okoliczności przygarniają ze schroniska psa. Elf jeszcze jako szczeniak trafia do nowego domu, jest przerażony zmianą otoczenia oraz rozłąką ze swoją bliźniaczką Eriką, ale nie brakuje mu determinacji, by wychować swoich właścicieli (tak kochani, to nasi pupile nas wychowują a nie my ich). Cała trójka powoli przyzwyczaja się do wspólnego życia, zdobywają swoje zaufanie oraz przywiązanie, a Elf jest gotów bronić swoich Panów przed Przyczajonym Plecakiem czy też Wygłodniałą Deską Klozetową. Wykazuje się też niezwykłą odwagą ratując Dużego przed szarżującym dzikiem lub podwórkowego kota przed wywiezieniem na wysypisko. To tak naprawdę tylko mała cząstka tego, co będą przeżywać bohaterowie.

O serii Elfomania Marcina Pałasza słyszałam pierwszy raz już tak dawno temu, że szczerze mówiąc nie wiem od kogo, ale co chwilę coś lub ktoś mi o niej przypominało. Mówiąc krótko musiałam przeczytać i już. Dlatego też w końcu się zawzięłam i chwyciłam za Sposób na Elfa. Jakie są moje wrażenia po skończeniu pierwszego tomu?

Pierwsze co przyszło mi na myśl po przeczytaniu kilkunastu początkowych stron, to fakt, że Marcin Pałasz cechuje się niesamowitym poczuciem humoru oraz jeszcze większą kreatywnością. Losy bohaterów poznajemy za pomocą pierwszoosobowej narracji z punktu widzenia Dużego oraz tytułowego Elfa i o ile relacja Dużego jest w zależności od sytuacji komiczna, wzruszająca lub smutna, to przemyślenia Elfa rozkładają na łopatki. To niesamowite jak realistycznie i z humorem przedstawił losy bohaterów. Sposób na Elfa bawi komizmem sytuacyjnym, przemyśleniami psa na temat ludzi, rozczula wzruszającymi scenami, ale przede wszystkim uczy odpowiedzialności za drugiego człowieka i czworonoga. Autor barwnie obrazuje wydarzenia, dbając o to by wszystko było przedstawione jak należy, łączy zabawę z przekazem i zapewnia niezliczone salwy szczerego śmiechu.

Jestem oczarowana zażyłością jaka istniała między Dużym, Młodym, a potem i Elfem. Widać, że pomiędzy tatą i synem jest duża nić porozumienia, dogadują się, rozumieją, potrafią z siebie żartować i nie mają przed sobą tajemnic. Podoba mi się podejście Dużego do wychowania syna, wpaja mu ważne rzeczy i wartości, uczy tego, co dobre, ale robi to bez zbytniego moralizatorstwa. No i oczywiście to jak traktuje zwierzęta, jak mocno zaangażował się w to, by Elf czuł się kochany. Oczywiście nie mogę pominąć cudownego czworonoga, który szturmem zdobył moje serce. Jest taki... do kochania po prostu.

Już dawno nie czytałam tak rewelacyjnej, bo zarazem zabawnej i mądrej, powieści skierowanej do dzieci w wieku 8-14 lat. Marcin Pałasz sprawił, że pomimo tego, że do lat dziecięcych mi daleko spędziłam z Elfem niezapomniane chwile przepełnione śmiechem, zadumą nad niektórymi kwestiami i jeszcze raz śmiechem. Historia wciągnęła mnie od samego początku, z łatwością zżyłam się z tą nietypową rodziną i żyłam ich przygodami. Tak jak oni śmiałam się, zdumiewałam, martwiłam i kręciłam głową nad absurdalnością niektórych zdarzeń. Z żalem odkładałam książkę po jej zakończeniu, bo szczerze polubiłam bohaterów, humor jakim powieść aż kipi i spojrzenie autora na świat. Z pewnością też skompletuję całą Elfomanię i zajrzę do innych powieści pisarza.

Oczywiście polecam. Nie tylko dla młodych czytelników, ale i dla nas samych. Sposób na Elfa to pozycja w pełni dopracowana, lekka, zabawna, ale i wartościowa. Ponadto dodatkowo wzbogacona o ilustracje Olgi Reszelskiej idealnie współgrające z treścią. Jeśli tylko macie dzieci między ósmym a czternastym rokiem życia lub sami lubicie czytać takie pozycje koniecznie sięgnijcie po pierwszy tom Elfomani – łzy ze śmiechu i wyśmienita zabawa gwarantowane!

Tekst powstał przy współpracy z księgarnią internetową lovebooks

*Marcin Pałasz, Sposób na Elfa, s. 125
Autor: Marcin Pałasz
Tytuł: Sposób na Elfa
Wydawnictwo: Skrzat
Data wydania: 2012-06-08
Kategoria: literatura dziecięca
ISBN: 978-83-7437-780-1
Liczba stron: 216
Ocena: 8/10

6 komentarze:

  1. Jest Elf - jest okejka. Już wiem, na co będę się naprawdę poważnie czaić :3 Świetna recenzja

    OdpowiedzUsuń
  2. Uważam, że dla mojego brata byłaby świetną lekturą! ;)


    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem warto poczytać coś dla najmłodszych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja takich książek czytam mało w sensie tych nowszych, ale często powracam do serii z dzieciństwa. Zapraszam do siebie na wpis związany z literaturą dziecięcą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem sięgam po takie książki :). Ta wydaje się interesująca.

    OdpowiedzUsuń
  6. O. Urocze. ;) I choć kompletnie nie dla mnie - mam siostrę w wieku o którym mowa, także... Wszystko jest możliwe. :)
    Plus - wiadomo, że to czworonogi wychowują swoich włascicieli. Zwłaszcza jest to widoczne u kotów. Na Zeusa, mój kot to małe bydle, serio. Cholerny, złośliwy cwaniak. I kocham go bez pamięci. Taka już jestem. :D
    I o ile moja psina jest uległa, mój kot... Raaaany. Spróbuj go do czegoś zmusić. Tylko spróbuj, a będziesz mieć dłonie podrapane do krwi.
    Jak tu go nie kochać?
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!