Jesteś tylko rzeczą


„-  Nadzieja to cudowna rzecz (...). - A jednak nie doceniamy jej, póki nie zniknie”. [1]


To że mamy wolność wyboru i jak wszystkim należy nam się prawo do zabawy, szczęścia, miłości, do bycia wolnym jest dla nas czymś oczywistym. Zastanawialiście się jednak jak by to było gdyby zostało to nam odebrane, a my musielibyśmy pogodzić się ze świadomością, że nie widzi się w nas człowieka a jedynie rzecz, która ma doprowadzić do upragnionego celu?

Violet Lasting w wieku dwunastu lat trafia do Magazynu, gdzie do osiemnastego roku życia będzie uczona jak być idealną surogatką, by potem jakaś arystokratyczna rodzina z Klejnotu – najbogatszej części Starego Miasta – kupiła ją na Aukcji. Okazało się bowiem, że kobiety z najbogatszych rodzin nie mogą mieć własnego potomstwa a jeśli już któraś urodzi dziecko jest w znacznym stopniu niepełnosprawne. Z kolei te z najbiedniejszej części – Bagna – posiadają pewne moce umożliwiające im urodzenie zdrowego dziecka. Właśnie z tego powodu powstały Magazyny i Aukcje, dlatego tylu dziewczynkom, a później już kobietą odebrano wolność i możliwość wyboru. Co stanie się z Violet, która trafia do domu bezwzględnej Diuszesy Jeziora?

Klejnot zaciekawił mnie opisem, okładką, oraz faktem, że to debiut autorki, a ja debiuty bardzo lubię. Pomimo ciekawości nie oczekiwałam od książki czegoś wspaniałego, bałam się, że będzie to powtórzenie tego co już było, tylko w innych szatach. Jak było w rzeczywistości?

Okazało się, że miałam rację, Klejnot to po trochu zlepek Igrzysk śmierci, Niezgodnej i Rywalek, ale posiadający w sobie coś swojego, może niekoniecznie nowego, ale pozwalającego by odebrać ją pozytywnie bez uwierającego stwierdzenia, że to już przecież było. Amy Ewing stworzyła ciekawy obraz świata antyutopijnego, dbając o szczegóły i detale, zobrazowała obraz Starego Miasta, jego podział, to jak się żyło w różnych jego częściach. Opisała Klejnot a raczej arystokracje, ich działania i motywy kierowane pragnieniem władzy lub bycia najlepszym. Kłamstwa, intrygi, okrucieństwo i dwulicowość są na porządku dziennym.

Autorka poruszyła również poważny temat odbierania wolności człowiekowi, istocie myślącej oraz czującej i traktowanie jej tylko jako rzecz, coś co jest potrzebne do osiągnięcia celu a potem już zbędne. I chociaż po opisie może wydawać się, że powieść nie wyróżnia się pośród innych tego typu, to nie jest tak oczywiste. Ewing sprawia, że czyta się ją szybko i z prawdziwą przyjemnością. Fabuła ciekawi, tym bardziej, że pomimo wątku romansowego pojawiającego się gdzieś na końcu prym wiedzie temat surogatem, zabierania wolności i próba przetrwania w okrutnym i pozbawionym skrupułów Klejnocie.

Prawdziwy problem mam z bohaterami, z jednej strony widać ich indywidualizm, potrafią zaskoczyć i wywołać mętlik w głowie swoim zachowaniem, ale z drugiej wydawali mi się tacy papierowi. Brakowało mi w nich iskry, która by ich ożywiła. Chyba, że autorki zamysłem było by tylko jak najlepiej poznać Violet, spojrzeć na wszystko z jej punktu widzenia, przekonać się co ona czuje i jak widzi całą resztę. Lubię Violet, jest twarda, harda i faktycznie może coś zmienić, tylko pytanie czy nic jej nie złamie.

Debiut Amy Ewing ma wady, jak i zalety, ale nie można powiedzieć, że jest to powieść zła. Pomimo tego, że początkowo trudno było mi się wczuć w Klejnot (Violet w pierwszych stronach nie przekonywała mnie jako narratorka) i widać tutaj pewne schematy historia intryguje, a im bliżej końca byłam tym bardziej byłam ciekawa biegu wydarzeń. Ewing miała ciekawy pomysł na fabułę i jak na pierwszy raz spisała się bardzo dobrze, powieść jest do pewnego stopnia wciągająca, przedstawiony przez nią świat jest ciekawy i przerażający a zakończenie sprawia, że koniecznie trzeba sięgnąć po kontynuacje. Mam tylko nadzieję, że czymś zaskoczy w drugiej części.

Klejnot jest udanym początkiem serii, który spodoba się fanom antyutopii. Autorka pisze lekko, ciekawie kreuje wymyślony przez siebie świat i co najlepsze, nie skupia się na wątku romansowym, co jest miłą odmianą. Czas spędzony z tym tytułem uważam za udany i już wyczekuję polskiego wydania The White Rose.

[1]Any Ewing, Klejnot, s. 267
Autor: Amy Ewing
Tytuł: Klejnot
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2015-09-23
Kategoria: Antyutopia
ISBN: 978-83-7686-306-1
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10

The Lone City:
Klejnot | The White Rose

11 komentarze:

  1. Jak dla mnie ta książka miała potencjał, nawet ciekawy pomysł, ale wykonanie co najmniej przeciętne. Przez całą książkę czekałam na coś, aż tu nagle książka się skończyła...
    Pozdrawiam!
    pokoleniezaczytanych.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Antyutopie to jeden z moich ulubionych gatunków dlatego ten temat bardzo mnie zaintrygował. Jeszcze nie spotkałam się z nim w książkach :)
    Moje-ukochane-czytadelka

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czuję się przekonana do tej książki. Choć oceniasz ją całkiem nieźle, czuję że nie trafiłaby w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zbytnio jakoś mnie do niej nie ciągnie, ale gdy już nie będę miała co czytać z biblioteki, zapewne o ile będzie sięgnę po ten właśnie egzemplarz.

    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie ten tytuł zaintrygował już jakiś czas temu. Mimo jego wad, o których piszesz i tak mam ochotę go przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie kojarzy mi się ta książka z "Rywalkami", a że te bardzo nie przypadły mi do gustu, nie odczuwam wzmożonej ochoty by posiąść tę książkę ;c
    http://zagoramiksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam mieszane uczucia. Lubię takie powieści, ale z drugiej strony boję się tych schematów :]

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki z tego nurtu lubię, choć ostatnio nie mam na nie ochoty. Ale jestem pewna, że ten tytuł zainteresuje moją siostrę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam. Z niecierpliwością czekam na dalsze rozwinięcie serii. Jestem bardzo ciekawa czym w następnym tomie zaskoczy nas Amy Ewing.
    Chociaż w moim wydaniu było sporo literówek.
    modnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie tak mi się widziało, że to będzie coś w stylu "Rywalek" bo nawet okładka mówi, że coś jest na rzeczy. :D Nie przekonuje mnie fakt, że to debiut - ja w przeciwieństwie do ciebie, raczej na takowych się rozczarowuję, ale skoro mówisz, że nie jest źle - w porządku. Wierzę na słowo. Dawno nie czytałam czegoś podobnego, także jeśli znajdę czas przy tych wszystkich maturalnych śmieciach - chętnie przeczytam.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!