Konkurs: Napisz czy przeżyłeś w swoim życiu rozwiązanie zagadki, które rozbawiło cię do łez.

Kochani, co ja dla was mam! :)

Pamiętacie moje zachwyty nad najnowszą książką Olgi Rudnickiej Diabli nadali? Nie?! To czym prędzej zapraszam do czytania i... udziału w konkursie! Tak, tak. Dobrze widzicie, dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka mam dla was jeden egzemplarz tej rewelacyjnej powieści! Są chętni? ;)

Co trzeba zrobić by wygrać to cudeńko? O tym za chwilę... ;))


Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".
2. Konkurs trwa od 21.10.2015 r. do 31.10.2015 r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
5. Sponsorem nagrody jest  wydawnictwo Prószyński i S-ka
6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić komentarz, który będzie zawierał Wasz adres mailowy oraz odpowiedź na zadanie konkursowe
7. Zadanie: Napisz czy przeżyłeś w swoim życiu rozwiązanie zagadki, które rozbawiło cię do łez.
8. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
9. Do zdobycia jest jedna książka, której fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo,  a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.
10. Zwycięzcami konkursu zostanie jedna osoba, której wypowiedz najbardziej przypadnie do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.
11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl





Powodzenia!

8 komentarze:

  1. Książka cudna, dlatego niezdecydowanym gorąco polecam udział w konkursie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nic takiego nie przeżyłam, żeby rozwiązanie zagadki rozbawiło mnie do łez....

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety nie przypominam sobie aby rozwiązanie jakiejś zagadki mnie rozbawiło do łez. Jednak niektóre dowcipy w formie pytania są bardzo dobre. Np. dowcipy o blondynkach.
    Windą jadą: mężczyzna, superman i mądra blondynka. Na podłodze leży 100 zł, kto je podniesie?
    .
    .
    .
    .
    Mężczyzna, bo reszta to postacie fikcyjne!
    albo
    Dlaczego blondynka wlewa wodę do komputera?
    .
    .
    .
    .
    Żeby sobie poserfować po internecie.
    Nie jest to może żadna zagadka ale dowcip przedstawiony w formie pytania do drugiej osoby. Mnie zawsze najbardziej bawiły te dowcipy, ponieważ każdy mógł przedstawić swoją odpowiedź co skutkowało nie lada ubawem a i tak odpowiedzi nikt nie zgadł :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Miała miejsce pewna sytuacja z moim szwagrem. Co jakiś czas ginęły mu ubrania, spodnie, koszulki, a nawet bielizna! Z początku było to zadziwiające, ale z czasem zaczęło już być uciążliwe. Nikt nie podejrzewał nawet kto to mógłby być. Ubrania rozwieszone po praniu schły tak bardzo, że wyparowywały. Zirytowani całą sytuacją, staraliśmy się dostrzec do tego kto lub co sprawia, ze rzeczy znikają- bez rezultatów.
    Ale pewnego dnia przyszedł mi do głowy iście szatański pomysł. Poprosiłam szwagra o to, by dał mi kilka rzeczy których nie będzie już nosił i nie będzie mu żal kiedy zostanie ich pozbawiony (w sumie co porównywać 4 sztuki do 20 które już zniknęły) Dał mi zatem koszulkę, spodnie, i bieliznę. Założyłam gruby sweter, rękawice i udałam się na ich działkę, gdzie prężnie pracowali nad ukończeniem domu. W jednym z pomieszczeń pamiętałam, ze są spore zapasy… waty szklanej ;) Rozłożyłam ją na ziemi spory kawałek waty i ułożyłam na niej owe ciuchy dbając by zostały dokładnie nią pokryte nacierając je z wyjątkowa starannością. Po powrocie rozwiesiłam rzeczy na suszarce. Sprawdza znikających ciuchów znalazł się bardzo szybko. Kiedy to z płaczem i krzykiem mój młodszy brat przybiegł do domu rzucając się po trawniku jak opętany i wyjąc jakby go coś ugryzło ;)
    Mail: julitagoralska@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniał mi się epizod z dzieciństwa, na wspomnienie którego zalewam się łzami ze śmiechu, choć wówczas nie miałam pojęcia, dlaczego śmieją się wszyscy oprócz mnie ;) Teraz dzieci szybciej dojrzewają i zdobywają informacje, w zamyśle przeznaczone dla dorosłych. Kiedyś tak nie było, a może tylko ja żyłam sobie w błogiej nieświadomości, o co w tych relacjach damsko-męskich chodzi. W każdym bądź razie dobrze pamiętam czasy, gdy każdy w niedzielę oglądał program Disco Polo Live ;) Królował przez pewien czas przebój "Zrób mi pompona" i chyba jednocześnie popularna była też piosenka Big Cyc "Załóż gumę na instrument". Obie wpadły mi w ucho i nie mogłam się od nich uwolnić, no tak czasami nas atakuje jakaś melodia i uparcie tkwi w głowie. No i tak sobie chodziłam i ciągle podśpiewywałam o pomponie albo założeniu gumy, nie mając bladego pojęcia, że te słowa mają podtekst mocno erotyczny i małej dziewczynce nie wypada tego śpiewać. Rodzice najpierw się śmiali, bo przecież wiedzieli, że ja nic nie rozumiem z tego tekstu, ale potem chyba się przestraszyli, że będę też to śpiewała w szkole albo w towarzystwie dorosłych, więc zabronili mi rozwijania muzycznego talentu ;) Dopytywałam oczywiście dlaczego, ale nie zostałam uświadomiona, bo "jak dorosnę, to zrozumiem". I rzeczywiście odkryłam po latach w czym tkwi tajemnica i zaśmiewałam się z siebie ile wlezie ;D
    Pozdrawiam!
    Kaśka
    obliczarozy@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. chyba kiepska jestem w rozwiązywaniu zagadek, albo po prostu nigdy nie są zabawne... większość jest zazwyczaj zabawna tylko w konkretnym kontekście i opowiedzenie jej komuś juz nie jest takie zabawne...

    Jedyne co przychodzi mi do głowy to poszukiwanie cukierniczki, takiej dużej, ceramicznej, babcinej. Była pełna cukru, a więc ciężka. I zniknęła! Domowników czterech, w tym dwoje dzieci, ale nikt się nie chciał przyznać do jakichkolwiek czynów z nią związanych, więc zakładaliśmy, że jednak się nie stłukła. Ustaliliśmy, że ostatnią osobą, która ją widziała była mama. Przyznała się bez bicia, nawet dodała, że gdzieś ją schowała, żeby się nie potłukła....
    Po dwóch dniach intensywnych poszukiwań we wszystkich szafkach straciliśmy nadzieję.
    I wtedy się znalazła. W lodówce. Zepchnięta na sam tył, ukryta - że zacytuję pewną reklamę - za sałatą.



    Mama często coś tak dobrze schowa, że nikt nie ma szans tego znaleźć. Z nią na czele.

    OdpowiedzUsuń
  7. Raz miałam taką sytuację.. Wystawiłam mojemu kochanemu psu miskę z jedzeniem na dwór. I gdy pies był w domu jedzenie nagle znikło. Na drugi dzień to samo. Głowiłam się strasznie co mogło się z nim stać bo przecież nie wyfrunęło.. Trzeciego dnia wystawiłam jedzenie i schowałam się w oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki. I wtedy okazało się... że to bezpańska gromadka kotów przychodzi i szybko zjada wszystko. W końcu zagadka się rozwiązała a ja płakałam ze śmiechu że przez trzy dni bałam się kotków :D Od tego czasu częstuję je ale tak żeby nie musiały się bać już niegroźnego pieska i mnie ;)
    Pozdrawiam, Diana. e-mail: dia.gwi@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Z mężem mieliśmy jedną zabawną sytuację. W chwili dość intymnej mąż nie mógł znaleźć przyszykowanej prezerwatywy. Szuka i szuka, jeżdżąc ręką po ławie, gdzie miał ją położoną. Oczywiście po chwili już oboje się zirytowaliśmy i nastrój się ulotnił. Tak jak "gumka " :) No ale szukamy jej, po przecież nie może trafić w ręce dzieci a gdzieś być musi. I się znalazła, nasz kot ją miał :) Chyba mierzył skubaniec :) Do tej pory chowamy przed nim prezerwatywy, zeby znów nam nie zwinął :)
    tamlin2@op.pl

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!