Zbrodnia w szkarłacie

Wyjątkowo przeczytacie dziś gościnną recenzję Agaty, która pierwsza dorwała się do tego tytułu :)

Z kryminałami retro nie miałam za wiele wspólnego. Właściwie to nie mogę sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek czytałam jakąkolwiek książkę reprezentującą ten gatunek. Tak naprawdę, powieści detektywistyczne nie należą do moich ulubionych. Oczywiście Chmielewską kocham miłością niezmienną, ale poza tym nie znalazłam autora, który zawładnąłby moim sercem. Mam nadzieję, ze drugą ulubioną autorką zostanie Christie. Niestety jej parę pozycji czeka na półce na lepsze czasy. Ostatnio czytałam sporo fantastyki, literatury kobiecej i faktu, więc postanowiłam sięgnąć po kryminał. Wybór padł na Zbrodnię w szkarłacie. Przekonało mnie właściwie to, że jest porównywana do Agaty Christie.


Poznajemy Jana Morawskiego, detektywa – amatora, który został poproszony przez dalszych krewnych o znalezienie skarbu należącego do nieżyjącego seniora rodu. Na miejscu okazuje się, że poszukiwania wcale nie są łatwe i powoli można zacząć wątpić, czy ów skarb w ogóle istnieje. (W tym miejscu przybliżmy bohaterów i przyszłych podejrzanych. Janowi towarzyszy Mateusz. Jego kamerdyner i przyjaciel. Przyjechali oni do dworu w Jeziorach pod Poznaniem. Głową domu jest Jerzy Jezierski. Nie był on dobrym gospodarzem a na pewno nie przedsiębiorczym przez co majątek jest zadłużony „po komin”. Jest niebezpieczeństwo, że rodzina straci posiadłość. Jego żonę nazywają Jerzową po prostu. Niewiele osób pamięta jak ona ma na imię. Gospodyni przygotowuje się do ślubu swej jedynej córki. Dla matki z 1900 roku jest to ogromne wydarzenie, do dworu zjeżdżają szwaczki, kucharki, orkiestra, dwór jest remontowany, jest zamawiana zastawa, suknia... Dziś to wygląda zupełnie inaczej. Brakuje tylko posagu i pieniędzy na wesele właściwie. Z związku z tym (ku rozpaczy matki) Helena zrywa zaręczyny, oświadczając że nie będzie żyła na łasce przyszłego teścia. Gośćmi rodziny Jezierskich jest żona nieżyjącego brata pana domu (Ewelina Jezierska) wraz z pasierbicą (Laurą). Dziewczynę z macochą nie łączy miłość. Ewelina korzysta ze spadku pasierbicy traktując ją jako zło konieczne. Jest duże podejrzenie iż doprowadziła do śmierci męża i ma podobne zamiary względem Laury. Kobieta jest uzależniona od narkotyków.) Do dworu przychodzi tajemniczy mężczyzna, który pożyczył sporą sumę pieniędzy Jezierskim i postanowił odebrać go sprzedając dwór. Okazało się, że nazywa się Józef Szulc i w nocy został zastrzelony. Na miejscu zbrodni jest Ewelina, która z natychmiast staje się główną podejrzaną, ale jest zbyt roztrzęsiona, aby wydobyć od niej jakiekolwiek informacje. Każdy znał ofiarę, miał motyw. Wszyscy tez mieli alibi. Wątpliwe alibi zresztą, ponieważ rodzina między sobą ustaliła zeznania i nie można na nich polegać. Skoro jest trup musi być i policja. Przyjeżdża Joachim Engel, detektyw policji. Niemiec. Okazało się, że zna on ofiarę i interesował się nim wcześniej.




Czytając myślałam kto zabił. Niemal każdy z bohaterów został przestawiony jako potencjalny morderca. Ja stawiałam na dwa rozwiązania sprawy: najbardziej oraz najmniej prawdopodobne. Jednak to co wydarzyło się na końcu nie przyszło mi do głowy.


Do powieści dołączona została ulotka. Imitować ma ona gazetę (właściwie jest takiej wielkości) z czarno-czerwonym drukiem. Umieszczono tam krzyżówkę, wywiad z autorką, fragmenty książki czy też opinie dotyczące jej poprzednich powieści. Uważam to za doskonały i oryginalny pomysł. Tym bardziej iż używałam jej do schładzania się w niedawne upały. Okładka bardzo mi się podoba, podobnie jak plan dworu oraz zespołu dworskiego i folwarku. Grubością książka mnie nie odstrasza (400 stron), jestem przyzwyczajona do czytania grubych pozycji. Jednak dla tych którzy krzywią się na myśl o takich gabarytach mam dobrą wiadomość: tego w ogóle się nie czuje podczas czytania. Książkę Kwiatkowskiej czyta się lekko i przyjemnie pomimo wielu opisów strojów, zwyczajów, potraw, czy nawet sytuacji politycznej i społecznej z tamtego okresu. Otóż Kwiatkowska pisanie książki rozpoczęła od czytania opracowań, dokumentów historycznych, oraz podróży w miejsce które opisuje. W jej książkach fikcja miesza się z prawdą w sposób niezauważalny. Czytając poznajemy trudną sytuację polaków pod pruskim zaborem. Bohaterzy są żywi, wzbudzają sprzeczne emocje. Nikt nie jest ewidentnie zły, czy ewidentnie dobry. Każdy ma swoje za uszami. Jako dodatkowy plus zaliczam fakt iż jeden z bohaterów, narzeczony dziedziczki nazywa się Andrzej Kmicic. Dokładnie jak postać z ulubionego filmu. Kto zgadnie z jakiego?


Katarzyna Kwiatkowska jest tłumaczką Elizabeth Gaskell, angielskiej pisarki z XIX wieku. Za jej debiut Zbrodnię w błękicie została nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru, otrzymała specjalne wyróżnienie od zasiadającej w jury. Zakochała się w twórczości Christie, ogólnie przepada za nurtem zwanym cozy mysteries, czyli kryminałach bez brutalności i niepotrzebnej krwi. Nie stara się naśladować Christie. Po prostu dobrze pisze. Z poprzednimi powieściami o Janie Morawskim nie miałam wcześniej przyjemności się spotkać, ale niewątpliwie muszę to nadrobić. Zbrodni w szkarłacie daję 9/10.


Autor: Katarzyna Kwiatkowska
Tytuł: Zbrodnia w szkarłacie
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2015-08-12
Kategoria: kryminał
ISBN: 9788324034918
Liczba stron: 400

Jan Morawski:
Zbrodnia w błękicie | Abel i Kain | Zobaczyć Sorrento i umrzeć | Zbrodnia w szkarłacie

18 komentarze:

  1. Podoba mi się okładka - widząc ją, na pewno bym się skusiła :) Ale fabuła też wygląda ciekawie, a że to kryminał, to z pewnością przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już od dawna mam zamiar przeczyta którąś książkę pani Bondy :) Na pewno to zrobię.

    Pozdrawiam, Insane z http://przy-goracej-herbacie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, miałam otworzoną kartę z innym blogiem i była tam recenzja ksiązki Katarzyny Bondy. W każdym razie, jeśli chodzi o "Zbrodnię w szkarłacie" to odkąd pojawiła się w zapowiedziach to chcę ją przeczyta,ć!

      Usuń
  3. Już chyba wszędzie czytałam tę książkę! :D Powieść Kwiatkowskiej mnie wręcz wzywa! :D

    LeonZabookowiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa fabuła. Może się skusze, zwłaszcza, że to kryminał :D

    https://lakaksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj chciałabym przeczytać! Ale nawet nie wiedziałam, że to ma cztery części :P Jestem naprawdę bardzo spostrzegawcza :D Okładka przyciąga moją uwagę, co już jest plusem, więc na pewno za niedługo będę chciała zabrać się za tą książkę ;)
    http://gabrysiekrecenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo proszę o wsparcie akcji #ocalksiazki. To naprawdę mały gest, który może dać bardzo wiele nam, czytelnikom. Proszę zajrzeć, choć na chwilę!
    http://kultusarnie.blogspot.co.uk/2015/08/ocalksiazki.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazwyczaj nie sięgam po kryminały, ale do tej książki mnie jakoś ciągnie ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki kryminał z detektywem amatorem będzie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawi mnie ta książka, chociaż sama nigdy kryminałów retro nie czytałam. "Magnetyzer" Lewandowskiego leży na półce już od jakiegoś czasu i nie mogę się za niego zabrać:)

    www.ksiazkoholiczka94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo, nie wiedziałam, że autorka jest tłumaczką książek Gaskell - to robi wrażenie. I chociaż nie czytuję kryminałów, to tu może kiedyś zrobię wyjątek ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj :)
    Genialny blog, bardzo spodobały mi się Twoje recenzję i na pewno nadrobię wszystkie :)

    kraina-bezsennosci.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdzie zbrodnia, tam i ja. Jako czytelnik oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pokochałam ostatnio thrillery i kryminały polskich autorów, więc chętnie sięgnę po tą książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gościnne występy? Jak miło ;) Kryminał retro to coś, czego... nie znam ;( Może powinnam się skusić choć na jeden tytuł?

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne recenzje książek. Koniecznie muszę przeczytać "Zbrodnię w szkarłacie", polecam wejść na mojego bloga; miedzy-kartkami.bloog.pl :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hm. Też raczej z kryminałami nie jest mi po drodze, choć czytałam jedną książkę Chmielewskiej i rany! To wystarczyło bym totalnie zakochała się w jej piórze.
    Tak czy inaczej, mimo pozytywnej oceny, nie jestem przekonana czy charakter i gatunek tej pozycji są dla mnie. Za to znam osobę, której mogłaby się spodobać, także na pewno przekażę tytuł. ;)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!