Uspokój się serce moje…

„Hej, serce. Słyszysz mnie? Wypowiadam ci wojnę”.*

Myślę, że o Colleen Hoover słyszał lub czytał już każdy, chociaż przelotnie zetknął się z jej książkami. Jej „Hopeless”, „Pułapka uczuć” oraz pozostałe tytuły skradły serca wielu czytelnikom, w tym także moje, i moją w nich swój prywatny kącik. Wiadomość o wydaniu u nas kolejnej pozycji wprawiła mnie w ekscytacje, powodowała, że niecierpliwie wyczekiwałam daty premiery oraz momentu gdy dorwę ją w swoje zachłanne ręce. Parę godzin temu zamknęłam „Maybe Someday” i od tego momentu mam nie lada kłopot ponieważ nie bardzo wiem co napisać…

Dzień dwudziestych drugich urodzin nie jest dla Sydney najwspanialszym w jej życiu, do tej pory wszystko miała poukładane: studia, praca, wspólne mieszkanie z przyjaciółką i kochający chłopak. Jednak wciągu jednej chwili pozornie idealny świat Syd się rozpada, a ona musi pogodzić się ze zdradą dwóch najbliższych jej osób. Gdyby nie pomoc sąsiada z naprzeciwka znanego jej tylko z widzenia mogłoby być naprawdę ciężko. Ridge proponuje jej lokum i pracę – jest muzykiem, układa teksty tylko w chwili obecnej ma blokadę twórczą, a okazuje się, że dziewczyna nie ma problemów z ułożeniem tekstów do jego muzyki. Jak potoczy się ich wspólna praca i mieszkanie razem?

Kiedy już myślę, że Hoover mnie niczym nie zaskoczy, że nic nie przebije jej poprzednich powieści, że osiągnęła coś czego inni autorzy (bez urazy) mogą jej tylko pozazdrościć, w moje ręce wpada kolejne dzieło pisarki i przepadam. Po raz kolejny sprawia, że pozornie zwykła, życiowa historia staje się czymś niepowtarzalnym, wkradającym się do serca i umysłu, sprawiającym, że na czas czytania nie liczy się nic innego tylko ta opowieść. Nie wiem jak bardzo bym się starała nie jestem w stanie wynaleźć najmniejszego niedociągnięcia, najmniejszej rysy, która sprawiłaby iż „Maybe Someday” nie byłoby tak idealne. Powieściopisarka dba o realność, o szczegóły, o fakty jeśli coś omawia. Jest daleka od schematyczności, a może przez to jak tworzy po prostu mi to umyka? Nie wiem. Wiem natomiast, że Hoover posiada niesamowity talent posługiwania się słowem pisanym. Boże, jak ona pisze! Z zwykłych słów tworzy zdania, które tworzą wspólnie całość tak przepełnioną emocjami, że nie sposób ich nie odczuwać.

Colleen Hoover nie idzie na łatwiznę, ona musi wszystko skomplikować, poplątać tak, by cała prawda dotarła do czytelnika w momencie kiedy ona sobie tego życzy. Doświadcza bohaterów, rzuca im kłody pod nogi i na ich przykładzie pokazuje jak bardzo można być silnym i zarazem słabym. Ukazuje, że nie ma ideałów, że mylić się jest rzeczą ludzką, że nie powinno się oceniać i jak bardzo ważna jest szczerość oraz zrozumienie. To, co mi się jeszcze podoba, to umiejętność nie oceniania, nie wskazuje jednoznacznie kto jest tym dobrym, a kto złym tylko pozwala odbiorcy wyrobić sobie swoją własną opinię. Warto jeszcze zwrócić uwagę na zawarty w utworze ładunek uczuć, z jednej strony są żarty, zabawne sytuacje, docinki, z drugiej przyjaźń i miłość, jeszcze z innej pojawiają się problemy, cierpienie i najtrudniejsze decyzje do podjęcia. „Maybe Someday” jest przepełnione skrajnościami, a czytelnik (przynajmniej ja) popada z jednej w drugą i czuje się jak na karuzeli.

Powiedzieć, że jestem zachwycona czy też oczarowana to doprawdy za mało. Szczerze mówiąc jestem boleśnie świadoma iż żadne moje słowa nie są w pełni oddać uczuć jakie we mnie buzują. Nie sądziłam, że to powiem, a przynajmniej nie tak szybko, ale jest książka równie dobra, a może nawet i lepsza niż „Hopeless”, Autorka przebiła samą siebie. Przy „Maybe Someday” nie da się nie śmiać i nie płakać. Sprawiała że w jednej chwili szczerzyłam się do książki, by za chwilę wylewać potoki łez (biedna książka trochę ich na siebie przyjęła). Zżyłam się z bohaterami, wczułam w ich sytuację, dałam się zauroczyć pięknemu stylowi pisania autorki i wciągnąć serce w ten huragan uczuć wylewający się z każdej kolejnej strony. Piękna, cudowna, niesamowita, niepowtarzalna…

Najnowsza powieść Colleen Hoover jest realna do bólu, zabawna, ironiczna, przepełniona cierpieniem, nadzieją, trudnymi wyborami. Niezwykle realna, jak życie gorzko – słodka. To nie jakieś tam zwykłe czytadło (chociaż po opisie na takie wygląda), książka zapada w pamięć, powoduje rozpadanie serca na malutkie kawałeczki, by potem je sklejać cząstka po cząstce. To niemożliwe aby tak mocno przeżywać książkę, ale jednak – ta autorka potrafi zawładnąć sercem i umysłem.

„- Dziś masz zły dzień, Syd. Naprawdę fatalny. Czasami potrzebujemy takich dni, żeby spojrzeć z właściwej perspektywy na te dobre”.**

*Colleen Hoover, „ Maybe Someday”, s. 178
**Tamże., s. 276
Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Maybe Someday
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 13 maja 2015
Liczba stron: 381


Maybe:
Maybe Someday | Maybe Not


17 komentarze:

  1. Coś w tej autorce jest takiego, że potrafi podbić większość serc - po prostu tworzy tak niesamowicie bliskie każdemu człowiekowi historie, że wręcz nie ma możliwości, by opowieść wykreowana przez nią nie trafiła tam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ogromnie się cieszę, że tak pozytywnie, wręcz entuzjastycznie odbierasz tę książkę, gdyż jak wcześniej wspominałam, mam ją na półce i zamierzam niebawem zabrać się za jej czytanie. Oby tylko mnie zachwyciła równie mocno jak Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie czytałam żadnej książki tej autorki. Żałuję, że mam taką kolejkę na półce, bo z chęcią sięgnęłabym po nią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę ją w końcu przeczytać:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś uda mi się przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, zapowiada się MUST READ - ale za jakiś czas dopiero, na razie mam przesyt Hoover :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale się cieszę, że wczoraj się jednak skusiłam i kupiłam tę książkę;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kupiłam w dniu premiery, uwielbiam Colleen Hoover. :) Zamierzam jak najszybciej zabrać się za lekturę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wiedziałam. No po prostu wiedziałam. Ale to jest odkrycie, ta ksiązka musiała ci się spodobać. :D Wiesz co mnie boli? Fakt, że przez to, że czytam książki po angielsku, po tym jak skończę obecnie czytaną "Ugly Love" CoHo, zostanie mi niewiele jej książek do poznania! "Maybe not", które już mam na czytniku, "Never, Never II", które będę mieć wkrótce, trzeci tom "Pułapki uczuć" i drugi, który jednak już mam w domu... i to wszystko. WSZYSTKO. :( Nie wiem co ja ze swoim życiem zrobię, gdy już skończę z CoHo. :( Moim pocieszeniem jest jej nowa książka, we wrześniu, a później? Mój Boże. Będę musiała się przerzucić na kogoś innego. :(
    W każdym razie, obawiam się, że nas już nie można wyleczyć z tej autorki i ze względu na twoje zdrowie psychiczne, trzymam kciuki, by "Confess" zostało wydane w Polsce. Serio.
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  10. To ja jestem bardzo ciekawa, co powiesz o Ugly love, gdy już Otwarte ją wyda - tam to dopiero miotają skrajnościami :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie sprawiłaś, że mam ochotę rzucić wszystko i czytać tę książkę, mimo że już po północy :s

    Zapraszam do siebie

    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. Chyba każdy czyta tę książkę :) Będę polować bo jeszcze nie czytałam nic z tego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Eh, bardzo żałuję, że ja nie potrafię się tak zachwycić tą autorką. Ani podobnymi historiami, tak na dobrą sprawę. Po książkę raczej nie sięgnę, bo Hopeless choć mi się podobało, to jednak na kolana nie rzuciło, wręcz dostrzegłam od groma niedociągnięć i obawiam się, że z każdym innych tytułem byłoby tak samo. Ale wierz mi, niezmiernie żałuje. Uwielbiam się tak ekscytować książkami :D Niestety te to akurat nie moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolejna nowa autorka, która warto poznać! A ja już czasu na czytanie mam coraz mniej, a książek coraz więcej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam plan na czerwiec - mam w domu 3 jej książki, więc będę się w nich zaczytywać :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Musze po prostu muszę ją przeczytać!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Już nie mogę się doczekać lektury i miotam się między tym co powinnam (sama wiesz) a tym, czego naprawdę chcę ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!