Ponowne wyniki z Dobrym początkiem D. Nichollsa!

Niestety jedna z wybranych przeze mnie osób nie zgłosiła się w wymaganym czasie i muszę wybrać kogoś innego. Zwycięzcami nadal zostają Lustro Rzeczywistości oraz Dominika Bruzda, ale egzemplarz, który miał trafić do TotallBookNerd trafi do...

Joanny Stoczko!
Muszę przyznać, że nie jestem osobą kochliwą, a wręcz przeciwnie czasem sceptycznie zastawioną do okazywania uczuć. Tak więc tylko jedyny raz zdarzyło się mi, że chciałam zwrócić na siebie uwagę kolegi z równoległej klasy. I wcale nie chodziło o to, że był przystojny. Po prostu miał dar. Dar jednania do siebie ludzi. Dar, gdyż ja również dałam się złapać na jego piękne bursztynowe oczęta.

Moje zaloty nie były jakoś wyjątkowo „szczeniackie”. Już na samym początku stwierdziłam, że najlepszym sposobem będzie przebywanie blisko niego i pokazanie siebie z jak najlepszej strony. Ale jak już kiedyś pisałam- jestem osoba pechową, tak i w tym przypadku mój wszechobecny „niechciany znajomy” dał mi mocno w kość. Przytoczę zatem trzy nieszczęsne sytuacje…

Raz dowiedziałam się, że 3- go maja osoba, do której czułam przysłowiową „miętkę” będzie trzymać w kościele chorągiew naszej szkoły. Miało być trzy osoby, a wyszło, że zgłosił się tylko on. Zatem długo się nie zastanawiałam, zgłosiłam się i ja. By spędzić trochę z nim czasu, ale również dlatego, aby nie został z tym całkowicie sam. Jak się to zakończyło? Mówi się, ze nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. W moim przypadku było na odwrót- dobrze zaczęłam, ale niestety źle skończyłam, gdyż… zemdlałam. Właśnie tak. I nie jestem w stanie odpowiedzieć czym to było spowodowane- jego obecnością czy brakiem dostatecznej ilości powietrza. Ale zawsze można przyjąć i trzecią wersje- zaparło mi dech w piersiach na jego widok ;)

Kolejną nieudaną próbą zwrócenia na siebie uwagi była szkolna dyskoteka. Doskonale wiedziałam, że nie może go tam zabraknąć, także nie przesadzając z makijażem i zbyt wyzywającymi ciuchami wybrałam się na kolejną misję zatytułowaną: „Przez taniec do serca”… Zaprosiłam go do tańca i akurat pech chciał, a może wtedy i szczęście (?), że z głośników zaczęła płynąć spokojna, romantyczna muzyka. Tak trwaliśmy dopóki melodia nie ucichła. Podziękowałam mu za fantastyczne „bujanie” i kolejną, tym razem szybka piosenkę zaczęłam tańczyć z drugim kolegą- wrogiem tego pierwszego, oczywiście przed jego nosem. Jak skończyło się w tym przypadku? Nie najlepiej, gdyż… upadłam… Wręcz rąbnęłam tyłkiem na podłogę. Oczywiście moje policzki momentalnie oblał nie byle jaki rumieniec. I wierzcie mi na słowo, że w żaden sposób nie dało się go zwalić na szybki taniec, zmęczenie. Kurde no! Gdyby był to koniec. Ale gdzie tam! Dokładnie pamiętam jaką wszyscy na następny dzień mieli ze mnie bekę. Nawet wymyślili pewną CUDOWNĄ rymowankę. Jak to szło? Aha, pamiętam. „Jak Asia zabaluje, do domu nie wróci. Tańczyć przestanie jak się przewróci”. Przysięgam, że w tamtej chwili chciałam zapaść się pod ziemię albo najnormalniej w świecie uciec przed świdrującym mnie wzrokiem znajomych. Byłam zła na siebie, ale nie tylko dlatego, że zrobiłam z siebie kompletnego błazna. Chodziło przede wszystkim o to, że w scenariuszu w jednej chwili zaszły zmiany na które w zupełności nie miałam wpływu. Wszystko szło nie w tym kierunku co powinno. A to ja miałam być scenarzystą…

A trzecia, czyli ostatnia nieudolna próba? Ehh… Któregoś dnia w klasie zorganizowano turniej- siłowanie na ręce. Ja (no bo jak inaczej?) wylosowałam do ręcznej „walki” właśnie jego. I wybrałam najgorszą możliwość- wygrałam z nim. Czemu najgorsza? Cóż, wiadome jest to, że osobnicy płci męskiej lubią wygrywać, a przegrać z dziewczyną jest dla nich ogromną tragedią. Nie pozwala im na to ambicja. A ja oczywiście w tamtej chwili musiałam o tym zapomnieć. No i przez to był na mnie wielce obrażony. Cudownie, właśnie o to mi chodziło…

Podobnych sytuacji wydarzyło się wiele. Ale szczerze? Opłaciły się one, gdyż koniec końców staliśmy się przyjaciółmi. Może na sam początek liczyłam na inną miedzy nami wieź, ale teraz nie jest to ważne. Nie żałuję, gdyż zyskałam przyjaciela, który pociesza, opieprza, rozśmiesza, gdy jest takie zapotrzebowanie ;) I morał z tego taki, że cokolwiek by się nie działo nie należy się poddawać. Upór w dążeniu do celu zostanie wcześniej czy później nagrodzony. Jestem żywym przykładem ;)

***

Przypominam iż...
  1. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  2. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.
 Gratuluję!

7 komentarze:

  1. Ostatnio miałam ten sam problem - ktoś wygrał, ja wysłałam maila z prośbą o dane adresowe i cisza. Cóż, szkoda. Ale ktoś inny dzięki temu korzysta :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo!
    Szkoda, ze wczesniejsza laureatka straciła szansę na nagrodę... Ale dzięki temu umiliłas mi ta wiadomoscia dzień.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poprzednia laureatka na pewno teraz płacze w poduszkę... Szkoda.
    Gratuluję Joannie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, Lusterko wygrała, gratuluję bardzo! :)
    I reszcie laureatek też, także tej, która nieoczekiwanie została uszczęśliwiona! :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!