Konkurs: Gdybyś miał/a wybrać jeden najpiękniejszy dzień spędzony z mama, którego nigdy nie zapomnisz, jaki był by to dzień?

Z okazji Dnia Matki dzięki wydawnictwu Znak mam dla was dwa egzemplarze książki "Jeszcze jeden dzień" Mitcha Albom. Myślę, że zadanie, które wymyśliła moja koleżanka,  nie jest zbyt trudne i odpowiedź na nie sprawi wam dużo przyjemności. Ja już żałuje siebie, bo pośród wszystkich będę mogła wybrać tylko dwie. 

Regulamin:
  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".
  2. Konkurs trwa od 26.05.2014 r. do 15.06.2014 r. (do godziny 23.59).
  3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
  4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  5. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Znak.
6.      Zadanie: Gdybyś miał/a wybrać jeden najpiękniejszy dzień spędzony z mama, którego nigdy nie zapomnisz, jaki był by to dzień?
  1. Odpowiedzi wraz z adresem E-mail należy pozostawić w komentarzu wyłącznie pod tym postem.
  2. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  3. Do zdobycia są dwa egzemplarze książki, których fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo, a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.
  4. Zwycięzcami konkursu zostaną dwie osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.
  5. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl 
 
Oto banerek konkursowy dla chętnych do udostępnienia informacji

 


Powodzenia!

9 komentarze:

  1. email: betweenbooks13@gmail.com
    Byłby to chyba taki spędzony cały, tylko w dwójkę. Rano byśmy wstały, zrobiły sobie jakieś iście królewskie śniadanko. Poszły na miasto na jakies zakupy, a potem do jakiejś kawiarni na kawkę i ciasto. Później może jakieś kino albo teatr. Po seansie/przedstawieniu poszłybyśmy sobie na sushi jako obiad. Następnie powróciłybysmy do domu i zrobiły babski wieczór. Malowanie paznokci, maseczki, gadanie o życiu i filmy, najlepiej komedie z elementem romansu. I ostatecznie, jak za młodych lat, zasnęłbyśmy na kanapie w salonie, a ona by mnie rano obudziła całusem w czoło :) To byłby chyba najlepszy dzień z mamą jaki sobie moge wymarzyć. Skromny, ale pełny rozmów i śmiechu :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. e-mail: blogsilviana@gmail.com

    odpowiedź: Z pewnością nie zapomnę tego dnia z mamą, gdy wybrałyśmy się pierwszy raz na poszukiwania sukni ślubnej dla mnie. Po przymierzeniu pierwszej sukni i okazaniu się w pełnej krasie mojej mamie, w jej głosie dało się wyrzuć drżenie,w oczach radość, a po policzku ciekły łzy. Patrząc na mnie powiedziała, że wyglądam najpiękniej na świecie i że jej "mała córeczka" jest już dorosłą kobietą, która sama zaraz będzie budować kochającą rodzinę. Bezcenne doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja udziału w konkursie nie biorę, ale powodzenia wszystkim życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. e-mail: pilkanx@gmail.com

    Tych dni było tyle, że ciężko wybrać ten jeden, ale pewnego słonecznego, bardzo gorącego dnia, jak to zwykle bywa z niezbyt usłuchanym urwisem, jakim niewątpliwie byłem, postanowiłem sprawdzić, czy uda mi się zeskoczyć z dachu garażu, na ziemię.
    Pomysł wydawał się fenomenalny, niestety wysokość dwóch i pół metra troszkę odstraszała, ale i tak skoczyłem. Wylądowałem na nogach bez złamania, jednak głowa kiwnęła się nieco w tył i zahaczyła o mur z czerwonej cegły. Wiedziałem, że coś jest nie tak, podrapałem się po bujnej czuprynie, a na ręku została krew. "Co robić?"-myślałem, pobiegłem do mamy, która akurat pracowała przy zbiorze na polu, przy tabace. Stanął obok niej i trzęsącym się głosem, wyznałem co się stało, a potem oczywiście zalałem się łzami. Mama o dziwo nie krzyczała. Przytuliła mnie i zaniosła do domu, gdzie opatrzyła ranę. Wtulała mnie tak, aż całkiem się uspokoiłem i zasnąłem. Na szczęście rana okazała się nie groźna, zwykły guz i rozcięcie, kara mnie nie ominęła, lecz nie mogę zapomnieć tej jednej, jedynej chwili, gdy w ramionach mamy, w jednym momencie cały strach, jakby uleciał, zupełnie zniknął.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgłaszam się :)
    e- mail: joanna.stoczko@op.pl

    Tu nie chodzi o miejsce czy czas. Tu chodzi o słowa, które zapadły mi mocno w pamięć. Któregoś dnia wróciłam ze szkoły rozdarta, ze łzami w oczach. Wtedy moja mama usiadła koło mnie podając mi chusteczki do nosa i słuchała mnie. Nie przerywała mi, lekko oddychała, chociaż było widać, że serce jej się kraje. Gdy skończyłam swój monolog, przerywany pociągnięciami nosa, moja mama powiedziała: „Weź się w garść Kochanie, nie jest łatwo i nie będzie, ale mamy siebie i to jest najważniejsze. Jednak pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gdybym mogła walczyć z całym światem, abyś była szczęśliwa i już nigdy nie musiałabym patrzeć jak płaczesz, podjęłabym się tego bez wahania. Ale nie jestem w stanie tego zrobić, bo życie niejednokrotnie da Tobie solidnego kopniaka i jeszcze wielokrotnie będziesz musiała płakać przez kogoś lub przez coś. Kocham Cię całym sercem i jak będziesz czegoś potrzebować, to zawsze się możesz do mnie zwrócić. Ale tu kończy się moja rola. Za Ciebie życia nie przeżyje”.

    Tylko tyle, a może aż tyle? Może i proste słowa i nic w nich nadzwyczajnego, ale spowodowały, ze przekonałam się jak mocno moja mama mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie, niezależnie od sytuacji. Będzie mnie wspierać. Była to dla mnie niesamowicie przydatna lekcja. Mała rzecz, a cieszy i zapada w pamięć na długo. Na długo? Ba, na zawsze!

    OdpowiedzUsuń
  6. lucyna.szczot@wp.pl
    Każdy dzień spędzony z mamą jest wyjątkowy. Jednak niektóre wybijają się ponad inne i zostają w pamięci jako niezatarte ślady. Właśnie jeden z takich najbardziej szczególnych dni postanowiłam opisać. Zaczął się, jak zawsze od porannej kawy z mamą. Potem wzięłyśmy walizki i zapakowałyśmy do samochodu. Wyjeżdżałyśmy w podróż. Polskie góry, nic szczególnego, a jednak byłam bardzo podekscytowana. Uwielbiałam wycieczki, zwłaszcza z najbliższymi. Już w następnym momencie wkraczałyśmy w granice miasta, słuchając ulubionej rozgłośni radiowej i mijając wyboiste, asfaltowe alejki. Powoli zbliżałyśmy się do dworca kolejowego. Nie chciałam wyruszać w tak daleką podróż samochodem, gdyż nie czuje się pewnie za kierownicą, w dodatku moje autko nie jest już pierwszej młodości. Poza tym jazda pociągiem to dla mnie frajda, a mama nie miała nic przeciwko. Za chwilę już sunęłyśmy starym pociągiem Intercity po torach, a nasze walizki wędrowały po półkach nad głowami w zaskakującym tańcu. Nasza podróż nie trwała długo, bo i tak miała obfitować w przesiadki, więc później znów znalazłyśmy się w dworcowej poczekalni. Tu zaczęły się kłopoty. "Pani z głośnika" obwieszczała coraz więcej opóźnień, aż w końcu całkowicie odwołała pociąg. Zmuszone do czekania na następny, za kilka godzin, szukałyśmy sobie jakiejś rozrywki, kiedy zaczęłyśmy wspominać stare, dobre czasy. Tak, w poczekalni na obskurnym dworcu, obejrzałam wspaniały film, składający się ze wspomnień z dzieciństwa i urywków zdarzeń. Nawet nie poczułam mijających pięciu godzin. W samochodzie byśmy nie mogły tak sobie pogawędzić, ponieważ skupiona byłabym na drodze, a nie wspominków z "pampersowych" czasów. Chociaż kiedyś żenowały mnie takie "przypominajki", wtedy z niezwykłą nostalgią słuchałam tych opowieści. Spotkało mnie wiele takich szczególnych dni, ale ten przychodzi mi na myśl wyjątkowo często...

    OdpowiedzUsuń
  7. Możliwe, że każdy spyta się co jest niezwykłego w mojej opowieści. Pewnie w życiu jest wiele takich pięknych chwil spędzonych z mamą bo każda jest niepowtarzalna i niezwykła. U mnie w rodzinnym domu zabraniało się chodzić do lasu, z obawy na kleszcze, moja mama ma boreliozę więc bardzo bała się o dzieci, aby i ich nie ugryzł. Ja natomiast uwielbiam łono natury i przyrodę w całej okazałości, ale najbardziej to uwielbiam zbierać grzyby, ale jak je zbierać jak „zakaz wstępu do lasu”. Pewnego dnia mama wcisnęła mi kapelusz na głowę, popsikała jakimś preparatem, dała koszyk w rękę i kazała iść za nią. Zastanawiałam się gdzie mnie zabiera, myślałam że na spacer lub na działkę po warzywa, ale kiedy zaczęłyśmy zbliżać się do lasu, od razu wiedziałam co się wydarzy. Gdy wkroczyłam w tą gęstwinę zieleni z moich ust nie schodził uśmiech. Niby taka mała przechadzka, która trwała z 4 godziny i zaowocowała 2 koszami i 2 reklamówkami pełnymi grzybów. Aż łezka zakręciła mi się w oku, ponieważ mama złamała dla mnie zakaz, który zawsze był w naszym domu. Właśnie to jest najpiękniejsze, że ofiarowała mi coś o czym marzyłam, a myślałam że doświadczę tego dopiero wtedy, gdy będę dorosła.
    Pozdrawiam
    sylwka.sk91@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Może wyda się to komuś śmieszne, ale dla mnie najpiękniejsze jest to, co proste i nieskomplikowane, pozbawione patosu. Dlatego myślę, że najpiękniejsze dni (bo było ich wiele podobnych do siebie, więc trudno mówić o jednym konkretnie) z mamą były wtedy, gdy wracałam jako dzieciak ze szkoły - głodna, ale i z całą masą rzeczy do opowiadania, a mama nie pracowała i czekała z tym swoim rozbrajającym uśmiechem, jakimś przysmakiem dla swojego niejadka i całą masą czasu tylko dla mnie. Jadłyśmy razem, rozmawiałyśmy i czekałyśmy na powrót taty z pracy... Piękne, dawne czasy :)

    zuniek@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Z okazji 25 rocznicy ślubu rodziców postanowiliśmy z rodzeństwem zorganizować dla nich coś wyjątkowego. Po głowie krążyło nam mnóstwo pomysłów, ale zdecydowaną większość musieliśmy odrzucić z bardzo prostej przyczyny - brak funduszy na ich realizację :/ Pozostało więc domowe przyjęcie. Oczywiście nie dało się tego utrzymać w tajemnicy, ale to nie o to chodziło. Najważniejsze było wielkie zaangażowanie jakie włożyliśmy w odpowiednie zorganizowanie przyjęcia - przygotowaliśmy dom, pięknie zastawiliśmy stół i przy całej krzątaninie nie pozwoliliśmy pomóc Mamie (niech choć raz odpocznie i pozwoli sobie usługiwać :)). Wygrzebaliśmy stare zdjęcia rodziców z czasów, gdy byli parą i późniejsze po ślubie i brat zrobił świetną prezentację, przy której Mama ocierała nie raz łzy ze śmiechu lub wzruszenia.
    Całe te 25 lat poświęciła dla nas, każdego dnia była naszym aniołem stróżem, za co pewnie nigdy nie uda nam się odwdzięczyć! Ale tego dnia powiedziała, jak bardzo jest szczęśliwa, że nas ma, a przecież wiem, ile musiało ją to kosztować trudu i pracy, zarwanych nocy i nerwów. Pomimo tego czuła się spełniona i niczego by nie zmieniła w swoim życiu. To były najwspanialsze słowa jakie można usłyszeć od Mamy!

    Pozdrawiam :)
    edyta.cha@wp.pl

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!