Gra w radość



            Ta szara masa kamieni była mi mieszkaniem, nigdy domem, bo nie ma domu tam, gdzie nie ma kobiecej ręki i kobiecego serca lub gdzie brak dziecka. A ja nic z tego nie miałem.”*

            Dzieci posiadają jedną wspaniałą cechę. Obojętnie jak źle by się działo zawsze wynajdą coś pozytywnego, co sprawi, że zaraz myśli się pozytywnie i z nadzieją. Prawie nic nie jest im straszne, a prostota ich rozumowania i czasem bezkompromisowe podejście do sprawy rozbrajają nawet tych najtwardszych. Sprawiają, że nie idzie się oprzeć ich urokowi i czasem nawet dorośli potrafią dostrzec piękno tam gdzie go prędzej nie widzieli.

            Pollyanna to mała dziewczynka, która najpierw straciła mamę, jakiś czas temu również ojca. Z tego też powodu trafia do domu ciotki Polly, która słynie, wśród mieszkańców, z oschłości i sumiennego wykonywania swoich obowiązków. Dlatego też przyjmuje Pollyanne pod swój dach i zapewnia najlepszą naukę, jedzenie i miejsce do spania. Nie okazuje jej jednak uczuć. Dziewczynka na szczęście nie przejmuje się tym za bardzo, a wszystko to za sprawą gry w radość. Polega ona na tym by zawsze znaleźć powód do radości, nawet w tych rzeczach okropnych. Pollyanna nieświadomie swoją radością oraz niewiedzą jak swoją osobą zmienia tych co spotyka, zdobywa ich serce. Ale czy zdobędzie te najważniejsze? Najbardziej upragnione, by poczuć, że znowu ma rodzinę i jest kochana. Co jeszcze zgotuje los dziecku, któremu i tak już świat się zawalił?

            „Pollyanna” zaraz obok słynnej Ani z Zielonego Wzgórza zdobywa rzesze czytelników od bardzo dawna i co jakiś czas na rynku wydawniczym widać kolejne jej wznowienia. Nic w tym dziwnego, bo mimo tego, że książka cienka i niepozorna jest wielopokoleniowa. Czytały ją nasze babcie, mamy, a teraz my to robimy i zapewne będą też czytać ją nasze dzieci.

            Nie wydaje mi się, że potrzeba o tym pisać (jest ktoś kto nie zna tej powieści?), ale coś jednak napisać muszę. Historia została stworzona bardzo rzetelnie, wszystko do siebie pasuje i układa w spójną i logiczną całość. Akcja toczy się w miarę szybko, nie nuży, a sprawia, że nie sposób się oderwać od książki. Jest ona pełna opisów, które pozwalają pobudzić wyobraźnie i ujrzeć jej oczami. Nie zabraknie w niej również przeróżnych emocji i możliwości obserwowania jak zmieniają się bohaterowie z biegiem czasu. Zawiera w sobie bardzo duży i ważny przekaz dla czytelnika, którego nie sposób nie wyczytać i nie zrozumieć.

            Eleanor Hodgeman Porter powołała do życia dziewczynkę, która po tym co przeszła miała prawo zamknąć się w sobie, stracić wiarę i stać się cichy zasmuconym dzieckiem, któremu los odebrał to co najcenniejsze - rodziców. Ale nie, ona mimo żałoby i niepewności tego co ją czeka, mimo nadzwyczajnej dojrzałości, uśmiechała się, była szczęśliwa i zarażała tym szczęściem innych. Trzymała się wymyślonej gry przez ojca i zawsze potrafiła się z czegoś cieszyć.

            Swego czasu, gdy byłam dzieckiem, bardzo często wracałam do Pollyanny i jej gry, w którą kiedyś i ja grałam przez długi czas. Czasem nawet było to bardzo przydatne. Zaczytałam się w tej powieści i nie potrafiłam oderwać do momentu przeczytania ostatniego słowa. Wracałam wspomnieniami nie tylko do niej, ale i do dzieciństwa. A że ja czasem jestem sentymentalna, to łatwo domyślić się jak to się skończyło. Choć książka w nowej szacie graficznej (która jest naprawdę śliczna, a duży i szeroki druk pozwala na szybkie śledzenie tekstu) pozwala wrócić do dawno niewidzianych przyjaciół i jeszcze raz wszystko przeżyć wraz z nimi. Książka wzrusza i bawi. Jest pełna ciepła i uczuć, posiada również swój urok, któremu nawet teraz nie mogłam się oprzeć. Wracałam do niej wiele razy i myślę, że nadal będę wracać.

            Tę książkę trzeba po prostu znać. Może wydawać się trochę naiwna, ale tak naprawdę jej całokształt sprawia, że to nie przeszkadza. Napisana prostym, ale pięknym językiem. Pobudza wyobraźnie, serce i umysł. Migusiem brać się za nią drodzy czytelnicy!

*cytat pochodzi z książki
Autor: Eleanor Hodgeman Porter
Tytuł: Pollyanna
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 25 września 2013
Liczba stron: 272
Seria/Cykl wydawniczy: Romantyczna

Pollyanna | Pollyanna dorasta

12 komentarze:

  1. Oglądałam film, wiele razy i bardzo mi się podobał:) myślę,że z książką byłoby jeszcze lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie znam tej historii. Ale mam w planach kupić wszystkie części, widziałam w wakacje w tych namiotach taniej książki. Ale były zbyt zniszczone... I szukam najładniejszego wydania, rzecz jasna :)
    Ta tematyka powieści bardzo przypomina mi tą o Ani, ale chyba czymś się różni mimo wszystko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się różni ;) Spokojnie możesz czytać ;)

      Usuń
  3. Dziwne, ale jeszcze nie miałam okazji zabrać się za tę książkę. Właściwie, to nawet nie pomyślałam o tym, aby ją znaleźć i kupić albo wypożyczyć. Jednak na pewno nadrobię zaległości.
    Śliczna okładka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc nie słyszałam o tej książce. Porównanie do Ani jednak sprawiło, ze się uśmiechnęłam i już jestem pozytywnie nastawiona do niej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy byłam mała, ta książka była jedną z moich ulubionych, często do niej wracałam. Ale "Heidi", powieści o uroczej Szwajcareczce, i tak nic w moich oczach nie dorówna.

    A drugą część "Pollyanny" czytałaś już?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że czytałam drugą część ;)

      Usuń
  6. Zabieram się właśnie za czytanie tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie ją kończę i... żałuję, że czytałam dopiero teraz! Taka radosna ta powiastka, że wciąż się uśmiecham!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!