W imię miłości


            „Czy liczyło się coś więcej niż szczęście dziecka?”*


            Niektóre dzieci mają w sobie niesamowitą siłę, mądrość, której może pozazdrościć niejeden dorosły oraz pogodę ducha, która przetrwa najgorsze momenty. Dzięki temu gdy muszą przedwcześnie dorosnąć i radzić sobie z tym czym powinien zająć się dorosły, nie tracą nadziei. Wierzą, że gdy tylko czegoś bardzo się chce to się to zdobędzie. Tylko czy dziecięca wiara jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody?

            Na małej stacji w Koniecdrodze zatrzymuje się właśnie ostatni pociąg, wysiadają z niego mieszkańcy wracający z pracy, jest jak co dzień. No prawie, bo między dorosłymi znajduje się samotna dziesięcioletnia dziewczynka z plecakiem. Bileterka pracująca na stacji dowiaduje się, że mała przyjechała do właściciela Jabłoniowego Wzgórza i jest jego wnuczką. Dziesięciolatka ma mamę, która w chwili obecnej nie może się nią zająć ponieważ sama potrzebuje pomocy. Jedyną nadzieją Ani jest dziadek, inaczej trafi do sierocińca, który jawi się jej jako najgorsze miejsce. Czemu człowiek, który jest dziadkiem nie czekał na wnuczkę na peronie? Dlaczego małe dziecko musiało podróżować samo? Co jest mamie Ani i czemu nie może się nią zająć? Kim jest włóczęga, który wraz z Anią trafia na Jabłoniowe Wzgórze? Co zdarzyło się parę lat temu?

            Po dwóch słabszych pozycjach jakimi okazały się „Mistrz” oraz „Lidka” Katarzyna Michalak wraca do formy i ponownie pisze tak jak lubię. Najpierw „Bezdomna”, a teraz jej najnowsza powieść, która ma się dopiero ukazać pokazuje, że autorka nadal potrafi poruszać serca czytelnika i zawrzeć w nich to co jest cenione w jej twórczości.

            Chcecie przeczytać książkę, która sprawi, że nie będzie można powstrzymać płynących z oczu łez? Od której nie będzie można się oderwać dopóki nie przeczyta się ostatniego zdania, a i długo po tym nie zapomni się o niej? Jeśli tak to polecam najnowszą powieść Katarzyny Michalak, bo ona właśnie to wszystko zapewni. Szczerze mówiąc porównywanie „W imię miłości” do „Ani z Zielonego wzgórza początkowo napawała mnie strachem, nie lubię takiego czegoś, bo czytelnik się na coś nastawia, a potem rozczarowuje. Tym razem jednak tak nie było. Początek naprawdę przypomina trochę powieść Montgomery, ale trwa to tylko chwilę, później już tylko Ania przypomina… Anię. Polska powieściopisarka ponownie stanęła na wysokości zadania i stworzyła historię, która od początku do końca jest przemyślana, nic nie bierze się z powietrza tylko ma podłoże w przeszłości. Historia jest wiarygodna, pomieszała w niej smutek z radością, tworząc książkę pełną bólu, cierpienia i rozpaczy, ale również radości, nadziei i miłości. „W imię miłości” jest książką której poświęcono dużo czasu, zadbano o szczegóły tak istotne dla czytelników.

            Jednym z atutów powieściopisarki jest tworzenie postaci, są one zawsze realne, mają wady i zalety jak każdy zwykły człowiek. Tym razem poznałam małą dzielną Anię, która musiała zbyt wcześnie dorosnąć i zająć się utrzymaniem domu i chorej matki. Która mimo tylu trosk nie straciła tej dziecięcej radości. Jest mama Ani, której zależy na tym by córka miała choćby namiastkę rodziny i podejmuje ostatnią próbę kontaktu z dziadkiem małej. Owy dziadek, Edward, właściciel Jabłoniowego Wzgórza, z pozoru gruboskórny typ, który ma swoje za uszami. Neda, człowieka tajemniczego, gotowego skoczyć za dziewczynką w ogień, z wyrokiem. Marie, gospodynie Edwarda, która jest dobrym uchem tego domu, posiada nie wyczerpywane pokłady miłości i zrozumienia. Tych postaci jest całe mnóstwo, ale nie chcę wszystkich wymieniać by za dużo nie zdradzić. Niektóre osoby z miejsca można rozgryźć i stwierdzić kto jest tym dobrym, a kto tym złym, na niektóre trzeba czasu. Mi jednak najbardziej do serca przypadła Ania, ta mała kruszynka przeszła piekło, a zawsze znalazła coś pozytywnego w tym co się działo.

            Myślę i myślę jakby tu ubrać w słowa emocje, które mną targają po przeczytaniu tej powieści i obawiam się, że nie wymyślę nic mądrego. Książka wciągnęła mnie od pierwszych zdań, dosłownie, za każdym razem gdy zaczynałam kolejny rozdział mówiłam sobie, że to ostatni i pójdę spać. Ale i ta czytałam dalej, do pewnego momentu, gdy poczułam, że muszę przerwać, bo się rozkleję i trudno będzie mi się uspokoić. Tak, tak, jestem bardzo uczuciowa i praktycznie całą książkę przeczytałam pochlipując mocząc łzami kolejne strony. Ta historia rozrywa serca, szarpie emocjami. To historia która wzrusza do łez, napawa smutkiem, ale i nadzieją, i czasem nawet bawi. To słodko-gorzka opowieść o błędach i złych wyborach, które ciągną się latami. Zżyłam się bardzo z bohaterami i przezywałam wszystko razem z nimi, kibicowałam Ani, jej mamie, nawet panom, choć szczerze mówiąc im mogłabym powiedzieć co nieco. Na szczęście miałam od tego Marię. Z żalem kończyłam znajomość z mieszkańcami i bywalcami Jabłoniowego Wzgórza. Urzekła mnie ich historia, urzekły mnie opisy miejsc i wydarzeń. Liczę, że kolejne książki Michalak będą równie dobre jak ta, która moim zdaniem jest nawet lepsza od „Nadziei”.

            Tę książkę trzeba przeczytać, jest to bowiem jedna z tych pozycji, które pozostają w czytelniku na bardzo długo, a może i na zawsze. Napisana pięknym, ale prostym językiem, zmusza do chwili zadumy i refleksji. Ponownie przekonałam się, że dorośli powinni czerpać wiedzę od dzieci w niektórych przypadkach, może wtedy ich życie nie byłoby tak skomplikowane. Polecam, polecam całym sercem, bo wiem, że warto. Tylko ostrzegam, bez chusteczek obok i wolnych kilku godzin nie zabierajcie się za czytanie, bo albo zmoczycie łzami książkę albo/i zapomnicie o obowiązkach.



*cytat pochodzi z książki „W imię miłości” K. Michalak
Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: W imię miłości
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 15 sierpnia 2013!
Liczba stron: 280

Seria owocowa:
Rok w Poziomce | Lato w Jagódce | Powrót do Poziomki | Wiśniowy Dworek | W imię miłości

17 komentarze:

  1. No...tak napisałaś,że nie mam wątpliwości czy chcę przeczytać. No nie powiem,że chcę. MUSZĘ:) Jeżeli napisałaś,że przebija Nadzieję to na prawdę musi być wspaniała:) W takim razie pozostaje mi czekać na premierę i biec do księgarni zakupić:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna pochlebna recenzja więc coś w tej książce musi być.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planach tę książkę, dlatego cieszę się, że tak pozytywnie ją odebrałaś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że "W imię miłości" zawitało na moją półkę. Pomimo tego, iż do premiery zostało jeszcze trochę czasu, to powieść zbiera już same pozytywne recenzje, więc zapowiada się świetna lektura. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Również mam tą książkę, i zaczęłam ją czytać ale trochę mnie przeraziła historia tej małej Ani, która rzeczywiście przeżyła piekło

    OdpowiedzUsuń
  6. Z każdą kolejną recenzją, robię się coraz ciekawsza tej powieści. Już nie mogę się doczekać kiedy wpadnie w moje ręce :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna recenzja :) I zgadzam się. "W imię miłości" trzeba przeczytać. Obok tej książki NIE WOLNO przejść obojętnie. Pani Kasiu - więcej takich powieści proszę :)
    pozdrawiam!
    Miłośniczka Książek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam do premiery i pędzę do księgarni :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo chcę przeczytać tę książkę ale jak na razie nie mogę jej zdobyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Również bardzo mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. piękna recenzja, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka w planach- a recenzja narobiła mi "smaka" :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Po takiej recenzji stwierdzam, że nie można przejść obok tej książki obojętnie:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czytałam. Było to moje pierwsze spotkanie z prozą Katarzyny Michalak. Swoją drogą nadzwyczaj udane :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja już też mam za sobą tą pozycję i też płakałam jak mało kiedy bardzo wzruszająca - BARDZO. Katarzyna pisze coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aleś się kobieto napracowała dzisiejszego wieczora!
    Podziwiam,tyle recenzji!
    Uwielbiam książki Kasi Michalak i tym razem też mnie nie zawiodła.Czytałam i bardzo się wzruszyłam.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!