Prace konkursowe - miesce III

Z powodu braku weny na pisanie opinii oraz tego, że czas najwyższy zaprezentować kolejną, już przed ostatnią pracę konkursową. Mam nadzieję, że spodoba się wam tak jak nam się podobała ;) Mnie ujęła tematem jaki autorka wybrała oraz bohaterami. Zwyciężczyni trzeciego miejsca jeszcze raz gratuluję, a czytelnikom życzę miłego czytania ;)

***

   12 życzeń
Zawsze kiedy budziłem się rano, pierwszym co widziałem była burza czarnych loków, odcinających się na białej poduszce, ale odkąd Krzysiek zaczął chemioterapię każdego poranka było ich coraz mniej, aż pewnego dnia ujrzałem gładką powierzchnię skóry. Wiedziałem, że utraci swoje piękne loczki, ale to wcale nie uczyniło tego widoku łatwiejszym do zniesienia.
Teraz włosy zaczęły już mu odrastać, bo z powodu powikłań przerwano leczenie chemią, które i tak mogło w najlepszym wypadku trochę przedłużyć jego życie. Dotykam tych króciutkich, delikatnych włosków i wzdycham ciężko, spoglądając na kalendarz. Wigilia. Rok temu inaczej ją sobie wyobrażałem, nie wiedziałem, że nasze życie stanie się walką z czasem. Krzysiek każdego dnia mizerniał coraz bardziej, obydwoje wiedzieliśmy, że to jego ostatnie święta. Istniało duże prawdopodobieństwo, że umrze w ciągu następnych kilku dni, jeżeli nie godzin, ale lekarze nie upierali się na jego pozostanie w szpitalu. Wyraźnie powiedział im, że ostatnie chwile chce spędzić w domu. Na pożegnanie dostaliśmy strzykawki i morfinę, na wszelki wypadek. Jedyne co mogłem zrobić, to uczynić tą ostatnią wigilię, najwspanialszą w jego krótkim, dwudziestodwuletnim życiu.  Pytałem co chciałby szczególnego zrobić, ale on odpowiadał, że wystarczy mu przebywanie ze mną. Nienawidził sprawiać mi kłopotów. Wiedziałem jednak, że pisze pamiętnik, do którego nie wolno mi było zaglądać pod żadnym pozorem. Uznałem, że sytuacja tego wymaga, znalazłem to czego szukałem, listę życzeń. Dwanaście, jak ostatni miesiąc w roku, jak zima jego życia.
- Kochanie…- delikatnie potrząsam go za ramię, patrząc na zegarek, wskazujący siódmą. – Pora wstać- Krzysiek podnosi się z poduszek blady na twarzy, podsuwam mu miskę, żeby mógł zwymiotować. Dzień, jak co dzień, od kilku miesięcy. Glejak wielopostaciowy na pewno nie jest wymarzonym rodzajem nowotworu.
- Mariusz- szepcze zmęczonym, zachrypniętym głosem, opierając głowę na moim ramieniu. Widzę, że nie czuje się dobrze, że ma zawroty głowy. Jego słabe mięśnie są napięte, jak u zwierzęcia, czekającego na atak. Choroba uczyniła go podejrzliwym, czasem nawet agresywnym*.
- Już wigilia, Krzysiu, twój ulubiony dzień. Bądź spokojny- biorę go na ręce, bo nie mam pewności, czy da radę ustać na własnych nogach, a nie chce zobaczyć wstydu w jego oczach. Zanoszę go do salonu i sadzam na fotelu, za co nareszcie otrzymuje uśmiech, kiedy w tych ukochanych piwnych ślepkach. odbijają się światełka choinki. Wyraźnie rozluźnił się.

„Drogi Święty Mikołaju!
Może jestem już za stary na listy do Ciebie, ale wierzę, że przejmujesz się nie tylko dziećmi. To moje ostatnie święta i nazbierało się trochę życzeń. Jeżeli spełni się chociaż jedno będę szczęśliwy.
1. Mój tata miał alergię na sierść i pomimo długich błagań nigdy nie mogłem mieć psa…”
Słyszymy pukanie do drzwi, a Krzysiek marszczy brwi, niezadowolony. Łapie mnie za dłoń, żebym nie odchodził.
- Nie otwieraj. Jest wigilia- patrzy na mnie błagalnie, ale ja wiem, że to co jest za drzwiami, wynagrodzi mu moją nieobecność. Całuje go delikatnie w spocone czoło.
- Zaraz wracam- idę przez korytarz, łapiąc po drodze sweter i zarzucając go na ramiona. Już wtedy słyszę cienkie piski. Przyspieszam kroku i otwieram drzwi. Zamieniłem kilka słów, z mężczyzną, który wziął ode mnie pieniądze, a w zamian wręczył szczeniaczka, małego kundelka. Zamykając nogą drzwi, biegnę do pokoju, bo czuje, że każda sekunda z dala od Krzysia, jest zmarnowana. Wyraz jego twarzy na widok szczeniaka, to coś czego nigdy nie zapomnę. Zaskoczone oczy, w których zbierają się łzy, niedowierzający uśmiech, dłonie wyciągające się w moim kierunku. Głaszcze miękkie futerko, jakby sam nie mógł uwierzyć, że to zwierzątko jest prawdziwe. Przytula je tak delikatnie, a szczeniak lgnie do jego ciepłego ciała. Ciepłego… W ułamku sekundy moja dłoń ląduje na czole chłopaka. Jest rozpalony. Wiem, że jego organizm przegrywa tę walkę, pomimo, że próbował każdego leczenia. Niestety guza nie dało się wyciąć, bez poważnego uszkodzenia mózgu.
- Jest taki mały- szepcze, drapiąc pieska za uchem. Od jakiegoś czasu jego wzrok coraz bardziej się pogarsza, więc zwierzak jest pewnie tylko białą, rozmazaną plamą w jego oczach.

„2.Chciałbym pośpiewać kolędy z Mariuszem. Nie cierpi tego”

Wkładam płytę w laptopa i włączam muzykę. Radosna melodia kolędy sączy się do naszych uszu, a uśmiech na twarzy Krzysia to najwspanialsza nagroda.
- Pośpiewamy kolędy?- pytam, prosząc w myślach Boga, by mój głos się nie załamał. W odpowiedzi otrzymuję skinienie głową, więc robię to, czego on pragnie.
- Pójdźmy wszyscy do stajenki. Do Jezusa i Panienki- zaczynam fałszować, a Krzysiek śpiewa cicho, śmiejąc się. Nie zorientował się, że czytałem jego pamiętnik, pewnie nawet nie pamięta już co w nim zapisał. Ta myśl sprawia, że łzy ciekną mi po twarzy, chociaż kolęda jest tak wesoła. Coraz częściej nie pamięta co mówiłem do niego przed chwilą.
„3.Chcę znów poczuć śnieg w dłoniach, we włosach”

Porywam go na ręce i wychodzę z domu. Krzyś jest w takim stanie, że teraz już nic nie może mu bardziej zaszkodzić. Krzyknął mi cicho do ucha, gdy poczuł chłodne, zimowe powietrze.
- Mariusz!- wyrwał się z moich ramion i staje na śniegu, patrząc w błękitne niebo. Odsuwam się, to jest jego pożegnanie ze światem. Mogę tylko patrzeć jak opada na kolana, jak śnieg przelatuje mu między palcami, jak przykłada go sobie do policzka.

„Zima to moja ulubiona pora roku. Kiedy byliśmy mali zawsze w święta z Mariuszem walczyliśmy na śnieżki. To moje czwarte życzenie. Wiesz, Mikołaju, to najważniejszy dzień mojego życia. Urodziłem się w wigilię, byłem bożonarodzeniowym cudem dla moich rodziców, ale co ważniejsze w święta poznałem Mariusza. ”

Czwarte ze swoich życzeń spełnia sam Krzysiek, rzucając we mnie śnieżką. Nie trafił, ale o tym nie wie, więc krzyczę, by myślał, że mu się udało. Śmieje się, kiedy delikatnie uderzam go miękkimi kulkami. Pada plecami na śnieg i macha wszystkimi kończynami, tworząc orła, tak jak zawsze lubił to robić. Udaję, że nie widzę jak przewraca się na bok, znowu wymiotuje. Ostatnio zdarza się to coraz częściej, ale Krzysiek nie chce, żeby ktokolwiek się nad nim litował, nawet ja. Znienawidziłby mnie za to. Przypominam sobie następny punkt.

„5.Czytanie fragmentu z pisma świętego ”
Odkąd razem zamieszkaliśmy nigdy nie obchodziliśmy świąt tradycyjnie, ale najwyraźniej on właśnie tego chciał. Nie zamierzałem się kłócić. Ponownie biorę Krzysia na ręce i zanoszę do domu, na fotel, pod ciepły koc. Sięgam z półki pismo święte, obejmuje chłopaka ramieniem, gładząc śnieżnobiały policzek i zaczynam czytać.
- „W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz.[…] I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania."- zerkam na zegarek, a potem na Krzyśka, który z chwili na chwilę wydaje mi się coraz słabszy. Modlę się, żeby zdążyć go uszczęśliwić.
„6.Prawdziwa kolacja wigilijna”

- Usiądź przy stole- poleciłem, wiedząc, że jeśli znów wezmę go na ręce ucierpi na tym jego niezłomna duma. Wyciągam z lodówki dwanaście potraw i układam na blacie. Zabraliśmy się do jedzenia, chociaż była dopiero dziewiąta rano. Bałem się, że jeśli przesunę to tradycyjnie na wieczór, on może tego nie doczekać.
- Zobacz, Krzysiu. Mamy tutaj wszystko co lubisz najbardziej- zachęcam go, a on uśmiecha się i kiwa głową. Nie mówi już ani słowa, może nie ma siły. Ale je sam, bez mojej pomocy, chociaż zapewne nawet nie widzi co bierze do ust.
- I jak, smakuje ci?- kolejne kiwnięcie głową w odpowiedzi. Zaciskam powieki, powstrzymując łzy. Wtedy poczułem dłoń na swoich jasnych włosach. Krzysiek głaszcze mnie delikatnie, jakbym to ja potrzebował pocieszenia. Może tak faktycznie jest?
- Nie martw się- szepcze. – To nie koniec świata- wrócił do jedzenia, pozostawiając mnie ogłuszonego słowami, które dla mnie stanowią największe z możliwych kłamstw.
„7.Dostać pod choinkę miękki szlafrok”
Wszystkie jego pragnienia są tak proste, że aż czułem się paskudnie, wypełniając je. Mam wrażenie, że nie muszę wkładać w to wszystko żadnego wysiłku. Koszmar. Chcę oddać za niego wszystko co mam, a jedyne co mogłem zrobić to kupić głupi szlafrok?
- Proszę, to dla ciebie- wkładam mu w dłonie miękką paczkę, owiniętą papierem do prezentów. Chłopak rozrywa ją niecierpliwie jak dziecko, chociaż ręce buntują się przeciwko niemu. Teraz mam wrażenie, że on nie jest już blady, lecz na moich oczach robi się przezroczysty. Żyły widoczne tak wyraźnie wydają mi się niemal obsceniczne.
- Ooo, szlafrok- przytula do siebie materiał, a potem wsuwa ręce w rękawy. Na jego drobnym ciele ubranie wisi jak na wieszaku, ale on wydaje się być  zadowolony. Przytulam go i całuje w czoło, jego oczy są takie mętne.

„8.Ostatni taniec”
- Dasz radę wstać?- pytam, a on nawet nie odpowiada, tylko od razu podnosi się z fotela. Jest taki dzielny. Biorę go w ramiona i tańczymy, póki jemu starczy sił. Tańczymy, chociaż muzyka, która wyznacza nam rytm, gra tylko w naszych głowach. Zachwiał się, więc nie chcąc by się przewrócił łapię go przez przypadek nieco niżej niż zamierzałem. Kiedyś ucieszyłby się, teraz to gruba nieprzyzwoitość. Osłupiałe, piwne oczy patrzą na mnie, jakbym zrobił to specjalnie. Zaskakująca siła tego wyczerpanego ciała uderza mnie w twarz, pozostawiając piekący ślad po dłoni. Krzyczy coś do mnie, ale ja nie słyszę słów, rejestruje tylko sam fakt. Jest agresywny. To nie jego wina. Wiem, że kiedyś nigdy by tak nie zrobił. Nie wykorzystywał swojej siły przeciwko mnie, chociaż zawsze był wyższy, lepiej zbudowany. To on był przez lata moim opiekunem. Ironia losu. Bóg chyba nie istnieje.
Obejmuje go ciasno ramionami, nawet przez szlafrok i piżamę czując, jak jego ciało jest gorące. Organizm wciąż walczy, nieświadomy, że przegrał tę batalię już dawno temu.
 „9.Umrzeć w domu, we własnym łóżku”

Znów biorę Krzysia na ręce, a on nawet nie ma już siły, żeby zaprotestować. Leży bezwładnie w moich ramionach i nie odzywa się, ani słowem, gdy kładę  go do łóżka i okrywam kocem. Szczeniak wskakuje mu na pierś i w pierwszej chwili mam ochotę go zgonić, ale kiedy widzę jak Krzyś tuli go delikatnie, wiem że to byłoby głupie. Patrzę tylko, nie wiedząc czy chce mojej obecności, po zaistniałej sytuacji. Krzysiek wyciąga dłoń.
- Przepraszam- szepcze, a ja kręcę głową.
- To ja przepraszam…
„10. Żeby Mariusz trzymał mnie za rękę, gdy to się stanie”

Chwytam go za rękę, kuląc się obok niego na łóżku i tulę policzek w jego dłoń, moczę go łzami. Wystarczy spojrzeć na Krzysia, żeby wiedzieć, że to już koniec. Walczył z chorobą prawie rok i dłużej najwyraźniej już nie może. Obejmuje mnie ramieniem, więc unoszę wzrok, patrzę mu w oczy.
- Boli cię?- pytam, sięgając w kierunku morfiny. To pytanie było czystą retoryką. Nie pierwszy raz robię mu zastrzyk, wiem aż za dobrze jak ma to wyglądać. Wstrzykuje Krzysiowi dawkę, pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz dzisiaj. Czekam aż jego napięta od bólu twarz się rozluźni. Całuje czoło, zapadnięte policzki, lekko zadarty nosek.

„11. Może to głupie, ale.. Mam prawo do ostatniego pocałunku pod jemiołą?”

Unoszę lekko jego głowę, żeby spojrzał w górę. Jego oczy otumanione od środka przeciwbólowego  zalśniły.
- Jemioła- uśmiecha się szeroko i całuje mnie w usta, ostatkiem chyba sił. Odwzajemniam mu to. Pocałunek smakuje moimi łzami i jego lekami, śmiercią. Oczywiście, że ma prawo nawet do więcej niż jednego pocałunku pod jemiołą. Całuje jego zbielałe wargi, dopóki jego oddech nie staje się niepokojąco nierówny, muszę mu pozwolić odpocząć. Odpocząć? To myśl tak absurdalna, że niemal zaczynam się śmiać. Za kilka godzin będzie odpoczywał przez całą wieczność.

„12. Ale najbardziej chce, aby Mariusz…”

Moje imię jest napisane dość niewyraźne, musiał mu się skończyć wkład w  długopisie. Pewnie kiedy szedł po nowy, zapomniał już w jakim właściwie celu wstał z wygodnego fotela.
Leżymy tak już od dwóch godzin, a on coraz ciszej odpowiada na moje słowa, albo i wcale tego nie robi. Z biegiem czasu w jego tak kiedyś jasnych oczętach zaczyna gasnąć iskra, za którą go pokochałem, wiele lat temu.
- Krzyś?- nie reaguje, ma zamknięte oczy. – Krzysiek!- mój głos robi się wysoki ze strachu, a chłopak unosi powieki, głaszcze mnie po twarzy. Z ulgą wypuszczam powietrze, chociaż wiem, że to tylko kolejna minuta gwałtem wyrwana ze szponów śmierci.
- Spokojnie, zrobiłem się tylko senny- kłamie, patrząc mi prosto w oczy. Najwyraźniej chce sprawić, bym łatwiej zniósł jego odejście. To nie jest możliwe.
- Jakie było dwunaste życzenie?
- Słucham?
- Zapisałeś je w pamiętniku
- Naprawdę?… Poczekaj- skupia się, próbuje sobie przypomnieć, ale dopiero po pół godzinie na jego twarzy pojawia się zrozumienie. Przypomniał sobie.
- Na pewno chcesz wiedzieć?- ostatni raz miał tak poważny głos, kiedy powiedział mi, że jest chory. Przełykam ślinę. Nic gorszego chyba powiedzieć już mi nie może.
- Tak
- Ale najbardziej chce, aby Mariusz za rok spędzał święta z kimś innym- moje oczy rozszerzają się, usta szukają tych drugich. Próbuję wyrzucić te słowa z pamięci, ale one odbijają się echem w mojej głowie. On chyba naprawdę postradał zmysły. Przecież to jest… Wymaga ode mnie niemożliwego.
- Nie mogę
- Mariusz, obiecaj mi
- Nie mogę…
- Mariusz, błagam- ciągnie mnie za włosy, w jego głosie poza zmęczeniem słychać desperację. Nie mam wyboru.
- Obiecuję- dwunaste życzenie ciągle stało przede mną. Miałem na nie rok. Przez ten czas tak wiele może się stać. Może wpadnę pod samochód, ktoś mnie zamorduje, albo skoczę z okna. Wszystko może się wydarzyć, nawet tak nieprawdopodobna rzecz jak nowa osoba w miejsce Krzyśka. Jego nikt nie zastąpi.
Godzinę później nadeszło nieuniknione, zakradło się cicho tylnym wejściem, a ja mogłem tylko leżeć, ściskając w dłoni, dłoń Krzysia i patrzeć jak jest mi odbierane to, co najdroższe. Iskierka w jego oczach zgasła, głowa opadła na bok, delikatny ruch klatki piersiowej ustał. Nigdy już nie słyszę jego głosu, nie obejmę drobnego od choroby ciała, nie ucałuje słodkich ust. Odszedł. Na zawsze. Nie wróci. Mówię sobie to wszystko w myślach, ale zrozumienie nie nadchodzi.
- To sen. To sen. To tylko sen. Zaraz się obudzę- bełkoczę jak w amoku, tuląc twarz w jego szyję. Mój świat się skończył. Krzyś umarł, a wraz z nim jakaś część mnie.

Rok później

- Kochanie, nakryj do stołu, zaraz przyjdą moi rodzice- Klaudia, moja dziewczyna pogania mnie do udziału w przygotowaniach, ale ja, jakbym nic nie słyszał. To pierwsze święta bez Krzyśka, od wielu, wielu lat.
- Zaraz- odpowiadam jej w końcu i wychodzę na dwór, biorąc ze sobą pieska. Przez rok sporo urósł, nazwałem go Kiba. Siadamy razem na śniegu przed domem, w tym samym miejscu, gdzie rok temu klęczał Krzyś.
- Spełniłem twoje dwunaste świąteczne życzenie- mówię cicho, patrzę w niebo. – Poznałem wspaniałą dziewczyną. Ona nigdy nie zajmie twojego miejsca, ale chyba zasłużyła, by znaleźć się tuż obok. Nie ma tak melodyjnego głosu, ani bardziej lśniących oczu niż ty. Właściwie wcale nie jest do ciebie podobna. To chyba dobrze. Chyba ją kocham. Na pewno lepiej gotuje. W tym byłeś beznadziejny- śmieję się cicho. Sztywnieje. Po raz pierwszy zdarzyło mi się uśmiechnąć podczas myślenia o Krzysiu. Czy to znaczy, że pogodziłem się z tym co się stało?
– Chyba już czas pozwolić ci odejść. Przez cały ten rok miałem wrażenie, że czuję twoją obecność, ale teraz nie musisz się już mną opiekować. Możesz odejść. Aniołowie na pewno szykują ci najwspanialszą wigilię na świecie- wstaje i z Kibą u boku wracam do domu, by nakryć stół. Klaudia przytula się lekko do moich pleców, a ja patrzę na drzwi wejściowe. Mam wrażenie, że stoi w nich Krzysiek, w czapce Świętego Mikołaja i z workiem prezentów. Mój już mi ofiarował. Miłość i spokój. Odwraca się i odchodzi, pozostając tylko cudownym wspomnieniem. Jestem wdzięczny za te ostatnie pożegnanie, nawet jeżeli było tylko wytworem mojej wyobraźni.

*W zależności od umiejscowienia glejak może powodować agresje, podejrzliwość, upośledzenie pamięci świeżej, stany lękowe, depresyjne, czy też zaburzenia mowy, słuchu, wzroku, niedowład etc.

2 komentarze:

  1. Świetny tekst, autorka bez wątpienia ma talent!:) Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo piękne i wzruszające opowiadanie. Miałaś świetny pomysł z tym dwunastoma życzeniami. Muszę przyznać, że się poryczałam. Pokazałaś ile ciepła, czułości możemy dać kochanej przez nas o sobie w najtrudniejszych momentach. Z racji swojego zawodu doskonale wiem jak to wygląda na codzień. Krzyś był niesamowitym szczęściarzem, że miał przy swoim boku kogoś takiego. Gratuluję talentu! Nie jestem osobą, którą łatwo poruszyć, a tobie się to udało.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!