Wyniki wakacyjnego konkursu z wydawnictwem Otwarte!

Trzy dni temu skończył się czas na nadsyłanie Waszych prac związanych z wakacyjną przygodą. Mając niemiłą świadomość, że nagroda jest tylko jedna zaczęłam czytać Wasze przygody. Muszę powiedzieć, że trudno było mi wybrać tę jedną ponieważ każda była na swój sposób interesująca. Szczerze żałuje, że mam tylko jedną książkę do oddania...

Nie przedłużając tej chwili ogłaszam, że "Samsara. Na drogach, których nie znamy" Tomka Michniewicza wędruje do Jolanty Prusakowskiej. O adres nie proszę ponieważ skontaktowałam się już zwyciężczynią ;). Pozostaje mi tylko życzyć miłego czytania, a Was zapraszam do poczytania przygody, która rozbawiła mnie do łez mimo tego dreszczyku strachu bo przygoda trzeba przyznać była niebezpieczna;) 

"Moja wakacyjna przygoda miała miejsce już jakiś czas temu. Byłam wtedy piękna i młoda (teraz już tylko niestety uroda mi pozostała!). Miałam piętnaście lat. Ponieważ uwielbiałam jeździć na wakacje do ciotki na Podlasie i spędzałam tam wszystkie wakacje to i przygoda miała miejsce na podlaskiej wsi. Wieś była wtedy malownicza. Żniwa to wspaniały czas, mimo, że praca przy nich była bardzo ciężka. Nie było kombajnów. Zboże kosiły kosiarki, które ciągnął po polu konik.Snopy ustawiało się w tzw. dziesiątki, które tworzyły na polach niezapomniany, malowniczy widok. Potem zwózka. To było przeżycie dla każdego. Szczególnie dla "damy miastowej", która uwielbiała jazdę na wyładowanym po niebo wozie pełnym poukładanych snopów. Wjazd na podwórko był bardzo wąski. Z boku brama graniczyła z drewnianą chatą i oknem do pokoju brata. Na wprost okna stał stolik z białą koronkową serwetką, na której stał czarno biały telewizor. Wjechać a podwórze i nie wylądować w pokoju to była sztuka! Pewnego dnia pojechaliśmy z bratem na pole po snopki, naładowany po brzegi wóz kołysał się miarowo na drodze. Ja na samym szczycie tej kupy zboża uśmiechnięta i szczęśliwa. Uwielbiałam te zwózki! Jedziemy sobie wolniutko. Koń stęka i kwęka, bo wóz pełen zboża i młodzieży. Już may wjechać, już skręcamy w bramę, aż tu nagle wrrrr... Na drodze pojawił się sąsiad na swojej WSC-e. Hałas wystraszył deresza. Stanął dęba, a ja? Ja po zbożu zjechałam przez okno do pokoiku i wylądowałam na stoliku z telewizorem. Pupa stłuczona, telewizor również, a koń w pełnym galopie zatrzymał się pod stodołą. Ciotka wystraszona przybiegła do domu, ale jak zobaczyła moją minę to nawet utrata telewizora nie była straszna. Roześmiała się ze szczęścia, że nic mi się nie stało, ale od tej pory nie pozwalała mi nigdy jeździć z bratem na pole! Wakacje od tej pory spędzałam w kuchni gotując z nią posiłki dla żniwiarzy. Pomoc w polu pozostawiłam mężczyznom."


6 komentarze:

  1. Zasłużona nagroda! Świetna zabawna historia, gratuluję zwyciężczyni :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z dziewczynami, brawa dla zwyciężczyni!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję bardzo!Ja do tej pory pękam ze śmiech na wspomnienie tego wydarzenia!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!