„Ostatni dzień lata” – Tadeusz Konwnicki

            „ – To już - szepnęła  - Szkoda. (…)
- Mam ampułkę z trucizną, chcesz? – szepnął.
- Nie,  po co. To wszystko jedno. Mam rację? (…)
- Tak, to prawda. (…)
- Do widzenia.
- Do widzenia.”*

            „Ostatni dzień lata” składa się z siedmiu tekstów (Zimowy monarcha, Ostatni dzień lata, Zaduszki, Skok z nieba, Salto, Matura, Jak daleko stąd, jak blisko), które są scenariuszami wybitnego prozaika, który w latach 50-60 filmy, o których się słyszało i mówiło.
            Opowiadania mówią różnych zdarzeniach, ale wiąże je wojna. Głównymi bohaterami są mężczyźni, którzy są zastraszeni, zgorzkniali i smutni. Poszukujący miłości, snujący się po małych wioskach. Nie potrafiący się odnaleźć. Kobiety też tu mają swoje rolę i również cierpią, ale są silniejsze stanowcze. Potrafią wybrać czy chcą żyć przeszłością czy przyszłością.

            Nie wiem co mam napisać o tej książce. Mam totalną pustkę w głowie. Teksty nie pozostawiły we mnie nawet niechęci czy czegoś innego. Gdy czytałam mój wzrok po prostu się przesuwał po tekście, no może czasem jakiś fragment mnie zainteresował, ale to za mało dla mnie. Nie wiem, może nie umiem docenić tej książki. Może ma przesłanie, którego nie wyczytałam.
            Język „Ostatniego dnia lata” jest… no właśnie… teksty, niektóre teksty są napisane w formie scenariuszy lub podobnie, a mnie czytanie takich opisów męczyło i nudziło…
            Nie polecam i wiem, że ta recenzja jest nijaka, ale nie potrafię znaleźć sensownych słów by ją opisać.

Za możliwość przeczytania dziękuję:


*str. 128 (ebook)
Autor: Tadeusz Konwnicki
 Tytuł: Ostatni dzień lata
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: sierpień 2011
Liczba stron: 304 ( 222 ebook)




Nooooo... Jako tako wyszło. Mam brak weny na cokolwiek ;/ Jestem chora i cały czas kicham. Marley się focha bo go co chwilę tym budzę ;D Idę pod kocyk ;D

20 komentarze:

  1. Czasami są takie ksiązki, gdzie trudno napisac cokolwiek. Doskonale to rozumiem. Ksiązka wydawała się interesująca, ale chyba odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej podziękuję, nie zainteresowała mnie ta książka - po Konwickim spodziewałabym się czegoś...lepszego?
    Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za cynk. Odpuszczę sobie, skoro książka nie wzbudziła w Tobie większych emocji. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Są ksiązki, gdzie nic się nie da napisać i takie, o których nie da się skończyć pisać :P Zdrowiej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wracaj do zdrowia!
    A Konwickiego jakoś zawsze omijałam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Może książka i nie jest arcydziełem, ale ja wiem że bym miała problem z jej przeczytaniem z tego prostego powodu, że to ebook (w tym przypadku). Także sobie ją daruję, zwłaszcza, że nie przekonuje mnie forma tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za tym autorem. Dość go było na studiach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakoś nie jestem bardzo przekonany do tej książki i chyba się nie skuszę na nią.
    Wracaj do zdrowia:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, bo zapowiadała się ciekawie. Jeśli jednak Ciebie wgl nie zainteresowała, odpuszczę sobie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Widzę, że książka nie powaliła cię na kolana i nie wzbudziła twojego zainteresowania. Tak więc i ja wolę nie ryzykować irytacją podczas czytania tej pozycji, dlatego spasuje.
    Wracaj do zdrowia szybciutko ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja mimo niepochlebnej recenzji chętnie bym przeczytała. Z Konwickim miałam mało styczności.Poza Małą apokalipsą nic więcej z jego twórczości nie czytałam, więc jestem ciekawa :)
    Zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na temat recenzji się nie wypowiem bo trochę za mało :) ale doskonale rozumiem, Twój brak weny sama choruję i nawet za książki jakoś tak nie chce mi się wziąć, ale zdrówka życzę z całego serca :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Widzę, że to nic wartego uwagi. Odpuszczę sobie

    OdpowiedzUsuń
  14. http://innywiat.blogspot.com/
    Zapraszam na nowy rozdział mojego bloga:D

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana wygrzewaj się i o nic się nie martw, a i Marley w końcu przestanie się fochać. Oczekuj w tym tygodniu książki Moccia ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. @ tetis - też wydawała mi się interesująca, ale cóż, pozory czasem mylą ;)
    @ Isadora - wiesz, może nie odczytałam jej tak jak powinnam, ale mi się nie podobała.
    @ kasandra_85 - zawsze do usług ;)
    @ bsz - dokładnie! Dziękuję ;)
    @ Kasiek - dziękuję, o ja teraz też będę go omijać.
    @ Gabrielle_ - z tego co się orientuje jest też wersja papierowa ;)
    @ Edyta - doskonale Cie rozumiem.
    @ Sarenkasarna - no raczej nie polecam ;) Dziękuję ;)
    @ Mery - ;)
    @ cyrysia - noooo może z nudów to i mnie powaliła ;)
    @ miqa - ;)
    @ Ktosia - a więc czekam na Twoją opinię ;)
    @ Fuzja - wiem, że mało, ale nie mogłam nic więcej napisać... no nie dałam rady... Również życzę zdrowia ;)
    @ Dusia - no tak nie bardzo.
    @ Lena - kochana i właśnie to robię ;) A Marley jakoś ze mną chyba wytrzymuje bo nadal śpi ze mną ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. od razu zwróciłam uwagę na okładkę i tytuł, bardzo mi się podobają, ale skoro książka nie zrobiła na Tobie wrażenia, to ją sobie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Oj, to zdrowiej kochana prędko!
    Zabawny zbieg okoliczności, że trafiłam na recenzję tej książki - mój chłopak pisze z tych scenariuszy prace magisterską :P
    Pozdrawiam ciepło i śle czochrańce dla Marleya!

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!