„Sto dni po ślubie” – Emily Giffin


            „Ale może właśnie do tego wszystko się sprowadza. Do miłości, która nie jest falą namiętności, lecz decyzją, by poświęcić się czemuś, komuś, niezależnie od tego, jakie przeszkody stoją nam na drodze. I może podejmowanie tej decyzji wciąż, dzień po dniu, rok po roku, mówi więcej o miłości, niż gdyby w ogóle nie było trzeba stawać przed takim wyborem.”*

            Małżeństwo nie zawsze musi być trwałe, nawet jeśli jest bardzo szczęśliwe. Czasem wystarczy moment, jedno spotkanie by niczego już nie być pewnym. Słyszy się, że pierwsza prawdziwa miłość jest ostatnią… Czy to prawda… Ona musi wybrać między mężem, a tym drugim.

            Ellen jest szczęśliwą mężatką. Andy ją kocha i wie, że jest dla niego wszystkim. Ona też jest w nim zakochana. Wszystko jednak zaczyna się chwiać sto dni po ślubie. Ellen na ulicy spotyka swoją dawną miłość, Leo. Nic już nie jest takie pewne dla niej. Po rozmowie z byłym chłopakiem, którego kochała parę lat temu wielką miłością, a on odszedł bo nie był gotowy wraca do domu, do męża i uświadamia sobie, że nadal go kocha. Ale czy może kochać dwie osoby naraz? Po spotkaniu stara się zapomnieć o byłej miłości.
            Wszystko było dobrze gdyby Leo do niej nie zadzwonił z propozycją wspólnej pracy. Jej małżeństwo jest zagrożone ponieważ ponownie ulega urokowi byłego ukochanego. Zdaje sobie coraz bardziej sprawę, że uczucia którymi go darzyła nadal są intensywne. Poddaje się, przestaje walczyć i kontaktuje się z Leo wiedząc jakie mogą być tego konsekwencje…
            Co wybierze Ellen? Męża, który ją kocha, wspiera, rozumie. Czy może byłego ukochanego, który ją ograniczał i chciał mieć tylko dla siebie? Czy te małżeństwo przetrwa próbę na którą wystawił je los?

            Niestety nie podobała mi się. Czytanie mi się dłużyła, fabuła denerwowała… Zdrady, kłamstwa, kombinowanie ostatnio bardzo negatywnie odbieram. Ellen miała wszystko o czym marzy kobieta, a gdy na horyzoncie pojawia się on głupieje i nie patrzy na to, że może rozwalić małżeństwo… Ech… Ja rozumiem miłość… Ale dla mnie to raczej było upewnienie się, że on nie mógł jej zostawić? Nie wiem… Ja w każdym bądź razie jej nie rozumiałam… Było minęło. Była szczęśliwa. Po co to niszczyć?
            Plusem byli bohaterowie ciekawie wykreowani. Każdy miał swoją osobowość, zainteresowania i poglądy. Autorka potrafi też bardzo ciekawie opisywać uczucia. Męczące były retrospekcje, które nie były niczym oddzielone i często nie byłam pewna czy czytam o teraźniejszości czy przeszłości…
            Podsumowując mnie nie przekonała ta powieść, ale do końca zła nie była. Pięknie opisana miłość, wybory. Prawdę mówiąc to mogło spotkać każdego z nas.

Za możliwość przeczytania dziękuję:



* cytat pochodzi z książki
Autor: Emily Giffin
Tytuł: Sto dni po ślubie
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 376

17 komentarze:

  1. Nie przepadam za tego typu książkami.Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie bardzo przekonała. Głownie dlatego, że z bohaterką połączyła mnie wspólnota doświadczeń, czułam jakbym czytała o sobie, a takie książki zawsze odbiera się inaczej;))

    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Emily Griffin często można spotkać na blogach i różnie jest oceniana, ja sama nie wiem, ale kiedyś coś jej na pewno przeczytam, żeby się samemu przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam lubię książki Emily Giffin. Jednak dość często denerwują mnie płytkością i powierzchownością niektórych bohaterów. Mimo to lubię czasami sięgnąć po niezobowiązującą lekturę, a ta jest taka na pewno ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka wydaje mi się przekombinowana i udziwniona. Raczej nie sięgnę:)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam! Fantastyczna książka! Polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kupiłam tę książkę, ale ciągle nie mam czasu na jej przeczytanie. Może teraz kiedy wieczory są dłuższe wygospodaruje czas na „Sto dni po ślubie”.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastanawiałam się nad nią kilka razy, Empiku była w takim kieszonkowym wydaniu. Chyba jednak dobrze, że jej nie kupiłam, skoro masz takie niezbyt pozytywne odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Spotykam różne opinie i jeszcze się nie zdecydowałam. Jednak najlepiej przekonać się na własnej skórze.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak się cieszę, że nie tylko ja nie zachwyciłam się tą książką. Fabuła tak banalna, że aż przykra no i ten wyidealizowany świat w którym biedna Ellen szuka dziury w całym. Całe szczęście, że książka w miarę lekko się czytała.

    OdpowiedzUsuń
  11. jeśli będę miała ochotę na coś lekkiego to na pewno przeczytam, mam za sobą Dziecoodporną i muszę powiedzieć, że wcale nie było tak źle

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie czytałam jeszcze nic tej autorki, ale wywiad z nią, który pozytywnie mnie zachęcił :)
    Mam w planach jej książki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam jej jedną ksiązkę i w sumie byłam zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze nic nie czytałam Emily Giffin, ale na razie tę książkę odkładam na później... ciężko mi się przekonać do tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja, podobnie jak Miqa również nie czytałam żadnej książki Emily Giffin. Jeszcze. Opinie co do książek autorki krążą różne, jedni się zachwycają, polecają, inni, podobnie jak Ty nie są oczarowani. Poczyniłam - ku zmianie pierwsze kroki, podarowałam siostrze jedną z książek autorstwa Giffin. Czas się przekonać "na własnych oczach" :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomimo negatywnej opinii, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!