„Zakręty losu” Agnieszka Lingas-Łoniewska


Szczerze mówiąc to mało kiedy czytam książki z tego gatunku. Jednak gdy zaczęły pojawiać się recenzje „Zakrętów losu” coś mnie do tej książki ciągnęło. Obiecałam sobie, że ją kiedyś przeczytam. Ale zawsze było coś co mi przeszkadzało w jej  nabyciu (ach promocje innych!), ale wreszcie los się uśmiechnął do mnie. Wczoraj usiadłam na kocu zaczęłam i przepadłam…

Książka zaczyna się w momencie gdy Kasia Mataczak wraz z ojcem przeprowadzają się do jego nowej żony Anny Filipiak, która ma córkę Gośkę. Dziewczyny nie mogą się dogadać, ale ze względu na rodziców udawają, że jest dobrze. Wszystko jednak się komplikuje gdy Kasia podczas codziennego biegania poznaje Krzyśka Borowskiego. Kasia i Krzysiek zaczynają coś do siebie czuć i mimo tego, że się wzbraniali nie udało im się zwalczyć uczucia. Zaczynają ze sobą chodzić. Jednak to nie jest takie proste ponieważ Borowski był prędzej z Gosią. Czemu, skoro nic do niej nie czuł? A z tym się wiąże pewna historia. Gdy chłopak z nią zrywa Gośka wraca do starszego Borowskiego. Znowu wplątuje się w kłopoty. Kasia po jakimś czasie wyjeżdża i rozstaje się z Krzyśkiem. Jednak trzynaście lat późnej znowu się spotykają. Ona jako prokurator specjalizująca się handlem narkotykami, on- prawnik -  obrońca bossów mafii narkotykowej. Czy to co było kiedyś już umarło? A może miłość nadal się tli? Jednak czy po tym wszystkim ma szanse bytu? I czy przetrwa to, że są po przeciwnych stronach?...

Jestem świeżo po lekturze i jestem pod wielkim wrażeniem. Jest akcja, jest napięcie, tajemnica. A między tym miłość. Taka szczera, prawdziwa, na zawsze. Musze przyznać, że czasem aż mnie dreszcze przechodziły pod wpływem akcji. Nie było momentu żebym się nudziła czy odłożyła ją dla innej książki. Pani Agnieszka stworzyła książkę, która wciąga człowieka w całości. Kibicowałam Kasi i Krzyśkowi. Byłam zła na Łukasza i Gośkę oraz na los. Bo ile trzeba wycierpieć aby być szczęśliwym, a demony przeszłości nas opuściły. Nie chciałabym bać się wyjść na ulicę, nie chciałabym bać się swojego cienia…  Ale co innego czytać, a co innego przeżywać. Książka pokazuje, że czasem ucieczka nie pomaga bo to przed czym uciekamy i tak nas dopadnie. A miłość ta prawdziwa przetrwa wszystko. Polecam wszystkim tym którzy jeszcze nie czytali, a ja czekam już na drugą cześć choć powiem szczerze, że się jej boję.

Książkę otrzymałam od portalu Sztukater oraz samej p. Lingas-Łoniewskiej za co serdecznie dziękuje!
 

Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Tytuł: Zakręty losu
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: październik 2010
Liczba stron: 342

11 komentarze:

  1. Książka leży od kilku miesięcy, a ja nadal nie miałam czasu się za nią zabrać.. Być może poczekam do ukazania się części kolejnej i wtedy przeczytam obie naraz;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo zachęcam. Mnie ta historia urzekła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cięgla obiecuje sobie, że kupię "Zakręty losu" i jakoś mi nie po drodze cały czas. Muszę ją w końcu przeczytać, bo zbiera same pochlebne opinie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzmi naprawdę ciekawie. Recenzje wokół bardzo pochlebne, nie pozostaje nic innego, jak przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przede mną jeszcze lektura "Bez przebaczenia",a tu czytam,że "Zakręty losu" również są warte uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się, że kolejnej osobie się spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka cierpliwie czeka na swoją kolej. Mam ją w prywatnej biblioteczce, więc kiedyś na pewno przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja chcę ją przeczytać, jak tylko nadrobię zaległości w bibliotece, bo jak na złość wszystkie rezerwacje mi naraz przychodzą i potem nie daję rady ;) ale podobała się mojej siostrze, więc sprawdzę ją na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aaaaa, Bujaczku. Krzysiek się nazywał Borowski :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Koniecznie muszę się do tej książki przekonać i w końcu zabrać się za jej lekturę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Poluję od dawna na książki tej autorki, jednak niestety opornie mi idzie. ;p Muszę się kiedyś w chociaż jedną zaopatrzyć.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Czytelniku!

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony po sobie ślad. Pamiętaj, proszę, o podpisie - lubię wiedzieć z kim mam przyjemność dyskutować. ;)

Pozdrawiam!