środa, 27 maja 2015

W sidłach pożądania

„Czasem ktoś, kogo uważasz za nieistotnego, okazuje się być tym, który wszystko zmieni”.*

Zakończenie „Driven. Namiętność silniejsza niż ból” sprawiło, że byłam na tyle ciekawa dalszych losów bohaterów aby od razu sięgnąć po kontynuacje. Pierwszą część pomimo schematyczności czytało się niezwykle szybko i przyjemnie – autorka nadrabiała dialogami, przekazem emocji oraz iskrzeniem między bohaterami. Jaki okazał się drugi tom? Lepszy, gorszy czy może trzymał poziom swojej poprzedniczki?

Colton ostrzegał Rylee przed sobą, przed tym, że być może będzie ją celowo ranił i odpychał. Jednocześnie nie potrafił jej zostawić i cieszył się, że nie chciała odejść. Rylee odkryła przy nim co znaczy żyć i czuć, patrzeć na świat różnymi kolorami. Ich relacja jest nieprzewidywalna jak pogoda i sami nie wiedzą jak zakończy się to co ich łączy. Czy mężczyzna da sobie pomóc i szansę na normalne życie?

Przyznać muszę, a robię to z dużą ulgą, że drugi tom jest lepszy, może nie idealny i posiada mankamenty, ale odebrałam go o wiele bardziej pozytywnie. Bywało kilka fragmentów, które nużyły i wlekły się niemiłosiernie, ale poza tym autorka stanęła na wysokości zadania. W powieści dominują emocje, dodam iż tak sprzeczne i intensywne, że idzie się w nich zatracić lub pogubić: od żalu po wybaczenie, od nienawiści po miłość, od pasji i namiętności po czułe słówka i niewinne gesty. Bromberg gra na emocjach, nie daje wytchnienia bohaterom i na ich przykładzie pokazuje jak bardzo przeszłość wpływa na osobę i co może zrobić z ludźmi uczucie. Niby nadal mamy tu schemat tylko, że tym razem coś się zmienia w tym jak autorka opisuje wydarzenia, trudno przewidzieć następne kroki postaci, a ich decyzje mogą szokować. Akcja raz pędzi, a raz toczy się powoli, co czasem odbierało przyjemność czytania, ale w ogólnym rozrachunku na brak wrażeń narzekać nie można.

Tym razem poznajemy punkt widzenia obojga głównych bohaterów, co daje możliwość zagłębienia się w psychikę Coltona i trochę lepiej zrozumieć jego lęki i obawy. To mężczyzna z nie wyleczonymi bliznami wyrządzono niewyobrażalną i niewybaczalną krzywdę, który uważa iż nie zasługuje na miłość i sam nie potrafi kochać. Teraz bardziej rozumiem jego przerażenie przed zaangażowaniem, jego chęć ucieczki. Nie zmienia to jednak  faktu iż irytował mnie sposób w jaki uciekał, jak z premedytacją ranił i odpychał. Jestem pełna podziwu dla Rylee – chociaż jest krzywdzona, odtrącana pomimo kilku chwil słabości dzielnie walczyła. Można to uznać za skrajną głupotę lub wiarę, że w końcu przebije się przez mur jakim otoczył się partner.

„Fueled. Napędzani pożądaniem” pozytywnie mnie zaskoczyło, bo nastawiłam się na poziom z pierwszego tomu, a okazało się, że jest pod pewnymi względami lepiej. Historia wciąga i trudno jest się od niej oderwać, zwłaszcza w momentach gdy dzieje się coś ważnego dla fabuły lub kiedy trwa kolejna słowna potyczka między bohaterami. Nadal nie potrafię zżyć się z bohaterami (a uwierzcie mi, że często przywiązuję się do postaci), ale nie są mi obojętni i z zainteresowaniem oraz masą sprzecznych emocji obserwowałam ich poczynania. Bromberg jest bardzo dobra w ukazywaniu emocji, w przeskakiwaniu z jednej skrajności w drugą i te zakończenie zwalające z nóg oraz wywołujące szok i konsternację. Po takim finale nie ma możliwości by nie sięgnąć po następny tom – „Crashed. W zderzeniu z miłością”. I mam ogromną nadzieję, że będzie on jeszcze lepszy.

„Fueled” to jeszcze więcej emocji i wrażeń, sprzecznych sygnałów, pasji oraz namiętności. K. Bromberg się rozwija, pracuje nad tym by pisać lepiej i pokazuje, że jednak potrafi odrobinę zaskoczyć. Z czystym sumieniem mogę polecić serię osobom gustującym w romansach z dużą szczyptą intymnych scen opisanych ze smakiem i pasją.

TEKST STANOWI OFICJALNĄ RECENZJĘ DLA PORTALU DużeKa
 

*K. Bromberg, „Fueled. Napędzani pożądaniem”, s. 353
Autor: K. Bromberg
Tytuł: Fueled. Napędzani pożądaniem
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 16 lutego 2015
Liczba stron: 472

Driven:
Driven. Namiętność silniejsza niż ból | Fueled. Napędzani pożądaniem | Crashed. W zderzeniu z miłością (koniec historii Rylee i Coltona) | Raced |Slow Burn | Sweet Ache | Hard Beat


sobota, 23 maja 2015

Namiętność kontra przeszłość



„(…) życie polega na podejmowaniu ryzyka. Na bawieniu się, nie zawsze bezpiecznie. (…) Życie zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu”.*

Seria Driven co chwile przelatywała przed moimi oczyma, ale jestem wzrokowcem i okładka w ogóle nie przykuła mojej uwagi dlatego omijałam ją do czasu aż przeczytałam jakąś opinię i stwierdziłam, że dam jej szansę. W końcu dorwałam pierwsze dwa tomy i dosłownie przed chwilą skończyłam pierwszą część. Czy jestem zadowolona z tej lektury?

Rylee Thomas pracuje w organizacji charytatywnej i jest opiekunką w Domu i zajmuje się pokrzywdzonymi przez los chłopcami. Obecnie większość swojego czasu poświęcała nad imprezą charytatywną od której bardzo dużo zależy. W czasie jej trwania w dość niecodziennej sytuacji poznaje Donavana. Mężczyzna wzbudza w niej uczucie o które by się nie podejrzewała i które ją przerażają. Próbuje trzymać się od niego z daleka, ale jest to mało skuteczne gdyż on jej pragnie, a zawsze dostaje to czego chce. Czy i tym razem uda mu się osiągnąć swój cel?

Z żalem muszę stwierdzić, że „Namiętność silniejsza niż ból” nie wyróżnia się niczym w swoim gatunku, schemat goni schemat. On bogaty, z pokiereszowaną duszą, zmieniający kobiety jak rękawiczki, władczy i arogancki, oczywiście nie angażujący się. Ona pochodząca ze zwykłej rodziny, również z bagażem doświadczeń, zakompleksiona, ale jednocześnie harda, uwielbiająca ponad wszystko kontrolę. O ile jej tragiczną historię poznałam niemal od razu o tyle jego jest nadal owiana tajemnicą, bo on nie jest skory do dzielenia się nią. Odpychają się i przyciągają, udają i grają. Nic nowego. Książkę ratują jednak dialogi, opis scen łóżkowych, charakterystyka bohaterów i przekaz emocji oraz uczuć. Na plus mogę zaliczyć również fakt, że powieść jest napisana bardzo dobrze pod względem językowym i stylistycznym. Ponadto akcja toczy się szybko i ciekawie, co sprawia iż książka nie nuży.

Jak już prędzej wspomniałam role bohaterów niczym nie zaskakują, ale przyznać muszę iż ich charakterologia została stworzona bez zarzutu. Zarówno Rylee, jak i Colton są postaciami z krwi i kości, z ciężkimi przeżyciami za sobą, które ukształtowały ich na osoby jakimi są w chwili obecnej. Jak zwykli ludzie mają słabości i robią rzeczy niekoniecznie kończące się dla nich dobrze, ale zawsze się powtarza żeby próbować, dać się ponieść chwili. Jestem w stanie zrozumieć ich obawy i lęki, ale bywały momenty kiedy miałam ogromną ochotę strzelić im w głowę czymś naprawdę ciężkim, bo tak mnie irytowali.

Mam mieszane uczucia względem tego tytułu, z jednej strony fajnie i szybko się go czytało, ale z drugiej zabrakło mi w niej tego „czegoś”. Niemniej nie żałuje poświęconego na nią czasu ponieważ spędziłam z nią miłe chwile i dobrze się bawiłam czytając o starciach głównych bohaterów. Może za specjalnie się z nimi nie zżyłam, ale nie byli też mi obojętni. Autorka nie szczędzi przekleństw, wulgarnych słów w scenach intymnych, ale nie odbiera to im smaku i uczuć. Każde zbliżenie, pocałunek czy dotyk jest opisany z finezją i gorąco może się czasami zrobić. Polubiłam styl Bromberg i chętnie sięgnę po drugi tom – intryguje mnie jaki obrót przyjmą sprawy w „Napędzani pożądaniem”.

Pierwszą część serii mogę zdecydowanie polecić fanom erotyków oraz romansów, w powieści nie brak sprzecznych uczuć, gorących scen, a nawet wzruszających momentów. „Namiętność silniejsza niż ból” to nie tylko kolejne numerki, ale również fabuła z tematami życia codziennego. Colton to nie Cross, ale daje radę. Warto poświęcić czas tej książce. 

TEKST STANOWI OFICJALNĄ RECENZJĘ DLA PORTALU DużeKa
 

*K. Bromberg, „Driven. Namiętność silniejsza niż ból”, s. 203
Autor: K. Bromberg
Tytuł: Driven. Namiętność silniejsza niż ból
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 14 listopada 2014
Liczba stron: 376

Driven:
Driven. Namiętność silniejsza niż ból | Fueled. Napędzani pożądaniem | Crashed. W zderzeniu z miłością | Raced |Slow Burn | Sweet Ache | Hard Beat

piątek, 22 maja 2015

Małe cuda

„Martwienie się było jak bolesna samotność, z którą co wieczór kładziesz się do łóżka i z którą budzisz się co rano”.*

Że sięgnę po „Małe cuda” wiedziałam od chwili gdy tylko ukazała się ich zapowiedź, coś mnie do tej książki ciągnęło, instynkt mi mówił, iż to książka dla mnie. Podejrzewałam, że nie będzie to książka lekka i przyjemna, a życiowa i niezwykle emocjonująca. Czy tak było w rzeczywistości?

Ellen Moore jest szczęśliwą matką i żoną, spełnia się również jako pracownik socjalny zajmując swoimi małymi podopiecznymi. W swojej pracy spotykała się z najgorszymi przypadkami i okrucieństwem wobec dzieci i starała się im pomóc, nawet jeśli wymagało to drastycznych kroków.
Dziesięcioletnia Jenny Briard porzucona przez matkę znajduje się pod opieką ojca niezbyt dobrze radzącego sobie w życiu, ale kochającego córkę. Stara się jak może, ale często traci pracę i popija.
Pewnego dnia życie Ellen i Jenny zatrzęsie się w posadach, kobieta przez chwilę nie uwagi popełni niewybaczalny dla siebie błąd, a Jenny przerażona wyruszy samotnie wbrew własnej woli w nieznane miejsce. Jak poradzą sobie z zaistniałymi sytuacjami i co połączy ich losy?

Muszę przyznać, że miałam obawy zanim sięgnęłam po prozę Heather Gudenkauf, ale czytając opowiadanie „Drobne kłamstwa” przekonałam się, że moje obawy są bezpodstawne i już do właściwej powieści podeszłam z pewnością iż się nie zawiodę. Autorka  stworzyła historię niezwykle realną, dającą do myślenia, przepełnioną bólem. Snuje dwie opowieści z czasem je ze sobą splatając, każdą stroną skłania do analizy, do rozmyślania i własnego ocenienia wydarzeń i zachowania postaci przy czym nie narzuca czytelnikom swojego zdania. Ona tylko opisuje i pokazuje, że jesteśmy tylko ludźmi, że każdy może popełnić błąd i nie jest od razu złym człowiekiem, któremu nie warto dawać szansy. Udowodniła też jak wielką siłę ma miłość rodziny, wzajemne wsparcie i drobne gesty od innych osób. W powieści nie ma nagłych zwrotów wydarzeń, ale monotonia czy nuda, to ostatnie co mogłabym jej zarzucić, autorka zadbała o detale, o przekaz emocji, o rzeczywisty, a nie nierealistyczny, obraz sytuacji.

Już w prequelu miałam możliwość poznania Ellen i ujrzenia jej oddania rodzinie oraz pracy, co czasami jest trudne do pogodzenia. Kobieta zrobiła coś niewyobrażalnego dla niej i chociaż da się to wytłumaczyć i zrozumieć faktem będzie dla niej iż zawiodła istotę całkowicie zależną od niej. Próbuje się z tym pogodzić, trwać i nie pogubić, być silną dla dzieci. Polubiłam ją, współczułam jej z całego serca i nie potrafiłam oceniać. Bo ona jest taka realna, ludzka, jak ja czy ty, a przecież nie ma ideałów, podejmujemy złe działania, ponosimy ich konsekwencje, momentami ogromnie trudne do udźwignięcia. Drugą ważną postacią jest Jenny, pomimo tak młodego wieku wiele przeszła i straciła, a jednak nie straciła w sobie dziecka. Chociaż przyznaję, że smuciły mnie jej spostrzeżenia odnośnie świata, ludzi, jej brak zaufania i fakt, że musiała tyle przejść.

„Małe cuda” poruszyły najgłębsze zakamarki mojego serca i na bardzo długo pozostaną w mojej pamięci. Już dawno nie czytałam tak przejmującej i pełnej napięcia powieści z tego gatunku. Wsiąkłam w historie Ellen oraz Jenny, z zapartym tchem oraz niecierpliwością, pełna niepokoju czytałam strona po stronie. Zżyłam się z bohaterami i wraz z nimi przeżywałam wszystkie emocje, a trochę ich było.  Heather Gudenkauf sprawia, że nie można oderwać się od historii, nie daje szansy zapomnienia o niej, bo ona zapada w pamięć i nawet gdy trzeba przerwać i odłożyć czy też po zakończeniu w głowie ma się miliony myśli uczuć. Jestem pod wielkim wrażeniem tego jak powieściopisarka pisze, w jaki sposób przekazuje uczucia. Z pewnością sięgnę po inne jej publikacje.

Najnowszą powieść Heather Gudenkauf polecam tym, którzy zaczytują się w historiach dramatycznych, do bólu realnych i życiowych, skłaniających do przemyśleń. Zapewniam, że nie zawiedziecie się na tym tytule. Jestem też pewna iż „Małe cuda” okażą jedną z najlepszych premier tego roku.

„Nie mogę wymazać ich okropnych wspomnień. Nie mogę im pomóc znów zaufać światu, ale mogę dać im jedną rzecz – szansę na normalniejsze życie”.**

* Heather Gudenkauf, „Małe cuda”, s. 191
**Tamże., s. 239
Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Małe cuda
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 03 czerwca 2015
Liczba stron: 416

czwartek, 21 maja 2015

Konkurs: Opowiedz mi o swojej mamie/byciu mamą...

Hej, hej!

Wielkimi krokami zbliża się Dzień Matki, a co za tym idzie część z nas pewnie ma już kupione prezenty, druga połowa w panice szuka tego jednego, jedynego podarunku, a jeszcze inne rozmyślają czego tym razem mogą spodziewać się od swoich dzieci. Nasza mama (moja osobista adoptowała kiedyś Chiyome i Lenę) dostała w tym roku urodzinowo -matkowy - swoją karykaturę! :D - ale co to ja miałam? A tak, konkurs. Dzięki uprzejmości księgarni Empik mam do rozdania dla kochanych mam 3 egzemplarze "Lekcji miłości. Poruszających rozmów o rodzicielstwie" Magdaleny Łyczko. Zainteresowani?

Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".
2. Konkurs trwa od 21.05.2015 r. do 15.06.2015 r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
5. Sponsorem nagród jest  księgarnia Empik
6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić komentarz, który będzie zawierał Wasz adres mailowy, oraz odpowiedź na zadanie. W przypadku zdjęć, prac plastycznych odpowiedzi należy wysłać na maila konkursyb@o2.pl. 
7. Zadanie: Opowiedz mi o swojej mamie/byciu mamą...
8. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
9. Do zdobycia są książki, których fundatorem jest wymieniona wyżej księgarnia,  a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.
10. Zwycięzcami konkursu zostaną trzy osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.
11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl


Powodzenia!

środa, 20 maja 2015

Poplątana miłość



„- Na wszystko w życiu jest odpowiedni czas. Przyspieszenie tego na siłę może przynieść więcej szkody niż pożytku”.*

Kolejna polska autorka, której twórczość miałam w planach i w końcu zapoznałam się z jednym z jej tytułów. Czemu akurat padło na „Zaplątaną miłość”? Szczerze przyznam, że oczarowała mnie okładka i zaciekawił blurb, to wystarczyło abym pokusiła się o najnowszą książkę autorki. Jakie okazało się moje pierwsze zetknięcie z prozą Wilczyńskiej?

Tamara, specjalistka od PR-u przygotowuje kampanie wyborczą dla kandydata na wójta gminy Jagodno. Przez to ma jeszcze mniej czasu dla swojej szesnastoletniej córki Marysi, która ostatnimi czasy odsuwa się od niej i diametralnie zmienia. Miedzy nimi dochodzi do ciągłych nieporozumień i awantur. Ponadto podczas jednego ze spotkań przedwyborczych jeden z mieszkańców zarzuca jej zaniedbywanie swojej rodziny i wspomina o Marciszowem. Nic jej to nazwisko nie mówi, matka również zaprzecza jakoby był to ktoś z rodziny, jednak ta sprawa nie daje kobiecie spokoju i stara się rozwiązać tajemnicę. Próbuje również naprawić relacje z córką i pokładać kilka innych spraw, ale czy sprosta tylu zadaniom na raz i czy Marysia nie pogubi się za bardzo w życiu?

Zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po twórczości Karoliny Wilczyńskiej dlatego też do książki podeszłam bez większych oczekiwań, licząc tylko na dobrą lekturę. Szybko dotarło do mnie, że dostanę coś znacznie więcej. Autorka mile mnie zaskoczyła tym, że tak ciekawie, wręcz intrygująco, napisała o życiu przeciętnego człowieka. Na przykładzie głównej bohaterki oraz jej córki pokazała zmagania z pracą, trudności jakie może mieć samotnie wychowująca matka z dorastającą córką, jak doskwiera samotność i brak rozmów, fakt, że łatwo się pogubić próbując dopasować się do innych. Szczerze, bez słodzenia opisuje realia życia, malowniczo opisuje miejsca wydarzeń, ciekawie prowadzi dialogi, a co najważniejsze przekazuje emocje bohaterów. Książka tchnie swojskością i spokojem pomimo tego, że bardzo dużo się w niej dzieje.

Jestem pod wielkim wrażeniem kreacji bohaterów ponieważ dosłownie każdy wyróżnia się jakąś cechą, a ponieważ to nie koniec ich losów czuję, że jeszcze nie raz mogą zaskoczyć. Wszystkie postacie są pełnokrwiste i realne, z wadami i zaletami, popełniające błędy i uczące się na nich. Łatwo polubić Tamarę czy też Marysie gdyż zmagają się z tym co i my obecnie lub w czasach szkolnych. Ale tak naj najbardziej moje serce podbiła babcia Róża przypominająca mi mamę mojej mamy do której zawsze uwielbiałam jeździć, bo jak nikt inny zawsze wiedziała co powiedzieć, potrafiła odgonić troski i smutki, zupełnie jak ta starsza pani.

Karolina Wilczyńska utrzymuje mnie w przekonaniu, że warto sięgać po rodzimych pisarzy, którzy piszą równie dobrze jak zagraniczni. „Zaplątaną miłość” pochłonęłam w jeden dzień, nic nie było w stanie mnie od niej oderwać, z zainteresowaniem przewracałam kolejne strony i wraz z bohaterami przeżywałam kolejne przeżycia. Cieszyłam się z nimi i smuciłam, martwiłam i byłam pełna nadziei. Całą sobą chłonęłam emocje wypływające z wydarzeń, to może wydawać się niepojęte, ale pomimo faktu iż nie wylewałam przy niej potoków łez i czytałam ją niezwykle spokojnie powieść nie była nudna. Wręcz przeciwnie, okazała się idealna, mądra, realna i bardzo ciepła Zakończenie przyjęłam z oburzeniem, bo jak można zostawić czytelnika z tyloma niewiadomymi, jak można zakończyć książkę w takim momencie?! Co prawda niektóre wątki autorka pokończyła, ale pozostałe zostawiła otwarte, by pociągnąć je w kontynuacji, a przy tym i potrzymać czytelnika w niepewności. Polubiłam pióro autorki, jej styl pisania i z pewnością sięgnę po kontynuacje, której nie mogę się już doczekać.

„Zaplątana miłość” to niezwykle obiecujący początek serii poruszającej tematy znane nam z codzienności, z realnymi i rzeczywistymi bohaterami. Napisana ładnym plastycznym językiem, z wplecionymi trafnymi uwagami, urokliwymi opisami wiejskich okolic. Przypominająca o tym co tak naprawdę powinno być ważne i na pierwszym miejscu.

„Każdy popełnia błędy. A największe popełniamy z miłości”.**

* Karolina Wilczyńska, „Zaplątana miłość”, s. 17
**Tamże., s. 260
Autor: Karolina Wilczyńska
Tytuł: Zaplątana miłość
Wydawnictwo: Czwarta strona
Rok wydania: 20 maja 2015
Liczba stron: 338


Stacja Jagodno:
Zaplątana miłość | Marzenia szyte na miarę | Po nitce do szczęścia | Serce z bibuły

wtorek, 19 maja 2015

Dobra intencja?

„Przyzwyczaiłam się do otrzymywania telefonów w środku nocy (…) Z tych nocnych telefonów zwykle dowiaduję się o brutalnych domowych burdach, przez które należy zabrać dziecko z domu dla jego własnego bezpieczeństwa. Te nocne wypadki są do siebie przygnębiająco podobne i rzadko kiedy dobrze się kończą: ojciec w alkoholowym ciągu może oznaczać poturbowane żebra, złamane kości. Dzieci bez opieki z dostępem do zapalniczek równają się poparzeniom trzeciego stopnia. Kłótnia małżeńska może się zakończyć ranami postrzałowymi albo kłutymi. Za każdym razem dzieci są głęboko dotknięte dramatem, którego były świadkami, a wyrwanie ich z życia, które znają, bez względu na to, jakie było dysfunkcyjne i niszczące, zawsze wprowadza je w stan zagubienia.”

Prozę Heather Gudenkauf miałam w planach od dawna, mam nawet gdzieś na półce jej „Ciężar milczenia” ale wiadomo jak to jest, odkłada się książkę, a ona biedna czeka na swoją kolej. Kiedy przeczytałam o zbliżającej się premierze najnowszej książki autorki wiedziałam, że tym razem nie odłożę jej na później. Jednak przed „Małymi cudami” (premiera już 3 czerwca) ukazał się e-book będący tak jakby wprowadzeniem do książki głównej. Czy warto po niego sięgnąć?

Ellen Moore jest pracownikiem socjalnym w Wydziale Służb Społecznych w Cedar City w stanie Iowa. Od lat zajmuje się trudnymi przypadkami swoich podopiecznych próbując pomóc stworzyć ich rodzicom ciepły i bezpieczny dom. Pewnej nocy zostaje wezwana na miejsce zbrodni gdzie przy zwłokach kobiety znaleziono zszokowanego i przerażonego czterolatka. Sytuacja jest podobna do tej z początków kariery Ellen? Kto jest mordercą i czy obie sprawy mają ze sobą coś wspólnego?

Heather Gudenkauf znakomicie radzi sobie z krótką formą wypowiedzi. Opowiadanie jest przemyślane i doszlifowane, pomimo małej ilości stron fabuła posiada początek, środek i zakończenie. Wątek jest prowadzony szybko, ale został należycie opisany i zawiera w sobie dobrze przedstawione śledztwo i pracę opiekuna socjalnego.  W historii nie zabrakło też zagadek, które trzeba rozwikłać razem z bohaterami, a w brew pozorom nie jest to takie proste i wszystko wyjaśnia się dopiero na samym końcu. Ponad to autorka w Drobnych kłamstwach” pokazuje jak dobre intencje mogą zmusić człowieka do niekoniecznie dobrych czynów których nie da się już naprawić, a ich konsekwencje będą bardzo poważne.

Jak na tak małą objętość Gudenkauf wykreowała postacie bardzo plastycznie, wyróżniają się pod względem zachowań czy też sposobu bycia. Na główny plan wysuwa się oczywiście postać Ellen, od razu widać, że kocha swoją rodzinę i poświęca jej każdą wolną chwilę. Z równym poświęceniem oddaje się pracy nie należącej do tych przyjemnych i łatwych, ale wie, że dzięki temu pomaga krzywdzonym i zaniedbanym dzieciom. Postać kobiety jest sympatyczna i nie sposób jej nie polubić.

„Drobne kłamstwa” przeczytałam w mgnieniu oka i z ogromną ciekawością. Wczułam się w bieg wydarzeń i z zapartym tchem śledziłam kolejne poczynania próbując rozgryźć kim jest morderca i co nim kierowało. Ogromnym plusem dla mnie jest, że naprawdę trudno rozgryźć kto jest winny. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego jak Gudenkauf na zaledwie osiemdziesięciu stronach przedstawiła historię która wciąga i trzyma w napięciu do samego końca.

Myślę, że warto przeczytać „Drobne kłamstwa” przed sięgnięciem po „Małe cuda”, jest to bowiem nowelka pokazująca czego można się spodziewać po głównej powieści, ale przede wszystkim to historia sama w sobie godna poznania, z ciekawą fabułą i dobrze wykreowanymi postaciami.

E-booka za darmo można pobrać na stronie Virtualo!

* Heather Gudenkauf, „Drobne kłamstwa” , s. 7-8
Autor: Heather Gudenkauf
Tytuł: Drobne kłamstwa
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 13 maja 2015
Liczba stron: 82
Format: E-book

poniedziałek, 18 maja 2015

Żyjąc wśród tajemnic



„Wszyscy noszą maski. W różnych kształtach i rozmiarach. Jedyny problem z nakładaniem masek polega na tym, że tak dobrze się w nich czujemy. Jakże szybko uświadamiamy sobie, że nie musimy być tym, kim naprawdę jesteśmy. Jak łatwo przekonać samych siebie, że musimy ukryć to, jacy się urodziliśmy. To straszne, że lęk nie pozwala nam wypełnić naszego przeznaczenia. To piekło, gdy osoba, którą mieliśmy być, zostaje zastąpiona przez jakiegoś taniego oszusta”.*

Po przeczytaniu „Utraty” niecierpliwie oczekiwałam kolejnej  części, byłam ciekawa historii Gabe’a, tego co jego spotkało w przeszłości i z czym musi się zmagać w chwili obecnej. Po pierwszym tomie miałam pewne oczekiwania i liczyłam, że Rachel Van Dyken im sprosta. Czy autorka sprostała moim wymaganiom?

Saylor ma jeden cel – skończyć studia muzyczne i znaleźć prace, by pomóc mamie i młodszemu bratu. Jej życie jest wypełnione nauką i ćwiczeniami gry na pianinie. Ten spokój trwa do czasu aż w jej życie wkroczy Gabe, gniewny, z mrokiem w oczach chłopak, z którym się kłuci albo całuje. Po pierwszym spotkaniu ich drogi krzyżują się coraz częściej, ale Gabe ma tajemnice, których nie może wyjawić, ale przeszłość nie daje o sobie zapomnieć i zaciska się na nim jak imadło. Co zrobi chłopak w chwili podejmowania decyzji? Ucieknie czy stawi czoło nieuniknionemu? Kim tak naprawdę jest Gabe i jakie są jego tajemnice?

Po tym jak mocno przeżywałam „Utratę” byłam przygotowana na co najmniej taki sam ładunek emocjonalny jak poprzednim razem i chociaż książka jest naprawdę bardzo dobra, czegoś mi w niej zabrakło, czegoś co by sprawiło, że „Toxic” mogłabym stawiać na równi z pierwszym tomem. Niemniej zauważyć muszę iż Rachel Van Dyken postarała się i tym razem, historia przez nią stworzona jest przemyślana i dopracowana, bywały momenty gdy jakieś wydarzenia wydawały się odrobinę nierzeczywiste, ale nie przeszkadzały za bardzo i nie odbiera przyjemności czytania. Podobało mi się, że po raz kolejny autorka poruszając temat choroby stara się by informacje zawarte w tekście były prawdziwe i zrozumiałe dla czytelnika. Ponadto opisuje temat ucieczki przed przeszłością, samym sobą i czynami, których nie da się cofnąć. Trafnie obserwuje, że często zakładamy maski i gramy kogoś kim nie jesteśmy – bo tak jest łatwiej i wydaje się, że lepiej i z czasem się do nich przyzwyczajamy, spychając prawdziwych siebie gdzieś w głąb.

Mam mały problem z ocenieniem bohaterów, z jednej strony są oni dopracowani, wyróżniają się na tle innych, zapadają w pamięć i widać, że popełniają błędy, wybierają złe drogi przy czym uczą się na tym życia, przyjaźni, zaufania i miłości. Z drugiej jednak czasem poniektórzy byli za bardzo wyidealizowani przez co odrobinę irytujący. Z radością poczytałam znowu o Kiersten i Westonie, ale to Gabe i Saylor grali pierwsze skrzypce. On był przez pewien czas prawdziwą zagadką, tyle ról, tyle masek, a gdzie jest prawdziwy on? Zaimponował mi swoim poświęceniem, ale z drugiej strony nie zliczę ile razy wyobrażałam sobie jak bije go po głowie czymś naprawdę ciężkim.

Mam mieszane odczucia i wiem, że chociaż to zupełnie inna historia inne postacie główne oceniam ją przez pryzmat „Utraty”, co trochę ujmuje jej w moich oczach, ponieważ odrobinę brakuje jej do tomu pierwszego. Ale! Faktem jest, że opowieść wciąga, intryguje i wywołuje emocje. „Toxic” czyta się szybko, a przy tym odczuwa emocje bohaterów, kibicuje im i z zainteresowaniem śledzi bieg wydarzeń. Van Dyken w dalszym ciągu potrafi przykuć uwagę, wzruszyć, rozśmieszyć czy też wzbudzić złość na niesprawiedliwość losu. Z pewnością sięgnę po inne jej powieści.

Drugi tom Zatraconych zdecydowanie należy do innych postaci, ale z pewnością spodoba się fanom „Utraty”, pióra Rachel Van Dyken czy też gatunku New Adlut. To książka pełna rozpaczy i bólu, ale zarazem niosąca iskierkę nadziei. Posiada też w sobie pewien ważny przekaz. Pomimo kilku niedociągnięć  „Toxic” jest tytułem godnym polecenia, ponieważ wzbudza emocje, nie jest przekoloryzowana, bohaterowie trzymają poziom, a to najważniejsze.

„Życie ma dwa etapy. Narodziny i śmierć. Nic więcej. Co w takim razie dzieje się między nimi? Cóż, to zależy wyłącznie od nas samych, prawda?”.**

* Rachel Van Dyken, „Utrata”, s. 129
**Tamże., s. 17
Autor: Rachel Van Dyken
Tytuł: Toxic
Wydawnictwo: Feeria
Rok wydania: 03 czerwca 2015
Liczba stron: 344

Zatraceni:
Utrata | Toxic | Fearless | Shame