wtorek, 18 listopada 2014

Małe wprowadzenie



„Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi”.*

Chyba w każdym domu co jakiś czas po pomieszczeniach roznoszą się słodkie zapachy przeróżnych wypieków. Ciasta, ciasteczka, desery są nieodłącznym elementem rodzinnych spotkań, imprez czy nawet babskich  pogaduch  lub bywają lekiem na dołujące dni. Niektórzy niestety piec nie potrafią, ale są tacy, dla których nowy przepis to wyzwanie, a każdy wypiek – radość.

„Kawiarenka pod Różą” to przede wszystkim zbiór przepisów na różne słodkości, tańsze, droższe, prostsze lub trudniejsze w wykonaniu. Znajdują się tu również cztery rozdziały będące tak jakby wprowadzeniem do książki „Amelia” (premiera przewidziana na 2015 rok). Amelia po tym jak utraciła pamięć nie wie kim jest, czy ma rodzinę, czy ktoś na nią czeka, jaka była. Przy sobie znalazła tylko adres w Zabajce i trochę gotówki na start. Czemu ktoś jej pomaga, jak poradzi sobie z amnezją i czy uda jej się odnaleźć w zupełnie obcym miejscu?

Po książki Katarzyny Michalak do pewnego momentu sięgałam zawsze z pewnością, że się nie zawiodę, od niedawna ta pewność jest trochę mniejsza, ale i tak daję jej szansę, bo każdy może mieć przecież gorszy czas.. Niby wiedziałam czego mogę się spodziewać po tym tytule, ale jednak czuję się odrobinę nim rozczarowana.

Nie do końca wiem jak mam podejść do tej książki, bo jeśli chodzi o wydanie, to przyznaję, że bardzo mi się podoba. Przepiękna okładka, która przyciąga wzrok, miły w dotyku i dla oka papier, dość duży druk, rozdziały są na przemian z przepisami,  ozdobione miejscami małymi rysunkami, podzielonymi na kategorie. Pod  względem estetycznym jest naprawdę bardzo dobrze. Brakowało mi jednak zdjęć tych pyszności, które z pewnością  urozmaiciłyby publikacje. Sama historia Amelii ciekawi od pierwszej chwili, Michalak potrafi wzbudzić zainteresowanie i potęgować emocje. Intrygują mnie dalsze losy postaci i jakie wydarzenia zostaną opisane.  Szkoda tylko, że tutaj więcej było samych przepisów niż opowieści o głównej bohaterce.

Wiem, że to tylko przedsmak tego co czeka czytelnika w „Amelii”, ale dla mnie to trochę takie naciąganie, by wydać kolejną książkę, dobrze napisaną, ale jednak. Zapewne autorka i tak wróci do tego, co napisała w „Kawiarence pod Różą”, chociażby dla przypomnienia. Przepisy są fajne, ale pomimo wszystko nie do każdego może ten tytuł trafić. Przeczytałam książkę w niecałą godzinkę, nie nudziłam się, a nawet wczułam w opowieść. Myślę, że nowa seria będzie trochę podobna do Serii z kokardką, co mam nadzieję, że wyjdzie Michalak, bo lubiłam ją pomimo kilku niedociągnięć. W tych rozdziałach czuć też starą Kejt Em, z jej dokładnością, optymizmem i tą umiejętnością przedstawiania uczuć. Nie jestem zachwycona, ale nie żałuję czasu na „Kawiarenkę” poświęconego – było dobrze.

Fanom  twórczości Kasi Michalak oraz wielbicielom pieczenia i robienia słodkich pyszności z pewnością „Kawiarenki  pod Różą” polecać nie trzeba, bo zapewne sięgną chociażby z czystej ciekawości. Osobiście ani nie polecam,  ani nie odradzam,, bo fajnie poznać przedsmak tego co czeka nas w kolejnej powieści, ale czy jest to konieczne?

*Winston Groom, „Forrest Gump”
Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Kawiarenka pod Różą
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 24 września 2014
Liczba stron: 303

piątek, 14 listopada 2014

Świąteczne życzenie




„Człowiek tak sobie żyje z dnia na dzień, martwi się większymi problemami, wyolbrzymia mniejsze i nigdy się nie spodziewa, że może nadejść prawdziwe nieszczęście*. *

Każdy z nas marzy o idealnym życiu, pracy, rodzinie, by nie było problemów. Nie wszyscy jednak potrafią docenić, to co mają i zauważyć, że chociaż nie jest, jak w wyobraźni,  to może być równie wspaniale, nawet z niedoskonałościami. Wielu nie chce przyznać przed sobą, że wina nie leży tylko po jednej stronie, a po obu i jeśli się nie stara, nie pielęgnuje wszystko wali się jak domek z kart…

Mogłoby się wydawać, że Marta jest szczęśliwą kobietą. Ma dobrze płatną pracę, męża, dwójkę dzieci – starszego Łukasza i młodszą Julkę – wynajmują mieszkanie i zbierają na własny dom. Niestety pod płaszczem pozorów kryje się gorzka prawda. Kobieta jest nieszczęśliwa w małżeństwie, zmęczona obojętnością męża, brakiem rozmów z nim, tym, że się od siebie oddalili. Wiecznie złym nastawieniem teściowej wobec niej, wytykaniem, że wszystko robi źle i jawną niechęcią. Powoli z dnia na dzień w Marcie rodzi się bunt przeciwko takiemu życiu i postanawia coś w końcu zrobić, w dzień przed wigilią wypowiada życzenie… Tymczasem Kaja, młoda dziewczyna, żyjąca z dnia na dzień, nie przejmująca się problemami, popada w coraz większe długi. Każdy związek jest dla niej szansą na przypływ gotówki, a nie nową miłość. Zbliżające się święta mą być dla niej najpiękniejsze, ale okazują się przełomowe… Obie kobiety otrzymują podarunek od losu, tylko czy wykorzystają daną im szansę?

Są książki, na które czekam z utęsknieniem i w momencie gdy do mnie dotrą łapie je zachłannie i po odprawieniu swoich rytuałów czytam, czytam i czytam. Są też autorzy, do których mam tak wielkie zaufanie, że każdy kolejny tytuł biorę w ciemno, nie czekam na opinie, nie muszę też czytać blurbu, po prostu wiem, że się nie zawiodę. Jedną z takich autorek jest właśnie Krystyna Mirek, po raz kolejny utwierdziła mnie bowiem w  przekonaniu, że wszystko co wyjdzie spod jej „pióra” jest… rewelacyjne.

„Ciągłe starania to tak naprawdę tajemnica udanych małżeństw”. **

W twórczości tej polskiej powieściopisarki cenię jej umiejętność obserwacji świata i ludzi. Bardzo skutecznie ukazuje, że nic nie jest tylko czarne czy białe, istnieją różne kolory i czasem potrzeba silnej woli by docenić to, co się posiada i zauważyć,  że nawet gdy nie jest idealnie może być wspaniale. Na przykładzie bohaterek pokazuje iż życie nie jest łatwe, czasem daje niezłego kopa i wymaga wzmożonego wysiłku, podjęcia walki i nieodkładania problemów na jutro, bo tylko rosną i robią się coraz większe. Porusza również temat związku, jeśli się o niego nie dba, nie rozmawia z partnerem, nie stara się by spędzać ze sobą czas coś się psuje. To, co było miłością może okazać się ulotnym wspomnieniem zakrytym ciszą i gromadzonymi pretensjami. Kolejnym atutem Mirek jest to, że nie ocenia, a jedynie opisuje i pozostawia pole do rozmyślania, co jeszcze jest istotne to iż jej książki są bardzo realne i życiowe. Niczego nie ma za dużo, ani za mało, wszystko jest w idealnych proporcjach i rzeczywiste, ale dodaje przy tym trochę kolorów, nadziei i wiary.
 
W niebywale lekkiej formie, trafiającej jednak do odbiorcy, przelewa na papier uczucia i to co zaobserwuje. Nie pisze o niczym nowym, tylko o tym, co może spotkać każdego człowieka, ale robi tak dobrze i interesująco iż nawet przez chwilę nie czuje się znużenia i schematyczności – bardzo uciążliwej w wielu powieściach. Historia jest przemyślana i dopracowana, całość układa się w spójną i logiczną opowieść. Akcja nie pędzi, ale na nudę w trakcie czytania narzekać się nie będzie, bo dzieje się i to dużo.

O postaciach, szczególnie Marcie i Kai, mogłabym się rozpisać, ale obawiam się, że przy tym zdradziłabym poniekąd zbyt dużo z fabuły. Ogólnie mogę jednak napisać, że są to kobiety całkowicie  odmienne, ale obie w tym samym momencie zaczynają zmieniać swoje życie, co prawda z  różnym skutkiem, potknięciami i niepewnością co dalej, ale zawsze do przodu. W trakcie śledzenia fabuły nie dało się nie zaobserwować zmian jakie w nich zaszły i jak to wpłynęło na nie same, rodzinie i otoczenie. Bohaterowie są pełnokrwiści, wyraziści i tacy prawdziwi. Każdy z nich miał do odegrania swoją rolę i całość wydarzeń ich postępowań i zachowań idealnie się łączyła.

Za co uwielbiam książki Krystyny Mirek? Za to, że za każdym razem sprawia iż zatracam się w nich bez opamiętania, za jej spostrzegawczość, zmysł obserwacji, umiejętność przekazywania emocji i prawd życiowych krótkimi prostymi zdaniami. Jeszcze za pisanie o czymś realnym, bez ubarwiania, ale dając przy tym mały promyk nadziei. Za niepowtarzalny klimat w każdej powieści. I za więzi łączące bohaterów oraz wplatanie zabawnych sytuacji gdy atmosfera robiła się zbyt ciężka i za to, że potrafi mimowolnie wywołać uśmiech na mojej twarzy, gdy się zupełnie  tego nie spodziewam i wyciska łzy… Wszystko to i zapewne jeszcze parę innych rzeczy znajduje się w „Podarunku”, powieści utrzymanej w duchu świąt, ale nie przesłodzonej. Da się wyczuć magie świąt, ciepło z niej płynące, ale to losy bohaterów najbardziej intrygują i po prostu nie można przejść obok nich obojętnie tylko się im kibicuje i trzyma kciuki za to by się ułożyło. Książka niesamowita, rewelacyjna i chyba jak dotąd najlepsza w dorobku autorki. Tak jak dotąd polecałam wszystkim „Pojedynek uczuć”, tak teraz jako pierwszy będę podsuwać ten tytuł.

„Podarunek” to książka idealna nie tylko w okresie świątecznym, ale i na cały rok. Przyznam jednak, że teraz, gdy budzi się w nas duch Bożego Narodzenia może być inaczej odebrana. Zawiera w sobie wszystko co powinna zawierać dobra powieść, emocje, ciekawą fabułę, akcję, opisy oraz bardzo ważny przekaz. Polecam, z całego serca i z pełną odpowiedzialnością. A pani Krystynie życzę weny na kolejne takie perełki i dziękuję za to co dostarczyła mi ta publikacja…

„Szczęście jest nadpobudliwe. Dziś jest tu, jutro gdzie indziej. Przysiądzie w jakimś miejscu, potem leci dalej. Trzeba je łapać na każdym kroku, łowić najmniejsze okruszki w każdej chwili życia. Żeby potem nie żałować. Kto raz się nauczy, jak szukać powodów do radości, potem widzi je wszędzie”.***

*Krystyna Mirek, „Podarunek”, s. 60
**Tamże., s. 182
***Tamże., s. 354
Autor: Krystyna Mirek
Tytuł: Podarunek
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 5 listopada 2014
Liczba stron: 380

Wyzwania: Book lovers

środa, 12 listopada 2014

Liebster Blog Award (po raz któryś tam ;))


 Kolejna nominacja, która musiała swoje odczekać. ;) Za zaproszenie do zabawy dziękuję Liss Carrie!

1. Wyobraź sobie sytuacje: Idziesz do księgarni z zamiarem zakupu książki, na którą od bardzo dawna polujesz, wchodzisz do księgarni i oto jest, widzisz ją, tą jedyną, stoi sama na półce, ostatni egzemplarz, nie możesz uwierzyć w swoje szczęście, idziesz rozpromieniona/y w stronę regału i naglę ktoś kieruje się w tą samą stronę co ty, wyciąga ręce po książkę po którą przyszłaś/eś, co robisz? Biegniesz jak szalona/y, odpuszczasz czy postępujesz jak maniaczka/maniak i bijesz się z tym kimś, jak to bywa na filmach o ostatni egzemplarz?

Siedzę i myślę co by odpisać na te arcy trudne pytanie. No bo skoro to ta upragniona, to przecież jasne, że zrobię wszystko, WSZYSTKO (no dobra, jakieś granice mam), co trzeba, by ją mieć. I może bym się z tym kimś ścigała (ciekawie by mogło to wyglądać) albo wdałabym się w dyskusję, że muszę ją mieć. Ale jak maniaczka nie będę postępować... Chyba...   
  2. Czy okładka książki ma w jakimś stopniu wpływ na to czy przeczytasz daną historie?

Jestem wzrokowcem, nic na to nie poradzę, ale okładki mają dla mnie duże znaczenie i często, to właśnie one mnie kuszą, by przeczytać blurb, poszukać o niej więcej informacji.
  3. Częściej kupujesz czy wypożyczasz książki z biblioteki?

 Kupuję. Po pierwsze, bo lubię mieć w domu książki, które bardzo mi się podobały. Mam wtedy możliwość powracania do nich kiedy tylko mi się marzy. Po drugie, moja biblioteka jest kiepsko zaopatrzona, niestety.
  4. Książki swoich ulubionych autorów kupujesz w ciemno czy czekasz na recenzje?

W ciemno, no chyba, że kilka z rzędu mnie rozczaruje. Wtedy robię się ostrożniejsza i czekam na opinie.
  5. Grasz lub chciałabyś/chciałbyś grać na jakim instrumencie?

Nie, nie mam talentu muzycznego, nie widzę potrzeby gnębienia otoczenia moim fałszowaniem. ;)
 
6. Lubisz oglądać seriale? Jeżeli tak, to jakie?
No ba! Jest ktoś kto nie lubi? ;) A jakie? Ojej, dużo tego... Piękna i Bestia, Pamiętniki wampirów, Czysta krew, Słodkie kłamstwa, Nie z tego świata i mam kilkanaście w planie. :D

7. Gdybyś mogła/mógł wybrać dowolny zawód jaki by to był?

Bibliotekarka ^^

8. Jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

O kurcze, jedna? Trudny wybór. Niech będzie, że "Ania z Zielonego Wzgórza" ;) Bo to jednak z nią mam najwięcej wspomnień.

9. Herbata, kawa czy kakao?

Kawy nie cierpię, więc to automatycznie odpada, ale herbatkę mogłabym pić hektolitrami. Zwłaszcza zimą: ciepła herbata, kocyk i dobra książka stanowią zestaw idealny na długie zimowe wieczory. ;)

10. Często narzekasz na brak czasu?
Zdecydowanie doba powinna trwać dłużej. Przecież do przeczytania jest tyle książek, do obejrzenia tyle filmów i seriali! 

11. Jaka wartość w życiu jest dla Ciebie najważniejsza?
Zaufanie, bo bez tego nie byłoby ani przyjaźni, ani miłości...
Do zabawy nikogo nominować nie będę, jednak tych, którzy chcieliby wziąć w niej udział zapraszam do odpowiedzenia na pytania powyżej. Są na prawdę ciekawe.

wtorek, 11 listopada 2014

Pogodzić się z przeszłością





„Po cierpieniach rany nie goją się tak nagle. To wymaga czasu”.*

Wspomnienia z dzieciństwa są czymś pięknym, beztroska zabawa, poczucie bezpieczeństwa i miłości. Niestety nie każdemu dziecku jest dane przeżyć ten okres w sposób beztroski, bo los doświadcza ich czymś niewyobrażalnie okropnym, kładącym się cieniem na całe dalsze życie.

Anna, kiedy była jeszcze młodą kobietą, emigrowała do Kanady. Zostawiła dobrze płatną pracę dziennikarki, rodziców oraz rodzeństwo. Przekonywała siebie samą i wszystkich innych, że ten wyjazd, to szansa na lepsze życie. Los jednak nie jest dla niej łaskawy, jako sprzątaczka ledwo wiąże koniec z końcem, a to przed czym, tak naprawdę uciekała ciągnie się za nią jak cień i nie pozwala normalnie funkcjonować. Kiedy traci kolejną posadę jej przyjaciółka załatwia Annie pracę u niepełnosprawnego Paula. Znajomość z tym mężczyzną i to co się między nimi rodzi daje kobiecie siłę, by rozliczyć się z przeszłością.

Debiut Beaty Gołębiewskiej trafił do mnie dopiero kilka miesięcy po wydaniu, ale od początku wzbudzał moją ciekawość tym co w sobie zawiera. Lubię czytać twórczość początkujących autorów, bo nigdy nie wiadomo czego można się po niej spodziewać i zawsze istnieje szansa iż pisarz zaskoczy czymś zupełnie nowym. Co znalazłam wewnątrz „Żółtej sukienki”?

Z całą pewnością tego tytułu nie można nazwać książką, raczej dłuższym opowiadaniem lub nowelką. Za tym ostatnim przemawia brak szczegółowych opisów przyrody, bogatszej charakterystyki bohaterów i skupienie się na jednym głównym motywie historii. O dziwo, to co zawsze mi przeszkadza, tym razem nie miało większego znaczenie, bo tutaj chodziło o przekaz emocji. Pokazanie jak bardzo traumatyczne wydarzenia mogą zmienić człowieka, wpłynąć na dalsze życie i gnębić gdy nie robi się nic, by uporać się z tym, co się wydarzyło. Beata Gołębiewska z wielkim wyczuciem opisuje emocje towarzyszące głównej bohaterce, wczuła się w jej postać, bo po części pisanie było dla niej formą terapii, tragedia opisana w „Żółtej sukience” dotknęła bezpośrednio jej i po części są to prawdziwe wspomnienia autorki. Dzięki temu utwór jest bardzo realny i trafiający do czytelnika.

Postać Anny jest początkowo dość specyficzna. Wyzywający makijaż, styl ubierania zupełnie do niej nie pasujący. Samotna matka, żyjąca skromnie stroniąca od rozmów o przeszłości, niezwykle inteligentna i oczytana, nie starająca się jednak o lepsze życie dla siebie. Kochająca swoje dziecko i dbająca, by niczego Julii nie brakowało, by czuła się bezpieczna i otoczona miłością. Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć skąd u niej takie zachowania. Powoli ukazuje się obraz kobiety skrzywdzonej w dzieciństwie, która pomimo traumy stara się żyć najlepiej jak potrafi, tym bardziej, ze ze wspomnieniami musiała radzić sobie sama.

Ponieważ Żółta sukienka” nie jest w całości fikcją literacką nie zamierzam jej oceniać. Przeczytałam ją szybko i co prawda z mieszanymi uczuciami, chociaż tu bardziej rozchodzi się o formę przekazu, a niżeli o zawartość emocjonalną. Gołębiewska zawarła w tej historii mnóstwo emocji, niezbyt miłych i przyjemnych, ale jest w niej nadzieja na to, że może być  lepiej. Dobrze napisana, przemyślana i dopracowana. Warta polecenia, bo pomimo niewielu stron zawiera w sobie ważny przekaż i cały wachlarz emocji.



*Beata Gołębiewska, „Żółta sukienka”, s.89
Autor: Beata Gołębiewska
Tytuł: Żółta sukienka
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 09 grudnia 2013
Liczba stron: 164



Wyzwania: Book lovers

poniedziałek, 10 listopada 2014

Fragment: Splątany warkocz Bereniki - Anna Gruszka


W sobotę prezentowałam zapowiedź "Splątanego warkocza Bereniki", a dziś dla zachęty podsyłam jeszcze fragment powieści, która może przerażać swoją objętością, ale i kusić tym co w sobie zawiera!

Zza drzwi dochodził do niej jego podniesiony głos, chyba z kimś rozmawiał, pewnie w sprawie pracy. Jego głos był mocny, dźwięczny i zdecydowany. Wydawało jej się, że słyszy podniesione „nie, nie, nie”. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie chciała go podsłuchiwać. Wróciła do lawendy rozkwitającej na łóżku i uświadomiła sobie, że prawdopodobnie szykuje to miejsce dla jakiejś panienki, którą on pewnie bardzo szybko przyprowadzi, żeby pokazać  nowe mieszkanie.

Z zamyślenia wyrwał ją huk tłuczonego o ścianę szkła, za chwilę jeszcze jeden i jego przekleństwo.
– Kurwa, kurwa!…
Wpadła przerażona do salonu. Stał koło stołu, a w ręce trzymał kolejną szklankę. Zdążyła mu ją wyrwać, zanim ta podzieliła los swoich dwóch poprzedniczek.
– Co się stało? Piotr! Co się stało? – była przerażona, przez głowę przelatywały jej najgorsze myśli, których nawet nie dało się wyartykułować. – Piotr, co się stało?!
Był blady, wkurwiony i zdezorientowany. Jego wzrok biegał po pokoju i nie mógł zatrzymać się na żadnym przedmiocie.
– Piotr! – Cały czas trzymała go za uniesioną dłoń, w drugiej trzymając ocalałą szklankę. – Słyszysz?
– Nic, nic – pokręcił głową – nic się nie stało, nic się, kurwa, nie stało!
Przestraszyła się jeszcze bardziej, bo nigdy go nie widziała w takim stanie. Poczuła paniczny lęk w brzuchu i zachciało jej się wymiotować ze strachu.
– Powiedz, co się stało – prosiła łamiącym się głosem. – Proszę, Piotruś… 
Trzymana przez nią jego ręka zaczęła powoli wiotczeć, więc ją puściła. Podszedł do lodówki i nalał sobie wodę, wypił powoli, a później z całej siły rzucił szklanką o ścianę.
Ze zdziwieniem zauważyła, że w tym miejscu pozostał tylko niewielki ślad po śmierciach szklanek. Następnie, tak jak w filmach na zwolnionych zdjęciach, przypomniała sobie jedną z imprez w akademiku, kiedy upojeni alkoholem, zbierali wszystkie puste butelki z piętra i zabawiali się, tłukąc je o kaloryfer w pokoju kumpla. Oczywiście gdy wytrzeźwieli, mieli niezłego kaca fizycznego i moralnego. Na całym piętrze nie było całej szklanki i dosyć długo sprzątali. To był jej jeden z bardzo nielicznych chuligańskich wybryków, ale piętno wandala na lata wgryzło się w jej dziwnie pokręconą moralność.
Chyba była w lekkim szoku po jego zachowaniu, bo nie potrafiła się skoncentrować na nim ani na jego wściekłości. Siedział na kanapie i łapczywie palił papierosa. Usiadła naprzeciw niego, poszukała swoje fajki i zapaliła. Powoli też się uspakajała i czekała.
– Powiedz – poprosiła przez łzy.
Zaciągnął się dymem, zgasił papierosa i zapalił nowego.
– Kojarzysz Roberta ode mnie z pracy? – Kiwnęła głową – Miał bardzo poważny wypadek, nie wiadomo co z nim będzie. Szef właśnie dzwonił. To stało się trzy godziny temu, operują go. Ma jakieś poważne obrażenia wewnętrzne i chyba złamany kręgosłup. I kiepskie notowania, kurwa, taki chłop… – Głos mu lekko drżał.
Mogłaby go teraz przytulić, ale to nie wpisywało się w klimat ich związku. Raczej nie pozwoliłby jej na to.
– Ale to jeszcze nic! Mamy zobowiązania finansowe i projektowe. Robi za 6 tygodni miał wyjechać, ale tak się stało, więc nie pojedzie. Najważniejsze, żeby przeżył. Następny w kolejce jest Zbychu, ale jego żona za dwa miesiące ma urodzić bliźniaki, więc on nie da się ruszyć, powiedział, że raczej odejdzie z firmy niż wyjedzie. I tu jest najlepsze, słuchaj! – Zaśmiał się gorzko. – Wiesz kto pojedzie? – Już wiedziała. – Ja! Kurwa! Ja! Bo jestem jedyny na tyle zorientowany w projekcie, że dam radę. Ja, kurwa, bo jestem cały i zdrowy. Ja, kurwa, bo nie mam żony i dzieci w drodze. Ja, samotny, pieprzony, zdrowy kawaler.  Kawaler, który właśnie miał spędzić pierwszą noc w swoim nowym mieszkaniu. Kurwa…
Zapadło milczenie. Próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła zebrać myśli. Powinna pocieszyć, zapytać, ale miała totalną pustkę w głowie.
– Australia…  na półtora roku – wyjęczał.
 – O kurwa – powiedziała bezgłośne.
Tak właśnie na zwolnionym filmie rozpada się czyjś świat. Powolutku, metodycznie odpadały jego kawałki i docierała bolesna prawda o jej zasranym życiu. A raczej o symulacji jej życia. Bo nie chodziło tutaj bynajmniej o niego, ale o nią. O nią bez niego. Bez faceta, który był dla niej całym światem. Prawda, uciekała od niego przez ostatnie dziewięć lat, czyli przez całe dorosłe życie. Dwa razy na poważnie – do Stanów i teraz do Anglii. Ale będąc tam, wiedziała, że on tu jest i czeka na nią. Dopóki ona go zostawiała –  było dobrze, znaczy nie było dobrze, nie było fair. Ale była to jej zdroworozsądkowa decyzja. A teraz ktoś go do tego zmusza. Gdyby zrobił to sam, zrozumiałaby, że musi od niej odpocząć. Ale to ktoś zabiera go od niej. Ich relacje i tak były wyjątkowo popieprzone, nikt nie musiał tego dodatkowo komplikować. Stanęły jej przed oczami kolejne samotne święta, urodziny, beznadziejne urlopy i denne imprezy. Bez niego. Fakt, jest podłą egoistką, myśli tylko o sobie. Odważyła się spojrzeć mu w oczy. Pierwszy raz nie było tam nic. Pustka. Niemyślenie. Zazwyczaj była tam ironia i dowcip, odrobina pożądania i dużo miłości. A teraz nic.
Nie myślał. Czuł się tak, jakby wywaliło mu bezpieczniki, jakby nie miał władzy nad sobą i własnym życiem. „Kurwa. Pozbieraj się, chłopie, dasz radę”.  Miał 29 lat i nadzieję, że „zakotwiczył”. A tu co? Dupa! I znów będzie się musiał pakować i rezygnować ze swoich planów, a trochę ich było. Nie miał ochoty jechać na drugi koniec świata i organizować sobie życie od nowa. Popatrzył na nią. Siedziała ze łzami w oczach i Bóg jeden raczył wiedzieć, o czym teraz myślała. Nie był znawcą kobiecej psychiki,  ale ją znał i widział, że była zrozpaczona. Wyglądała jak mała, opuszczona dziewczynka, która nie wie, co ją czeka.  I która bardzo się boi. Chciałby wstać i ją przytulić, ale to nie wchodziło w zakres jego obowiązków.
– Posłuchaj – powiedział łagodnie, ale ona chyba nie mogła go słyszeć. – Posłuchaj… To tylko półtora roku i wrócę, oczywiście może się przedłużyć. Przy takich projektach 2 lub 3 miesiące obsuwy to norma. Jeżeli nie pojadę, stracimy kontrakt, zapłacimy takie odszkodowanie, że firma padnie. Szef pójdzie z torbami, Zbyszek z żoną i bliźniakami na bruk, Robi ze swym zdrowiem… Ja stracę pracę i mieszkanie. – Kiwała głową, że rozumie, ale docierały do niej tylko wyrazy bez ich znaczenia. – A poza tym płacą fantastycznie, to są pieniądze na jakie tutaj musiałbym pracować 6 może 7 lat. Zdobędę doświadczenie, kontakty, wrócę z lepszą pozycją.
 Sam akurat w to nie wierzył, bo argument finansowy nie był najważniejszy.
– Szkoda mi tego mieszkania. – Rozejrzał się po pokoju, zawiesił wzrok na magicznym żyrandolu. – Może przeprowadziłabyś się tutaj? Nie chcę go wynajmować obcym ludziom, a zostawiać puste… – Nie odezwała się. – Mogłabyś je wykończyć, tamte pokoje. – Machnął  ręką w tamtą stronę.
Myślał o wszystkim, albo starał się nie myśleć o najważniejszym. Milczała. Spojrzała na zegarek – dochodziła 21. Musiała się zbierać, ale nie miała siły. Pod szczytową ścianą leżała kupka szkła, reszta rozprysnęła się po pokoju. Wstała jak na automatycznym pilocie, odszukała zmiotkę i śmietniczkę.  Ostrożnie stanęła pomiędzy okruchami szkła i zaczęła je zamiatać. Banalne porównanie – czuła się jak te szklanki, rozsypała się po pokoju i w żaden sposób nie mogła się pozbierać. Więc zamiatała się na tę śmietniczkę i planowała wyrzucić się do kosza.
– Zostaw, poodkurzam jutro – powiedział łagodnie.
Myślała nad tym szkłem. Kiedyś oglądała program o wyburzaniu obiektów w środku miasta. Zapamiętała jedną akcję; wysadzali stary budynek w centrum miasta i nie uszkodzili nic dokoła. Na zwolnionych zdjęciach blok osuwał się w siebie. Zapadał, a wkoło był tylko kurz i huk, ale nic się nikomu nie stało. Jej budynek właśnie się zapadał sam w siebie.
Stała przy stole i bezmyślnie wpatrywała się w błyszczące okruchy. Musiała iść do domu, by wreszcie się wypłakać. Biedna, mała dziewczynka. Podszedł do niej i ostrożnie wyjął z jej rąk zmiotkę  i śmietniczkę. Została pustymi rekami.
Nie pomyślał o wykorzystaniu okazji. Pochylił się i pocałował ją miękko, suchymi ustami. To była może trzysekundowa chwila. Odsunął się na kilka centymetrów. Nawet nie drgnęła, podniosła tylko na niego puste oczy. Pochylił się jeszcze raz, pocałował już mocniej, wilgotniej, ale jeszcze tak, że mógł się w każdej chwili wycofać. Nie oddała mu pocałunku, ale też się nie broniła. Stali przez chwilę z opuszczonymi rękami i wpatrywali się w siebie. Nie rozumiał jej oczu. Pochylił się trzeci raz, mocno po męsku, rozchylił jej usta i zaczął całować. Zdecydowanie, tak naprawdę, jak całuje się z ukochaną kobietą. Dopiero teraz zdecydował się ją dotknąć. Chwycił ją mocno za przedramiona i trzymał, zaciskając dłonie. W cichym pokoju słychać było tylko ich oddechy. Oddawała mu pocałunek i pozwalała jego językowi błądzić w jej ustach, po zębach, spotykać swój język.
Nigdy się tak nie całowała, nigdy nie czuła bólu w podbrzuszu od pocałunku. Zabrakło jej oddechu, serce niebezpiecznie wędrowało do gardła.
 Cały czas patrzyli sobie w oczy i nie zamknęli ich nawet na chwilę. Żeby nie zapomnieć z kim teraz są. Znaleźli się w dziwnym punkcie – mieli dwa wyjścia: albo odskoczyć od siebie i przepraszać się niezręcznie, albo iść dalej. Byli dorośli i wiedzieli, czym się to skończy. Poczuła jeszcze mocniejszy uścisk na ramionach, nie przestawał jej całować, ale odsunął się pół kroku i chciał, żeby poszła za nim. Nie dała się poprowadzić, teraz ona go całowała, przejęła kontrolę nad jego ustami. Chętnymi i bardzo smacznymi. Położyła mu delikatnie dłonie na ramionach, żeby nie stracić jego uścisku.
I wtedy zrobił to jeszcze raz, pociągnął ją delikatnie w stronę sypialni. Już nie oponowała. Szli powolutku, aby każde mogło się jeszcze wycofać, aby mieć jeszcze czas do namysłu. Tylko o czym tu można jeszcze myśleć? Spokojnie, guzik po guziku, rozpinał jej bluzkę, która spadła na podłogę.  Pomyślał tylko, że jeżeli ceną za ten jedyny raz ma być wyjazd, to warto ją ponieść. Marzył o tej chwili i jeśli to ma zniszczyć wszystko, to niech się stanie.
Zatrzymali się przed łóżkiem, odsunął się od niej odrobinę.  Powoli ujęła brzeg jego koszulki i pomogła mu ją zdjąć.  Dawała mu znak, że nie ma już odwrotu. Całował jej dekolt, szyję, zszedł niżej na piersi, powoli zdejmował ramiączka stanika. Uwalniał jednym doświadczonym ruchem jej piersi. Usiadł na łóżku, a ona stanęła pomiędzy jego kolanami, błądził ustami po jej brzuchu, rozsupłując pasek przy spodniach. Powolnym, miękkim ruchem zsunął je z bioder. Pięknych, kruchych i opalonych. Stanął znów przy niej, całował milcząco i zsuwał swoje spodenki. Popchnął ją na łóżko, podtrzymując jedną ręką.  Gdy posuwała się w górę do poduszek, wzdłuż niedbale rzuconej kołdry, uwolnił się z bokserek. Szedł za nią, nad nią, prowadzony jej ustami, na czworaka. Włożył palec za gumkę jej majtek, a ona się z nich wyślizgnęła. Spojrzała na niego. Był wielki i bardzo gotowy. To nieprawda, że rozmiar się nie liczy, liczy się, zwłaszcza w takich momentach. Jęknęła, gdy położył się między jej udami i wszedł w nią. Oparł łokcie po obydwóch stronach jej głowy. Poruszał się powoli, ale zdecydowanie, wiedział czego chce, czego chcą oboje. Chcieli siebie. Zamknęła oczy i zaczęła zapadać w błogość.
– Spójrz na mnie – poprosił szeptem.
Odnalazła jego wzrok, trzymał ją na uwięzi oczami, ustami. Poruszał się mocno, rytmicznie, jakby się bał, że zaraz wymknie się spod niego. Tłumił jej krzyki swoimi ustami, aż wreszcie zamarł na sekundę, by opaść tuż przy jej uchu, ciężko oddychając.
Zsunął się z niej i naciągnął kołdrę. Drżała. Oddychał jej włosami, jej uchem, jej szyją. Uspakajali się. Milczenie nie było kłopotliwe, pokrywało ich dziwne niedokończone rozmowy, kłótnie, dwuznaczności.
Nie chciał dotykać jej nachalnie, jeszcze nie teraz. Leżał tylko przy niej i obserwował jej profil.
– Dziewięć lat wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania – powiedział stłumionym głosem.
Jakby ktoś wylał jej na głowę kubeł zimnej wody. Odsunęła się od niego, usiadła na brzegu łóżka, odwracając się plecami. Zamknęła poduszkę w ramionach i próbowała pozbierać myśli. Podniósł się i językiem smakował jej kręgosłup.
– Drugi raz w życiu widzę w całości twój gwiazdozbiór – mruczał w jej plecy.
Zerwała się łóżka.  Spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie powinniśmy byli tego robić – powiedziała  bladymi wargami.
– Zostań na noc – poprosił łagodnie.
– Nie powinniśmy tego robić! – prawie krzyknęła.
– To było najwspanialsze…
– Słyszysz, co do ciebie mówię! – Przerwała mu. – Nie powinniśmy byli tego robić! – Zakładała bieliznę, miotała się w poszukiwaniu ubrań.
– Poczekaj.
– Nie! – krzyknęła. – Nie powinniśmy byli tego robić. Czy ty słyszysz, co ja do ciebie mówię?
– A ty nie słyszysz, co ja mówię? Że to było najwspanialsze wydarzenie w moim życiu i że cię kocham!
Zamarła ze spodniami zaplątanymi w okolicy kolan.
– Nie powinniśmy byli tego robić – wyszeptała.
Jezu, kobieto! – Przeczesał włosy obiema rękami. – Czemu nie? – Wyskoczył z łóżka i zakładał bokserki.
– Bo jesteś moim bratem a ja twoją siostrą! Tak ciężko to pojąć? Jesteśmy rodzeństwem!

niedziela, 9 listopada 2014

Uginają się regały #27/2014

Od rana zastanawiałam się czy wstawić dziś recenzję czy jednak nowe nabytki, ale w końcu zwyciężyło to drugie. Od ostatniego takiego wpisu przybyło mi trochę książek i czas najwyższy je pokazać (w nowym roku wracam do miesięcznych wpisów z tego cyklu). Jak patrze na przygotowane zdjęcia, to aż mam ochotę zapytać "kiedy to wszystko przyszło?!". No ale co zrobić, no co robić gdy wszystko wokół kusi? ;))


- "Niepokorny. Jego walka" - Jay Crovnover - książki z gatunku NA, a do tego tej autorki to dla mnie sbsolutny must have. Uwielbiam takie historie i chyba nigdy mi się nie znudzą. No przynajmniej mam taką nadzieję.- "Poukładaj mi życie" - Ola Józefina Sokołowska - tytuł przedpremierowy, zaciekawił mnie blurb i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Zobaczymy czy i tym razem dobrze zrobiłam, że posłuchałam wewnętrznego głosiku.
- "W cieniu fleszy" Paulina Ptasińska - to już druga książka autorki, ale chyba od niej zacznę poznawać jej twórczość. Mam nadzieję, że przypadnie mi do gustu.
- "Ostatnia spowiedź III" - Nina Reichter - tego tytułu jak mniemam przedstawiać nie muszę. W końcu mogę zasiąść z całą trylogią i oddać się czytaniu. ;)



- "Miłość... i nieprzespane noce" - Nick Spalding - po tym jak zachwyciłam się tytułem "Miłość... z obu stron" wprost nie mogłam doczekać się kontynuacji przygód Kaury i Jamiego. Mam ogromną nadzieję iż będę mogła znowu swobodnie się śmiać, tak jak przy poprzednim tomie.
- "Wszystko, o czym marzysz" - Mike Greenberg - skusiły mnie opinie... Wiem, marna wymówka :D
- "Czas uciekać" - Rachel Ward - Martha. to twoja sprawka. Miałam ją co prawda w planach, ale dalekich, jednak tak mnie na nią nakręciłaś, że musiałam ją już mieć. ;)
- "Szalejąc za facetem" - Helen Fielding  - pierwsze dwie części o Bridget czytałam wielokrotnie, nie było więc mowy bym i tego nie miała okazji przeczytać. Lubię styl pisania autorki i jej poczucie humoru.
- "Ślady małych stóp na piasku" - Anne-Dauphine Julliand - bo takie historie chwytają za serce i uczą pokory...
- "Złośliwa trzynastka" - Janet Evanovich  - serię o Stephanie Plum uwielbiam całym sercem. Nie znam lepszego poprawiacza humoru (no może kilkanaście innych książek) ;)
- "Lato drugiej szansy" - Morgan Matson - bo to NA i "Aż po horyzont" tej autorki zdobyło moje serce. Czytałam też wiele pochlebnych opinii o tej książce.
- "Coś do stracenia" - Cora Carmack - tak, tak. Znowu NA. No co ja mam na to poradzić? ;)


- "Szukaj mnie wśród laendy. Zuzanna" - Agnieszka Lingas-Łoniewska - już przeczytana i opisana. Zupełnie coś innego w dorobku autorki, ale czytało się ciekawie. ;)
- "Niebezpieczna znajomość" - Christine Drews - zapowiada się intrygująca powieść z dreszczykiem. 
- Cicha 5" - Praca zbiorowa - tytuł na święta jak znalazł. Co prawda śniegu brak, ale od czego mamy wyobraźnię? Ja już szykuję filmy, książki i muzykę, które chcę obejrzeć/przeczytać/ wysłuchać w tym czasie.
- Podarunek" - Krystyna Mirek - tej powieści nie mogłam się doczekać i już ją czytam. Jestem niemalże w połowie i... zobaczycie w recenzji. ;)
- "Miniaturzystka" - Jessie Burton - nie dość, że miała rewelacyjną kampanię promocyną, to jeszcze jest tak przepięknie wydana! Cudo!

- "Uważaj, o czym marzysz" - Victoria Connelly - blurb, blurb, blurb. Ach, te nie dobre kuszące opisy  :D
- "Ostatnia wola Sonji" - Asa Hellberg - nowe wydawnictwo skusiło ciekawym tytułem. Niestety chwilę musiał on poczekać na swoją kolej... (Czy ja tej książki już czasem nie pokazywałam?)
- "Jedno małe kłamstwo" - K. A. Tucker - wielbię <3. Autorka zdobyła moje serce już "Dziesięcioma płytkimi oddechami", a teraz tylko umocniła w nim swoją pozycję.  
- "Kawiarenka pod różą" - Katarzyna Michalak - mnóstwooooooooooooooooooo przepisów i małe w prowadzenie do historii, która będzie miła swoją  kontynuację w "Amelii". Recenzja się pisze. ;)
- "Miłość bez scenariusza" - Tina Reber - za sprawą... yyy... kilkunastu opinii. Okropnie mnie ta książka ciekawi. O K R O P N I E.
- "Posłaniec" - Markus Zusak - autor na tyle znany iż wypada znać jego twórczość. Zaintrygowało mnie również to w jaki sposób została napisana.
- "Wielka księga Detektywa Pozytywki" - Grzegorz Kasdepke - o tym autorze pochlebnie wyrażała się moja pryjaciółka, ufam jej opinii. Tytuł trafi do biblioteczki Julki. ;)
- "Poczytaj mi, mamo. Księga trzecia" -  słodkie, dziecięce wspomnienia. Uwielbiam tą serię i mam nadzieję iż bratanica również ją pokocha. ;)

Dobrnęłam do końca! ;)
Teraz idę kontynuować czytanie "Podarunku", a Was zapraszam do pisania czy coś z tego czytaliście, co polecacie, a co odradzacie?

sobota, 8 listopada 2014

Zapowiedź: Papierowy Księżyc - „Splątany warkocz Bereniki” Anna Gruszka




 Tytuł: Splątany warkocz Bereniki
Autor: Anna Gruszka
Format: 143x205
Oprawa:miękka    
ISBN: 978-83-61386-53-7
Liczba stron: 600
Cena: 39,90 zł

Premiera: 19.11.2014






„Splątany warkocz Bereniki” to debiutancka powieść Anny Gruszki, która ma szansę okazać się jedną z najgorętszych polskich powieści ostatnich lat.

Mimo dużej intensywności scen erotycznych „Splątany warkocz Bereniki” nie jest kolejną kopią „Pięćdziesięciu twarzy Greya”.

Historia Bereniki – choć również skrząca się zmysłowością i nieokiełznaną erotyką – to opowieść rozpięta na dużej palecie emocji, nasycona tęsknotą, żarem uczuć i trudnymi życiowymi wyborami.

Ale to także powieść o samotności i desperackiej próbie otwarcia się na głos swojego serca, choć przez wiele lat starało się ten głos ignorować.

Książka, którą będziesz czytać z wypiekami na twarzy, która uwiedzie Cię niezapomnianą historią miłości tyleż pięknej, co kontrowersyjnej.

„Splątany warkocz Bereniki” to rozpalająca zmysły historia dziejąca się we współczesnym Krakowie i po części w Australii.

Opowieść o pragnieniu prawdziwego uczucia skrywanego za zasłoną pracoholizmu, imprezowania, szybkiego seksu i przypadkowych relacji.

Odważna opowieść dla odważnych kobiet.

Najgorętsza książka na zimowe wieczory!

***

Berenika ma 28 lat, mieszka w Krakowie, jest prawnikiem w prywatnej firmie, no i może trochę tęskni za miłością. Gdyby to była bajka dla grzecznych dziewczynek, pojawiłby się teraz książę na białym koniu i żyliby długo i szczęśliwie.

Ale to nie jest bajka dla grzecznych dziewczynek, bo rycerz jest… no właśnie, kim on dla niej jest? I jak ich kontrowersyjny związek wytłumaczyć innym? Przyjaciołom, rodzinie... A przede wszystkim sobie.

Wydaje się, że w takiej sytuacji półtoraroczny kontrakt Piotra w Australii jest wybawieniem albo odroczeniem kary.

Berenika zostaje sama w wielkim mieszkaniu ukochanego i jakoś musi wypełnić samotne miesiące. Gdyby kierowała się rozsądkiem, nigdy w jej domu nie pojawiliby się dwaj lokatorzy i może nie zrobiłaby tylu głupstw.

Ale Berenika nigdy nie była rozsądna, dlatego plącze nici swojego życia w wyjątkowo skomplikowaną materię. Kocha, tęskni i próbuje przeczekać. A czeka wyjątkowo nerwowo i niekonsekwentnie...