poniedziałek, 1 września 2014

Nowości/zapowiedzi #12 - WRZESIEŃ

Nowości/zapowiedzi - to cykl ukazujący się raz - dwa razy w miesiącu, który przedstawia nadchodzące zapowiedzi lub nowości wydawnicze na dany miesiąc. Moje wybory są całkowicie subiektywne i dokonane pod kątem moich zainteresowań czytelniczych.
Legenda: tytuły są podlinkowane i przenoszą do opisu książki;
czerwone - muszę mieć,  
zielone - mam/w drodze do mnie,  
niebieskie - ciekawią mnie, ale mogę na nie poczekać





02.09
Sekret czarownicy - Anna Klejzerowicz / Prószyński i S-ka
08.09
Dziewczę z sadu - L. M. Montgomery / Egmont
Pamiętnik nastolatki 9. Julia II - Beata Andrzejczuk / Rafael
09.09
Bez skrupułów - Lisa Kleypas / Prószyński i S-ka
Na zawsze - Sandi Lynn / Amber
10.09
Bóg, honor, trucizna - Robert Foryś / Otwarte
Dobra dziewczyna - Lars Bill Lundholm / Filia
Dolina mgieł i róż - Agnieszka Krawczyk / Filia
Nie pozwól mi odejść -Catherine Ryan Hyde / Jaguar
Dzień, który zmienił wszystko - Catherine Ryan Hyde / Jaguar
Jedyna - Kiera Cass / Jaguar
Ekstaza, Euforia - Sylvia Day / Mira
Zawszę będę cię kochać - Teresa Monika Rudzka / Mira
Czarna loteria - Tess Gerritsen / Mira
Mara Dyer. Tajemnica - Michelle Hodkin / YA!
Przypadkowe szczęście - Abbi Glines / Pascal
Wspomnienia w kolorze sepii - Anna J. Szepielak / Nasza Księgarnia
Zostań, jeśli kochasz - Gayle Forman / Nasza Księgarnia
11.09
Miasto z lodu - Małgorzata Warda / Prószyński i S-ka
15.09
Okruchy magii - Kathryn Littlewood / Egmont
16.09
Niepokorny. Jego walka - Jay Crownower / Amber
17.09
Jedno małe kłamstwo - K. A. Tucker / Filia [RECENZJA]
Onyks - Jennier L. Armentrout / Filia !!
18.09
Samotność Bogów - Dorota Terakowska / Literackie
23.09
Walcz ze mną - Kristen Proby / Amber
24.09
Gdy zakwitną poziomki - Agnieszka Walczak-Chojecka / Filia [recenzja w tym tygodniu]
Kawiarenka pod Różą - Katarzyna Michalak / Filia
Jeżynowa zima - Sarah Jio / Między słowami [recenzja w tym tygodniu]
Julia. Trzy tajemnice - Tahereh Mafi / Moondrive
Miasto niebiańskiego ognia - Cassandra Clare / MAG
Powód by oddychać - Rebecca Donavan / Feeria
Prawdziwa historia Ireny Sandlerowej - Anna Mieszkowska / Marginesy
Wieczna wiosna - Katarzyna Zyskowska - Ignaciak / Nasza Księgarnia
25.09
Czarne skrzydła - Sue Monk Kidd / Literackie [recenzja w chyba jeszcze w tym tygodniu]
Norweskie noce - Derek Miller / Feeria

Coś do ukrycia - Cora Carmack / Jaguar [chwilowo bez dokładnej daty, na stronie wydawnictwa jest napisane, że premiera w tym miesiącu, ale nie mogłam nigdzie znaleźć konkretnego dnia]

***

O ile okres wakacyjny był w miarę spokojny w nowe premiery, o tyle w tym miesiącu wydawnictwa... zaszalały. Już od początku września jest w czym przebierać i na prawdę trudno zdecydować się na parę tytułów. Moja lista powyżej jest dość długa i zaczynam się zastanawiać czy starczy mi chociaż na suchy chleb. ;)
Czekacie na któryś z tych tytułów? ;)

sobota, 30 sierpnia 2014

Uginają się regały #24/2014

Jeszcze wczoraj zaczynając "Pułapkę uczuć" C. Hoover, wiedząc, że na pewno ją dziś skończę planowałam na wieczór opinie o niej. Nie przewidziałam jednak tego, że zarwę dla niej całą noc i będę teraz masakrycznie zmęczona i rozbita na maleńkie kawałeczki. Bo musicie wiedzieć, że autorka po raz kolejny sprawiła iż jestem skołowana, a zarazem absolutnie nieodwołalnie oczarowana i... zupełnie nie wiem jak mam ubrać w słowa to co czuję. Muszę poukładać w sobie ten chaos i wtedy spróbuję coś napisać...

Tymczasem dziś zaprezentuje mini stosik ;)

 
O "Pięknej katastrofie" Jamie McGuire rozpisywałam się nie dalej, jak parę dni temu. Pomimo tego, że nie jestem w stanie wybaczyć autorce kilku rzeczy książka ta mnie zachwyciła i... no nie będę się powtarzać, jeśli ktoś jeszcze nie czytał - zapraszam do opinii. Kolejne trzy książki Iwony J. Walczak - "Dom złudzeń. Iga", "Nagie myśli" oraz "Złocista Dolina" - są nagrodą za udział w kolejnym konkursie Matrasa. Mam coś ostatnio szczęście do nich. Chciałam zapoznać się z twórczością tej autorki i teraz mogę to w końcu uczynić! ;)

A dzisiaj, jeśli prędzej nie zasnę zamierzam czytać tę oto książkę, trwający weekend upływa mi pod znakiem tego co chcę, a nie tego co powinnam czytać. Czasem trzeba. ;)
 

piątek, 29 sierpnia 2014

Zbyt idealna


„- Życie znajduje zabawne sposoby, by poddać nas testom. Generuje krzywe, które sprawiają, że robisz, myślisz i czujesz rzeczy, różne od tych, jakie miałaś zaplanowane, i które nie pozwalają ci żyć w czarno-białym świecie”.*

Ile razy w życiu obiecujemy coś sobie lub innej osobie? Setki, a może nawet i więcej. Nie zawsze jednak udaje nam się ich dotrzymać. Coś nie wyjdzie, dopada nas rezygnacja, zmieniamy się my lub ten ktoś, nie da się zawsze dotrzymać danego słowa. Jednak kiedy dajemy słowo komuś, kto potem nagle umiera ma się wrażenie, że trzeba zrobić to co się przysięgło, bo inaczej zawiedzie się tą osobę, a przecież nie można, nie teraz…

„Spraw, bym był dumny” – takie słowa Livie usłyszała kiedyś od swojego ojca. Obiecała, że się postara. Jeszcze wtedy nie wiedziała, że niedługo zostanie na świecie sama z siostrą, będącą wrakiem człowieka. Przyrzekła sobie, że uczyni wszystko, by nie zawieść taty. Obrała cel, zaplanowała przyszłość i przez ostatnich siedem lat dążyła do tego, by osiągnąć co zamierzała. Teraz jest w Princeton, będzie uczęszczać na zajęcia, zaliczy je i zda na medycynę. Chce też poznać porządnego i spokojnego faceta, którego później poślubi. Nie przewidziała jednak tego, że na jej drodze stanie roztrzepana współlokatorka, z którą się zaprzyjaźni i nie będzie w stanie niczego jej odmówić oraz przeciwieństwo chłopaka, z którym chciałaby się związać. Jak potoczy się dalsze życie dziewczyny, gdy, jeśli w ogóle, zrozumie, że czasem nie zawsze jest dobrze dążyć raz wytyczoną ścieżką, a popełnianie błędów pozwala obrać właściwy kierunek?

Po przeczytaniu „Dziesięciu płytkich oddechów” wiedziałam, że będę musiała zapoznać się z innymi tytułami autorki. Niecierpliwie oczekiwałam kontynuacji serii wiedząc, że tym razem główną bohaterką będzie młodsza siostra Kacey. Pierwszy tom sprawił, że dużo myślałam o pewnych sprawach, zżyłam się z bohaterami przeżywałam wszystko wraz z nimi. Czy z drugim było tak samo?

„- W jaki sposób dowiedziałaś się jak należy żyć? (…)
- Metodą prób i błędów, Livie. To jedyny sposób jaki znam”.*

K. A. Tucker i tym razem mnie nie zawiodła. Historia, którą stworzyła jest realna, przemyślana i dopracowana. Akcja toczy się szybko, wydarzenia zaskakują, bawią i wzruszają. Fabuła jest uporządkowana, logiczna oraz spójna. Najbardziej w jej twórczości podoba mi się, że nie tworzy prostych rozwiązań i droga do mety, a zarazem nowego startu jest wyboista i kręta. Tak jak bywa w prawdziwym życiu. Powieściopisarka zaznacza również, że są rany, których nie wyleczy czas ani miłość, owszem, dużo dają, ale to pomoc specjalisty jest najważniejsza. Opisy miejsc, wydarzeń, a także dialogi są żywe, bez przekoloryzowania, dzięki czemu łatwo sobie wszystko wyobrazić i zrozumieć postępowanie bohaterów. Nie zawsze udaje jej się uciec od schematów, ale pisze tak dobrze iż jeśli się już pojawiają nie czuje się znużenia i zniecierpliwienia, że to już przecież było.

O ile łatwo przewidzieć jakie zmiany zajdą w Livie, o tyle postać Asthona jest prawdziwą zagadką, której autorka nie chce wyjaśnić do samego końca, a wcześniej snute domysły okazują się błędne. Nie bagatelizuje problemu dziewczyny, bo przeżyta tragedia odcisnęła na niej duże piętno i autorka skrupulatnie opisała zmiany jakie w niej zachodziły, co czuła i myślała, było to coś co poruszało i skłaniało do wczuwania się w jej losy. Nagle okazało się, że jej zaplanowane życie, którego z pewnością chciałby dla niej rodzic nie jest tym czego ona pragnie dla siebie. Zawsze idealna teraz musi zacząć godzić się z tym, że błędy nie są złe i każdemu może coś nie wyjść. Zrozumienie tego wymaga ciężkiej pracy i odwagi, by mieć siły na zmiany. Wiadomo jednak, że bardziej intryguje coś, co jest tajemnicze, trudne do rozgryzienia – takie są właśnie losy Asthona. Jego początkowo niezrozumiałe zachowanie staje się jasne, gdy na końcu opowiada swoją historię. Wszystkie elementy układanki zaczynają do siebie pasować, a wyjawiona prawda szokuje i wprawia w konsternacje nad tym jak podły może być człowiek. Chłopak dotąd nie miał powodu by wyrwać się z tego błędnego koła, a teraz wykazał się siłą i odwagą, której można tylko pozazdrościć.

Powieść ta mnie wciągnęła i sprawiła, że „zapadłam” się w świat wykreowany przez K. A. Tucker gubiąc przy tym kontakt z tym rzeczywistym. Przez parę godzin żyłam losami bohaterów i niesamowicie się z nimi związałam. Ich perypetie przeżywałam niemal tak  samo mocno jak oni przez co cały czas towarzyszył mi kalejdoskop emocji, od rozbawienia, nadziei, radości, bólu, strachu, żalu, po niepewność. Wszystko jest wyważone i takie jak powinno być, uczucia, wydarzenia, opisy, humor, powaga splatają się ze sobą i tworzą książkę, której się nie odłoży prędzej niż po przeczytaniu ostatniego zdania. Autorka ma niewątpliwy talent do przykuwania uwagi czytelnika, trzymania go w niepewności do końca i zaskakiwania. Książka trzyma poziom pierwszej części, wciąga i intryguje. Będę do niej często i chętnie powracać oraz polecać komu się da.

Jeśli miałabym opisać „Jedno małe kłamstwo” w zaledwie jednym zdaniu napisałabym, że jest to książka obok, której nie można przejść obojętnie, bo może nie sprawia, że wylewa się przez nią morze łez, ale uderza w odbiorcę niezwykle mocno, intensywnie i pozostawia w nim ślad na zawsze. Przepiękna, emocjonująca historia, która tak jak „Dziesięć płytkich oddechów” daje do myślenia.

„Życie składa się z prób i błędów”.*

*cytaty pochodzą z książki
*zdjęcie: internet
Autor: K. A. Tucker
Tytuł: Jedno małe kłamstwo
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 17 września 2014
Liczba stron: 440

Dziesięć płytkich oddechów:
Dziesięć płytkich oddechów | Jedno drobne kłamstwo | Four Secondo to Lose

Wyzwania: Serie na starcie

środa, 27 sierpnia 2014

Katastroficznie nie katastroficzna




„ -Trudno mi uwierzyć, że dostajesz cios tylko wtedy, kiedy na to pozwalasz.
-Chcesz się założyć, Abby Abenathy?- Oczy mu rozbłysły.
Uśmiechnęłam się.
-Dobrze. Idę o zakład, że Hoffman cię uderzy.
-A jeśli nie? Co wygram? (…)
Travis wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Jeśli ty wygrasz, przez miesiąc nie będę uprawił seksu. (…)
-Ale jeśli ja wygram, będziesz musiała przez miesiąc ze mną mieszkać''.*

Nie zawsze układa się tak jak było w planach. Nawet jeśli chcesz uciec od przeszłości, od pewnych rzeczy, zacząć żyć w określony sposób los stawia na twojej drodze kogoś lub coś, co nie pozwala ci zrealizować planów. Przeciwstawienie się przeznaczeniu, to jak walka z wiatrakami, ale ty dopiero się o tym przekonasz.

Osiemnastoletnia Abby Abernathy wraz ze swoją przyjaciółką, Americą udaje się na studia jak najdalej od domu. Chce odciąć się od przeszłości zacząć nowy rozdział w swoim życiu, a to oznacza ubiór grzecznej dziewczynki oraz zero wytatuowanych, narwanych, piekielnie przystojnych i zazdrosnych facetów. Dlatego gdy zwraca na nią uwagę Travis Maddox, zaliczający wszystkie panienki jak leci, biorący udział w walkach i nie uznający żadnych zakazów, robi wszystko by go zniechęcić. Nie wie jednak, że właśnie takim zachowaniem prowokuje chłopaka do tego by próbował przebić się przez mur przez nią zbudowany. W wyniku pewnego zakładu Abby musi zamieszkać z Maddox’em na miesiąc. Co z tego wyniknie?

O „Pięknej katastrofie” czytałam już na długo przed premierą i nawet miałam ją w planach czytelniczych, jednak bez takiego „muszę ją mieć natychmiast”. Dopiero opinie zaprzyjaźnionych bloggerek sprawiły, że po prostu musiałam dostać ją w swoje ręce. Już dawno nie ciągnęło mnie do żadnego tytułu, jak do tego. Czy było warto poświęcić na niego kilkanaście godzin z życia?

„Jedyne, czego naprawdę się boję, to życie bez ciebie, Gołąbku”.*

Przyznać muszę, że mam ciężki orzech do z gryzienia przy pisaniu opinii, bo mam pewne zarzuty, względem tej książki, ale jednocześnie jestem nią absolutnie i nieodwołalnie zauroczona. Może zacznę od mankamentów, strasznie, ale to strasznie uwielbiam w książkach tego typu, kiedy bohaterowie poznają się powoli, podrywają, oswajają i w ogóle wszystko co towarzyszy początkom znajomości. Bardzo mi tego tutaj brakowało, Abby i Travisowi wystarczyło zaledwie kilka(!) stron aby stali się przyjaciółmi, którzy nie mogą bez siebie żyć. Brakowało opisów, fakt, że nie lubię kiedy są rozwlekłe, ale jeśli byłyby takie jak w dalszej części, to byłoby o wiele lepiej. Co mnie jeszcze drażniło, to niektórzy bohaterowie, ale o nich więcej napiszę za chwilę.

Jamie McGuier ma niesamowity styl pisania, lekki i przykuwający uwagę. Autorka miała pomysł na fabułę i go w pełni wykorzystała. To jak zarysowała przeszłość Abby i jej wpływ na teraźniejszość, nie miała jakiejś szczególnie traumatycznej przeszłości, ale życie dało jej w kość i nie dziwiłam się jej potrzeby ucieczki i reakcji na niektóre wydarzenia. Co nieprawdopodobne naprawdę spodobał mi się również motyw walk Travisa, cóż za adrenalina. Wszystko się ze sobą splatało tworząc spójną oraz logiczną całość pełną wzlotów i upadków oraz walki o własne szczęście. Akcja w tej powieści toczy się szybko i jest pełna zakrętów, chociaż łatwo przewidzieć jej zakończenie, to nigdy nie wiadomo jak będą w danym momencie zachowywać się główni bohaterowie, czy akurat będą się kochać czy drzeć ze sobą koty.

Jeśli chodzi o postacie to sama do końca nie wiem od czego zacząć. O ile rozumiem chęć ucieczki Abby od przeszłości, o tyle trudno mi zrozumieć jej niektóre, irracjonalne, sprzeczne oraz naiwne zachowania. Dziewczyna jest naprawdę mądra i rozsądna, ale w niektórych momentach aż chciało mi się zgrzytać zębami i nie wiedziałam już, mam się śmiać czy załamywać. Jedno wiem na pewno, miłość jest potężnym uczuciem i do tego trochę ogłupiającym. Rozumiem wybaczanie, bo związek to sztuka kompromisów, ale czasem trzeba dać do zrozumienia, że potrzeba więcej starań niż dobry sex. Szczególnie jeśli zrobi się coś bardzo, bardzo głupiego. Travis też nie do końca zyskał sobie moją sympatię. Początkowo nawet go lubiłam, typowy facet ukrywający swoje prawdziwe „ja” za maską luzaka, pokazującego światu, że ma wszystko i wszystkich gdzieś, zarabiającego pięścią. Dopóki nie pokazał, że tak naprawdę jest dupkiem traktującym bliską mu osobę jak rzecz, do której nikt nie ma prawa bardzo mi się podobał. Ok., zaborczość i zazdrość jest fajna, ale w chwili kiedy z twarzy każdego faceta, który śmiał się odezwać lub zachować nie tak jak trzeba względem „przyjaciółki”, robi się miazgę – zdecydowanie jest coś nie tak. Owszem, bywa troskliwy, czuły i opiekuńczy, ale w większości czasu nie potrafiłam się do niego przekonać. Tak szczerze mówiąc, to najbardziej podobała mi się postać Americy, takiej przyjaciółki ze świecą szukać! Niezwykle oddana, opiekuńcza, rozumiejąca więcej niż Abby, ale, gotowa też potrząsnąć i postawić do pionu. Ponadto niesamowicie waleczna i pozytywnie zakręcona.

Jednak pomimo tego, że Abby oraz Travis strasznie mnie denerwowali, to z zapartym tchem śledziłam ich historię, obserwując ich walkę z przeszkodami i swoimi uprzedzeniami, kibicując temu, by w końcu się dogadali i mogli w miarę normalnie funkcjonować, dałam się pochłonąć tej książce bez reszty. To było tak piękne, a zarazem niezwykle bolesne i gorzkie, tak realnie (no z paroma wyjątkami), że nie sposób nie zachwycić się nad tym tytułem. Ja tej książki nie przeczytałam, tylko wręcz połknęłam. Strony przewracały się praktycznie same, nie zauważałam upływającego czasu, tego co dzieje się wokół mnie. Przez krótką chwilę trwałam w zupełnie innym świecie. „Piękna katastrofa” mnie zachwyciła, jest tak urocza i romantyczna, mogłabym nawet rzec, że bajkowa iż nawet wspomniane niedociągnięcia nie były w stanie powstrzymać mnie od wystawienia takiej, a nie innej oceny. Zdecydowanie będę ją polecać i do niej wracać jeszcze nie raz.

„Piękna katastrofa” powinna trafić do gustu wielbicielom nurtu New Adlut oraz osobą lubiącym książki traktujące o sile miłości oraz walce z przeszkodami, z romantyczną duszą. I chociaż początek trochę mnie zawiódł, Abby ani Travis nie do końca mnie do siebie przekonali, to i tak uważam ten tytuł  za jeden z lepszych, jaki było mi jak dotąd dane czytać. Ostatnio w moim przypadku zarwana noc dla książki naprawdę dużo świadczy na korzyść książki. Szczerze polecam, zapewniam, że czeka was masa przeróżnych, a nawet skrajnych emocji.

To niebezpieczne pragnąć kogoś tak bardzo. Ty próbujesz go ratować, a on ma nadzieję, że ci się uda. To katastrofa”.*

*cytaty pochodzą z książki
Autor: Jamie McGuier
Tytuł: Piękna katastrofa
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2 lipca 2014
Liczba stron: 464

Beautiful:
Piękna katastrofa

Wyzwania: Serie na starcie

wtorek, 26 sierpnia 2014

Zgubna żądza władzy


„„Wszyscy ludzie są egoistami" - pomyślała dziewczyna. Z tym, że dzielą się na dwie grupy. Tych nieszkodliwych i tych, którzy skoczą do gardła każdemu, komu tylko zacznie się powodzić lepiej niż im.”*

Pragnienie władzy może być zgubne dla każdego, tym bardziej jeśli jest potęgowane zawiścią gorejącą od dłuższego czasu. Zabija w człowieku wszystkie ludzkie uczucia, wypiera z duszy wszelkie dobro, powoduje, że zapomina się o miłości do rodziny, a do celu zmierza się po trupach. Nie ważne ile osób zginie, ile będzie cierpieć, liczy się tylko fakt by dostać to czego się pragnie i być wszechpotężnym.

Catherine Montmaire, to osiemnastoletnia dziewczyna, która nie do końca jest człowiekiem. Pochodzi z rasy centuri, władających nadnaturalnymi mocami, a do tego potrafi władać czterema żywiołami. Sprawia to iż jest bardzo ważna, a przez to i w niebezpieczeństwie. Odmówiła wstąpienia do Zakonu, wrogiej organizacji, stojącej po stronie zła i przyłączyła się do Gwardii, która od tej pory chroni ją za wszelką cenę oraz szuka coś czego pragną odwieczni wrogowie. Wieki temu potężne elfy stworzyły dwa klejnoty,  niebieski diament Azul, oraz kremowa perła Sefid,  które połączone razem dają posiadaczowi potężną, wręcz nieograniczoną władzę nad życiem i śmiercią. Kiedy jeden z kamieni trafia w ręce Zakonu rozpoczyna się walka z czasem…

„Klejnoty elfów” to tytuł, który od razu rzucił mi się w oczy, lubię bowiem literaturę traktującą o elfach, ale mało kiedy udaje mi się sięgnąć książkę mówiącą o tych istotach. Dlatego też skusiłam się na tę książkę. Blurb nie zapowiada niczego nowego, walka dobra ze złem, poszukiwanie czegoś co może dać władzę, jest coraz mniej czasu, ale z drugiej strony ciekawi na tyle by sięgnąć po publikację i rozpocząć czytanie.

Clarissa Black nie tworzy niczego nowego, pisze schematycznie, ale robi to tak umiejętnie, że nie odczuwa się znużenia materiałem. Nie zauważa się również banalności ani przewidywalności. Książka z potencjałem, który, niestety, nie do końca został wykorzystany. Fabuła jest zarysowana ciekawie, ale momentami brak w niej szczegółów mogących wiele wnieść do historii i wyjaśnić. Wizja świata wykreowana przez autorkę intryguję, ale mogłaby być lepiej przedstawiona, brak w niej głębszego odniesienia do przeszłości, wytłumaczenia istnienia wszystkich magicznych istot i objaśnienia działań ich mocy. Wszystko to jest do dopracowania, bo teraz prezentuje się dobrze, ale po tym co w książce pokazuje Black twierdzę, że stać ją na więcej.

Książka jest przemyślana, widać, że autorka starała się, by była logiczna, spójna, a wydarzenia następowały po sobie w odpowiedniej chronologii. I bez wątpienia wyszło jej to bardzo dobrze, ponadto zadbała także żeby w trakcie śledzenia fabuły czytelnik się nie nudził. Akcja toczy się szybko, a co ważniejsze zaskakuje, wielokrotnie nie do końca wiadomo, co wydarzy się na następnej stronie. Przez początek trochę trudno przebrnąć, ale im dalej tym lepiej się czyta.

Bohaterzy są stworzeni ciekawie, nie szablonowo, ale brak w nich głębi. Nie ma możliwości poznania ich historii ani nic o posiadanych przez nich umiejętności, o czym wspominałam już prędzej. Trochę mi tego zabrakło, bo dzięki temu zdecydowanie lepiej wyrabiałoby się opinie o postaciach. Niemniej autorce udało się sprawić, że wyróżniają się zachowaniem i sposobem bycia, szczególnie zaintrygowała mnie postać Angelo, który jest chyba najlepiej opisany. Mroczna, niebezpieczna istota, potrafiąca jednak zaskoczyć.

Zwlekałam trochę z lekturą tej książki i teraz odrobinę tego żałuję, bo pomimo kilku niedociągnięć czytało mi się ją niespodziewanie szybko, przyjemnie i z prawdziwym zainteresowaniem. Historia wymyślona przez Black okazała się lekturą ciekawą i wciągającą,  od samego początku coś się dzieje i nie można przewidzieć kolejnych wydarzeń, na brak nudy nie mogłam narzekać. Zdecydowanym plusem jest subtelnie zarysowany wątek miłosny, zaledwie parę scen, które ukazują, że coś się rodzi między bohaterami, ale to jeszcze nie czas na bycie razem. Autorka stworzyła go jako wątek poboczny, ważny, ale nie wysuwający się na pierwsze miejsce. Te z całą pewnością należy do poszukiwań  jednego z klejnotów oraz walki między Bractwem, a Zakonem. Zakończenie wyraźnie sugeruje iż będzie kontynuacja, a ja liczę, że zostanie wydana, podejrzewam, że Cathy jeszcze trochę przeżyć czeka.

„Klejnoty elfów” są niezwykle obiecującym debiutem. Książka posiada niedociągnięcia, ale jednocześnie jest napisana dobrze i wciąga niemalże od początku. Clarissa Black pisze lekkimi plastycznym językiem, posiada bogatą wyobraźnię i potrafi przelać pomysły na papier, jedyne nad czym musi popracować to szerszy opis powstania magicznych istot oraz ich mocy. Myślę, że wielbicieli fantastyki ten tytuł zadowoli, trzeba tylko pamiętać, że to debiut i posiada pewne mankamenty. Jedak pomimo tego polecam, warto przeczytać.

*Clarissa Black, „Klejnoty elfów”, str.14
Autor: Clarissa Black
Tytuł: Klejnoty elfów
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 5 maja 2014
Liczba stron: 336

Klejnoty elfów:
Klejnoty elfów

Wyzwania: Serie na starcie

sobota, 23 sierpnia 2014

Uginają się regały #23/2014

W końcu jest chłodno! Odtańczyłabym nawet taniec radości gdyby nie fakt, że mnie znowu (szit!) rozłożyło... I sobie siedzę pod kocykiem, kaszlę, kicham i smarkam. No mało ciekawy widok kochani. Na szczęście ochota na czytanie nie minęła - chociaż spadek formy widzę nadal.W każdym bądź razie czytam właśnie nawet ciekawą powieść fantastyczną i intryguje mnie jak dalej się potoczy. Przy dobrych wiatrach jutro będzie jej opinia, chyba, że większość dnia prześpię. :D


Jak widać nadal staram się nie nabywać zbyt dużo książek i dziś przedstawiam nabytki z dwóch tygodni. Z czego niektóre z nich po przeczytaniu powędrują do pewnej małej osóbki. ;) Książeczki leżące, to jak widać, wszystkie z Naszej Księgarni. Jakoś tak wyszło. :D Na "Lilkę i wielką aferę" Magdaleny Witkiewicz czekałam od momentu przeczytania "Lilki i spółki" wyczekiwałam drugiego tomu, byłam ciekawa co tym razem wymyśli Lilka z rodzeństwem. "Przecież cie znam" Beaty Ostrowickiej, to taka pozycja o problemach nastoletniej dziewczyny zmagającej się z rozpadłą rodziną. Zapowiada się dobrze. Z kolei "Lokator do wynajęcia" Iwony Banach to obowiązkowa pozycja - lubię po prostu książki z serii Babie lato. "Danuta Wawiłow dzieciom" (podczytuje i jestem oczarowana wydaniem!), "Baśnie i legendy polskie" oraz "Poczytaj mi, mamo" po przeczytaniu powędrują do mojej bratanicy ;) Od małego trzeba zaszczepiać miłość do książek. Teraz co prawda mama będzie jej czytać, ale później kto wie. ;) 
Stojące książki to "Lawendowy pokój" Niny George początkowo w planach nie miałam, ale jedna recenzja zaprzyjaźnionej bloggerki tak mnie zachwyciła, że się na nią skusiłam. ;) "Walizek hipochondryka" Mariusza Sieniewicza w ogóle się nie spodziewałam i szczerze mówiąc nie wiem czy je przeczytam, bo nie za bardzo przemawia do mnie tytuł. No i "Jeżynowa zima" Sarah Jio, której premiera jest we wrześniu. Od tej lektury zaczne chyba nowy tydzień. ;)

Czytaliście coś, a może macie w planach? ;)      

środa, 20 sierpnia 2014

Czy jestem Griszą?




„Chciałam wierzyć w przeznaczenie, które dla mnie ułożył: że sierota, której nikt nie chciał, zmieni świat i zostanie za to uwielbiana”.*

Może nie żyjesz w luksusie, nie masz rodziny, musisz ciężko pracować, czasem wytrzymywać surowe warunki i mimo niebezpieczeństwa iść na przód. Masz jednak poczucie stałości, pewności tego, że wiesz co robisz i co cię czeka. Kiedy zostajesz wyrwana ze swojego świata, bo podobno masz moc potrzebną by uratować kraj, oddasz luksus i bogactwo aby tylko powrócić do tego co jest ci dobrze znane.

Ravka, kiedyś potężny i dumny kraj, dziś podzielony przez Fałdę Cienia – mroczne pasmo pełne wilkrów, krwiożerczych istot. Nikt nie widzi nadziei na lepsze czasy dla państwa popadającego w ruinę. Do czasu aż pewnego dnia, kiedy Armia rusza by przeprawić się przez Fałdę do Ravki Zachodniej. Wśród wojowników znajduje się też Alina Starkov, asystentka kartografa. Dziewczyna wraz z przyjacielem Malem oraz armią rusza w ciemne pasmo licząc, że dopisze im szczęście i nie zostaną zaatakowani. Niestety potwory atakują i kiedy już Alina i Mal są bliscy śmierci z młodej kobiety wydobywa się światło odstraszające wilkry. Darkling, potężny Grisza zabiera ją do Małego Pałacu – twierdzi, że jest ona pierwszą od bardzo dawna Przyzywaczką Słońca, nadzieją na unicestwienie Fałdy. Czy kobieta odnajdzie się w nowo zaistniałej sytuacji?

 „Cień i kość” zaciekawił mnie już od momentu ukazania się zapowiedzi książki, ale nagły napływ niemalże samych ochów i achów ostudził trochę mój zapał. Pomimo tego, że byłam zaintrygowana tytułem odczekałam rok i już na spokojnie nie pamiętając tych wszystkich zachwytów zabrałam się za czytanie. Jakie są moje wrażenia?

Nie mogę odmówić autorce talentu, pisze bowiem bardzo dobrze, a co najważniejsze ma świetny pomysł i potrafi wykorzystać jego potencjał. Leigh Bardugo osadziła akcję powieści w Rosji, w czasach gdy jeszcze panowali carowie, dzięki czemu łatwiej jest wyobrazić sobie niektóre rzeczy (pałac władcy, pełen przepychu). Powieść chociaż magiczna i nierzeczywista wydaje się bardzo realna. Nie można też jej odmówić pomysłowości, stworzenie Fałdy, wilkrów, Griszów – w prawdzie nie zawsze i nie wszystko jest przedstawione po raz pierwszy, ale zostało przedstawione w taki sposób iż jednak wyróżniają się na tle tego co było wcześniej.

Bardugo opisuje wszystko w zupełnie nowym świetle, sięga do historii i daje powoli poznać dzieje, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Podoba mi się też droga, którą poszła autorka przy objaśnianiu podziału Griszów na grupy oraz ich umiejętności. „Cień i kość” to przemyślana i pod każdym względem dopracowana publikacja, wydarzenia układają się w spójną oraz logiczną całość. Nie sposób się nudzić w trakcie śledzenia fabuły – akcja toczy się szybko i, co bardzo ważne, nie sposób przewidzieć dalszych kroków bohaterów.

Jeśli już mowa o postaciach, to powieściopisarce należą się brawa za to jak różnorodne osobowości stworzyła. Nawet jeśli wydaje się, że kogoś się rozgryzło to za jakiś czas okazuje się iż to tylko maska, a człowiek jest zupełnie kimś innym. Każda z osób wyróżnia się sposobem bycia, poglądami oraz zachowaniem. Polubiłam Alinę, czasem drażniła mnie swoim zachowaniem, ale w większości miała zdrowe podejście do wielu spraw, bogactwo nie uderzyło jej do głowy. Nie jest też idealna, popełnia błędy, przez co jest bardziej realna. Mal to typowy facet, dopóki Alina jest przy nim nie zauważa jej inaczej niż tylko jako towarzyszkę rozmów, przyjaciółkę, ale kiedy widzi zainteresowanie innego uderza go, że jednak coś czuje do kobiety. No i oczywiście obraza, bo ona zwraca uwagę na tego drugiego (no naprawdę, jak tak może!), ale z drugiej strony to najlepszy wojownik, posiadający niesamowite umiejętności i najlepszy przyjaciel gotowy zrobić wszystko, by uratować najbliższą osobę. No i Darkling, który był dla mnie prawdziwą zagadką – zaskoczył mnie, a nie często się to zdarza.

Zabrakło mi takiego „wow” przy tej książce, nie oczarowała mnie tak jak większość czytelników, ale pomimo tego uważam, że jest to książka, której niczego nie brak. Czyta się ją szybko, płynnie i z prawdziwym oraz z każdą chwilą rosnącym zainteresowaniem. Spodobał mi się opisany klimat Rosji – magiczny, mroczny, nieznany – autorzy niezbyt często korzystają z możliwości jakie daje ten kraj, a Bardugo nie dość, że zaczerpnęła trochę z niego to stworzyła  coś nowego, ale wyglądającego nadzwyczaj realnie. Nie sposób nie polubić bohaterów, szybko się z nimi zżyłam i z ciekawością obserwowałam kolejne poczynania. To jest debiut Leigh Bardugo, ale jakże udany. Stworzyła historię, która wciąga i intryguje, napisała ją prostym i przystępnym językiem, tylko czasami pojawiają się typowe dla kraju zwroty – są jednak wytłumaczone. Z całą pewnością sięgnę po kontynuację, jestem ciekawa jak potoczą się dalsze wydarzenia.

Jeśli jest jeszcze ktoś kto nie czytał pierwszej części trylogii Griszy, to szczerze polecam, bo jak na debiut jest bardzo dobrze napisana i każdemu może spodobać się to, co stworzyła Leigh Bardugo. Posiada klimat, który zachwyca, intrygującą fabułę, ciekawych bohaterów oraz świetnie skrojony wątek fantastyczny i miłosny nie wysuwający się zbytnio na pierwszy plan. Polecam!


*Leigh Bardugo, „Cień i kość”, s.355
Autor: Leigh Bardugo
Tytuł: Cień i kość
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 19 czerwca 2013
Liczba stron: 380

Trylogia Grisza:
Cień i kość | Szturm i Grom | Ruina i rewolta

Książka przeczytana w ramach wyzwań czytelniczych: Book lovers