Wiedźma i Smok


Obserwuj, co robią ludzie, kiedy sądzą, że nikt ich nie widzi, kochana. W ten sposób dowiesz się, kim naprawdę są. [s. 13]

Zdesperowani ludzie są gotowi zrobić bardzo dużo, nawet szalone i nieracjonalne rzeczy, które mogą zaszokować i wzbudzić mieszane uczucia. Jednak czy nie warto zaryzykować by być w końcu wolnym lub pokazać komuś, że potrafi się osiągnąć coś dobrego.

Erika i Grayson się nie znają, ale oboje są w niemałych tarapatach. Ona nie ma dachu nad głową a posiadane pieniądze z pewnością na długo nie wystarczą. Z kolei On dąży do uratowania podupadającej winnicy, ale kryminalna przeszłość i zszargana opinia w małym miasteczku niczego mu nie ułatwia. Kiedy Kira przypadkowo spotyka Graysona i podsłuchuje jego rozmowę wpada na zwariowany pomysł złożenia mu dość niecodziennej oraz niemoralnej propozycji. Co wyjdzie z ich układu?


Po książki Mii Sheridan sięgam w ciemno i po prostu wiem, że muszę mieć na półce wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Autorka za każdym razem potrafi trafić do mojego serca i wzbudzić cały wachlarz emocji. Cz z Bez winy było podobnie?

(...) nieważne, co człowiek ma, ale jak traktuje innych. [s.83]

Po ostatnim, miażdżącym emocjonalnie tytule, potrzebowałam czegoś lekkiego i zabawnego, a Bez winy miało właśnie takie być. I było. Sheridan tym razem stworzyła new adlut z nutką dramatu, dużą dawką napięcia seksualnego, ale to co wysuwa się na pierwsze miejsce to wątek komedii romantycznej. Autorka wszystko ze sobą zgrabnie łączy i sprawia, że powieść śmieszy, wzrusza a nawet odrobinę skłania do przemyśleń. Nie bagatelizuje tego, co przeszli bohaterowie, nie tworzy banalnej historyjki, ale nie szczędzi zabawnych sytuacji, ciętych ripost i droczenia się bohaterów między sobą. Powieść jest przepełniona humorem, uczuciami oraz akcją, która zaskoczy i oczaruje. Jakieś zarzuty? Absolutnie żadnych. Serio, nie mam się do czego przyczepić, moja czepialska natura rozpacza...

Co jeszcze chciałabym pochwalić, to sylwetki bohaterów, uwielbiam Graysona za to jaki jest, chociaż pozoruje się na zupełnie kogoś innego, nie potrzebującego wsparcia, uczucia, akceptacji i bliskich osób u swego boku. Ma w sobie coś takiego, że bezwiednie mnie do niego ciągnęło. Jednak tym razem to postać żeńska zdobyła moje serce, jestem nią absolutnie zachwycona. Kira, która nie miała żadnych dobrych wzorców w domu rodzinnym wyrosła na kobietę empatyczną, otwartym sercem, chętną nieść pomoc, starająca się pomóc potrzebującym. Ale najbardziej urzekł mnie jej cięty język, poczucie humoru, otwartość, umiejętność radzenia sobie z problemami, nie zatracenie spontaniczności i... szalone pomysły, och te jej pomysły (hihi).

- Odkryłam (...) że czasem najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to uśmiechać się. [s. 155]

Po raz kolejny Mia Sheridan zdobyła moją całkowitą uwagę, od pierwszych stron zostałam wciągnięta w wir wydarzeń i nie mogłam oderwać się od czytanej powieści. Autorka pokazała się z trochę innej strony, stworzyła mieszankę gatunkową chwytającą za serce, bawiącą do łez i pobudzającą odrobinę zmysły. Bez problemu zżyłam się z bohaterami i obserwowałam ich poczynania, wraz z nimi śmiałam się, irytowałam, denerwowałam i odkrywałam rodzące się uczucie, co było niesamowitą rozrywką. Sheridan potrafiła mnie rozśmieszyć kiedy miałam naprawdę podły humor i to chyba jest najlepszą rekomendacją dla Bez winy. Ta książka w moim odczuciu jest taką Disney'owską historią dla dorosłych.

Gorąco polecam najnowszą powieść autorki wszystkim fanom, a także wielbicielkom komedii romantycznych. Zapewniam, że spędzicie z tym tytułem kilka godzin pełnych śmiechu oraz wzruszeń i nie pożałujecie nawet jednej sekundy poświęconej na przeczytanie.

- Zrozumiesz, jak sądzę, że tam, gdzie jest prawdziwa miłość, zawsze jest prawdziwa nadzieja. [s.385]

Autor: Mia Sheridan
Tytuł: Bez winy
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: 2016-09-28
Kategoria: New Adlut, komedia romantyczna
ISBN: 9788375152623
Liczba stron: 416
Ocena: 8/10

Kup przedpremierowo!

Gipf (polska edycja)


Jeśli lubicie gry logiczne, w których przydatne jest planowanie oraz strategiczne myślenie, to Gipf (polska edycja) jest właśnie dla was.

Cel i fabuła gry

Gipf, wbrew pozorom, jest bardzo prostą grą logiczną dla dwóch graczy, mającą jeden ważny cel. Otóż gracze muszą ustawiać na planszy rzędy składające się co najmniej z czterech własnych pionków i przy okazji zgarnianie pionów przeciwnika, tak aby ten ostatecznie nie miał już możliwości wprowadzenia do gry kolejnych pionów. Wygrywa ten, który pierwszy zgarnie wszystkie piony drugiego gracza.

Strona wizualna

Minimalistyczny wygląd gry jest moim zdaniem jak najbardziej na plus, bo podczas rozgrywek szata graficzna nie rozprasza i dzięki temu łatwiej skupić się na samej grze. Sztywna, składana plansza w trzech kolorach (biały czarny, niebieski) jest trwała i z pewnością przetrwa wiele rozgrywek. Równie mocne są pionki w dwóch kolorach (czarny, biały) zrobione w taki sposób, by łatwo było nimi poruszać po planszy oraz ustawiać jeden na drugim i się nie zsuwały przy tym. 


Przygotowanie gry

Po rozłożeniu planszy gracze losują kolor jakim będą grać. Ten, który wylosuje biały rozpoczyna rozgrywkę. Należy pamiętać, że plansza umieszczona między graczami musi być położona tak, by kropka oznaczona E1 była przy graczu grającym białym kolorem. W grze podstawowej (chwilowo tylko taką miałam okazję sprawdzać) każdy z graczy ma po 15 pionów w swoim kolorze. Przed rozpoczęciem obaj gracze muszą ułożyć je naprzemiennie na rogach białego pola po trzy piony. Pozostałe 12 leży obok planszy i są tak zwaną rezerwą.

 
Przebieg gry

W czasie trwania swojej tury gracz musi wykonać swój ruch w duch krokach, pierwszy polega na wzięciu pionu ze swojej rezerwy i umieszczeniu go na jednej z 24 kropek, drugi to przesunięciu go na punkt w obszarze gry (białe pole). Pion można przesunąć na wolny punkt w obszarze gry, ale możliwy jest też ruch kiedy jakiś punkt jest już zajęty przez inny pion. W takim wypadku niezależnie od koloru należy przesunąć pion znajdujący się na tym punkcie. Jeżeli w linii jest więcej pionów trzeba je kolejno przesuwać zaczynając od pierwszego, aż do momentu kiedy powstanie wolny punkt dla pionu, którym rusza gracz. Nie należy "przepychać" wszystkich pionów na raz ani wysunąć ich za obszar gry.

Jak już wiadomo celem gry jest zabranie pionków drugiemu graczowi, tak by nie zostało mu nic w rezerwie i tym samym stracił możliwość ruchu i w rezultacie przegrywa. Jak tego dokonać? Poprzez ruchy należy ustawiać rzędy składające się z minimum czterech pionów o tym samym kolorze. Jeśli utworzy się taki rząd (niezależnie od tego przez jakiego gracza), gracz poruszający się danym kolorem zabiera rząd oraz jego "przedłużenie". Piony gracza wracają do rezerwy, a przeciwnika są mu zabierane.

Należy również pamiętać, że:
- pion zawsze musi być umieszczony na kropce, niezależnie od kolejnego kroku,
- pionem można ruszyć za jednym razem tylko o jeden punkt,
- trzeba pamiętać, by w rezerwie pozostawały zawsze jakieś piony,
- pusty punkt w rzędzie przerywa go i w tej sytuacji nie można zabrać pionu za pustym punktem,
- w sytuacji, w której w tym samym czasie powstanie więcej rzędów składających się z przynajmniej 4 pionków tego samego koloru są dwie możliwości. Jeśli rzędy się nie przecinają trzeba zebrać wszystkie piony, jednak jeśli rzędy się przecinają, to gracz decyduje, który pion chce zebrać,
- w sytuacji, w której dwóch graczy musi zebrać piony, jako pierwszy robi to gracz, który doprowadził do sytuacji,
- zabieranie pionów z planszy nie liczy się jako tura,
- remis nie jest możliwy,
- gracz musi mieć możliwość widzenia ile pionów zostało przeciwnikowi w rezerwie.


Podsumowanie

Początkowo gra może być mało interesująca, ale im więcej pionków pojawia się na planszy tym rozgrywki robią się coraz ciekawsze i wymagające większego skupienia. Trzeba przemyśleć nie tylko swoje kroki, ale również przeciwnika, by niczego mu nie ułatwiać. Można się przy niej dobrze bawić i ćwiczyć spostrzegawczość. Dużym plusem jest dla mnie bardzo obszerne zasady gry oraz kilka przykładów sytuacji jakie mogą zaistnieć na planszy. Do wyboru są jeszcze warianty gry – Zasady standardowe oraz Zasady turniejowe – tych jednak jeszcze z przyjaciółką nie rozpracowałyśmy. Polecam wszystkim lubiącym strategiczne gry, myślę, że się nie zawiodą. 

Wydawca: Rebel
Projektant: Kris Burm
Wydanie: polskie
Instrukcja: polska
Ocena: 7/10

Zawsze tylko ty


- Sprawy, które są coś warte, nie przychodzą łatwo. (...) - Musisz o nie walczyć tak długo, aż wyczerpiesz wszystkie siły, a wtedy zrób sobie krótką przerwę i walcz dalej. (...) Nie poddawaj się, bo będziesz żałował. [s. 221]

Mówi się, że pierwsza miłość pozostaje w pamięci na zawsze. Może się zakończyć, ale jej wspomnienia nigdy nie miną. Czasem to tylko początek do tego by w końcu odnaleźć tą jedyną, ale są takie pierwsze uczucia, które pozostają ostatnimi, dominującymi nad całym życiem, nawet gdy los rozdziela zakochanych.

Osiem lat temu Tripp musiał uciec, by wyrwać się spod władzy rodziców, którzy zaplanowali mu życie jakiego nie chciał. Przed tym postanowił spędzić jeszcze ostatnie lato z przyjaciółmi w Rosemary Beach. Tamtego lata na jego drodze staje szesnastoletnia Bethy, dziewczyna skrada mu serce, ale pomimo to kiedy nadchodzi czas wyjeżdża planując wrócić za jakiś czas po ukochaną. Niestety pewne wydarzenia sprawiają, że dosięga ich okrutna tragedia, serca zostają złamane a szanse zaprzepaszczone. Tripp wraca po latach do miasta, by zmierzyć się z przeszłością i widzi, że ukochana jest w końcu szczęśliwa z innym mężczyzną. Odsuwa się, bo jedyne czego pragnie to właśnie jej szczęście, ale kiedy ponownie los łamie jej serce postanawia już nigdy więcej jej nie opuszczać. Tylko czy dziewczyna pozwoli mu się ponownie do siebie zbliżyć?

Abbi Glines jest jedną z  najbardziej lubianych autorek przeze mnie. Po jej książki sięgam zawsze bez wahania, bo wiem, że nie poczuję rozczarowania. Jej pióro sprawia, że na kilka godzin przenoszę się do innego świata i żyję losami bohaterów. Jaki tym razem okazał się powrót do Rosemary Beach?

Przyznać muszę, że opisywanie któregoś tomu z kolei jest nie lada wyzwaniem, bo trudno znaleźć odmienne słowa do tych już użytych, by opisać to, co się podoba w książkach Abbi. Powieściopisarka ma niesamowity talent do tworzenia historii, które mogą wydawać się zwyczajne, ale dzięki jej umiejętnością budowania napięcia, opisywania uczuć oraz przemyśleń opowieść staje się w stu procentach absorbująca. Glines maluje słowem, sprawia, że historia jest rzeczywista, przepełniona emocjami – tymi złymi i dobrymi – oraz tworzy bieg wydarzeń od którego nie idzie się oderwać. To historia ludzi pokrzywdzonych przez los, własne wybory, niedomówienia i błędy. Ona ściska za serce, szarpie duszę i nie daje możliwości odłożenia książki chociażby na chwilę.

Zarówno Bethy, jak i Tripp przewijali się w poprzednich częściach cyklu i muszę przyznać, że byłam ciekawa ich historii, ale nie sądziłam, że będą mieli swoją wspólną. Polubiłam oboje prędzej, a teraz mając okazję poznać ich bliżej ta sympatia się tylko pogłębiła. Tripp popełnił błędy i nie potrafił ich do pewnego momentu naprawić, ale okazał się niezwykle wytrwały, opiekuńczy oraz kochający. Z kolei Bethy jest dla mnie jedną z silniejszych postaci literackich jakie poznałam. Wiele przeszła, musiała zmagać się z poczuciem winy, odrzuceniem, bólem utraty, nienawiści i obawy. Nikt nie powinien przechodzić tego co ona. A jednak przetrwała.

Jest coś takiego w stylu pisania Abbi Glines, co sprawia, że nie potrafię się oderwać od jej książek, tak było i tym razem. Historia Bethy oraz Trippa całkowicie mnie pochłonęła, nie mogłam oderwać się od czytania i zachłannie przewracałam kolejne strony. Podobał mi się motyw przeplatania przeszłości z teraźniejszości, co pozwoliło poznać początki ich znajomości i trochę więcej zrozumieć. Przeżywałam losy bohaterów całą sobą, Abbi dalej potrafi zawładnąć moim sercem, ale... czegoś mi tu zabrakło, jakby autorka miała gorszy czas pisząc ten tytuł, ale nawet wtedy trzyma dobry poziom.

Byłaś moja to kolejny tom cyklu, ale ostatecznie można czytać go bez znajomości poprzednich części, jednak zachęcam by zacząć od początku, bo pojawiają się tu główni bohaterowie wcześniejszych historii. Polecam, bo mimo wszystko to nadal ta sama Abbi Glines trafiająca do serca, która opowiada o przyjaźni, drugich szansach i wybaczeniu – innym, ale co najważniejsze i sobie samemu.
Książkę kupisz TUTAJ

Autor: Abbi Glines
Tytuł: Byłaś moja
Wydawnictwo: Pascal
Data wydania: 2016-05-18
Kategoria: New Adlut, romans
ISBN: 9788376427126
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10



Rosemary Beach:
Za daleko:
O krok za daleko | (Jesteś za daleko) | Spróbujmy jeszcze raz | Zacznijmy od nowa

Chance:
Grając w miłość | Daj nam ostatnią szansę

Byłaś moja

(Kiro's Emily)

Jeszcze się spotkamy | When You're Back

The Best Goodbye

Up in Flames

Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu


No, dawaj, stary, obaj dobrze wiemy, jak ciężko jest czasem oddychać, ale mimo to jakoś próbujemy. Cały czas próbujemy. [s. 377]

Wszyscy mamy swoje szczęśliwe miejsca, do których chodzimy, by się w nich ukryć lub po prostu odpływamy tam myślami. Są dla nas ucieczką, pozwalają się skryć, ochłonąć, nabrać siły lub uspokoić i wyciszyć. Każdy z nas potrzebuje takiego skrawka gdzie, jeśli tylko tego chcemy, nikt nas nie dosięgnie.

Maisie Bean po 20 latach od śmierci swojego syna Jeremy'ego zdecydowała się na napisanie o nim książki. Następnym krokiem jest opowiedzenie jego historii dużej grupie słuchaczy. Jesteście gotowi poznać losy nie tylko jej syna, ale też jej samej i ich rodziny? Bo żeby wszystko zrozumieć trzeba cofnąć się w czasie. Zainteresowani? Jeśli tak koniecznie musicie sięgnąć po Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu...

Jeszcze w trakcie czytania zastanawiałam się jak stworzyć zarys fabuły, tak by was zaintrygować. Stwierdziłam w końcu, że najlepiej będzie nic nie zdradzać stąd taki a nie inny powyższy akapit.
Po odłożeniu Ostatnich dni Królika wiedziałam, że bez zastanowienia sięgnę po kolejną książkę Anny McPartlin jeśli tylko zostanie u nas wydana, bo autorka zachwyca i powala emocjonalnie. I o to jest, już przeczytana. Jakie wrażenia po sobie zostawiła?

Chciałabym móc napisać, że musicie ją przeczytać, że popełnicie wielki błąd jeśli ominiecie ją w księgarni, ale wiem, że to by było za mało. Tak więc... Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu stylem i językiem może przypominać Ostatnie dni Królika, ale to jedyne podobieństwo jakie istnieje między nimi. Najnowsza pozycja jest zupełnie inna, bardziej tajemnicza, budująca napięcie i... niepokojąca. To również historia pełna emocji spływających na czytelnika z każdej strony. Porusza problemy społeczne, które były kontrowersyjne kiedyś i są takie nadal. Mówi o tolerancji, miłości, przyjaźni, akceptacji, o budowaniu swojej wewnętrznej siły by sprzeciwić się złu jakie nas dotyka, o tym, by być sobą. Przypomina, że każdy ma prawo do szczęścia, że jesteśmy równi sobie i zasługujemy na to samo.

Często przeraża mnie w książkach duża ilość bohaterów, no bo jak się w tym wszystkim odnaleźć, jak przypisać imiona do konkretnych osób. Są jednak autorzy, którym udaje się stworzyć osobowości różnorodne, wyróżniające się nie tylko wyglądem, ale i sposobem mówienia, zachowania czy też myślenia. Dzięki temu czasem nawet nie potrzeba wtedy imienia, by wiedzieć o kim akurat mowa. McPartlin właśnie to potrafi. Charakterystyka jej postaci jest szczegółowa, są one realne, pełnowymiarowe i łatwo się z nimi zżyć. Tutaj występuje prawdziwy kalejdoskop osobowości, które wywołują przeróżne emocje. Brawa.

Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu poruszyło mnie do głębi, sprawiło, że nie mogłam oderwać się od czytania i z napięciem, nie raz wstrzymując oddech, śledziłam przebieg wydarzeń. Anna McPartlin napisała coś życiowego, prostego, ale niezwykle przejmującego i właśnie dlatego tak  łatwo było mi wczuć się w przedstawioną historię, zżyć z bohaterami i wraz nimi przeżywać wszystko, czuć to, co oni i myśleć nad tym samym. Autorka posiada niesamowitą umiejętność obserwacji ludzi, ich zachowań oraz przekazywania emocji. Trafiają one prosto do mojego serca, wywołują burzę a sama historia skłania do chwili refleksji. Jestem nią zachwycona.

Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu to piękna, mądra, wzruszająca i ponadczasowa historia, której nie da się nie przeżywać. Jeśli poprzednia książka autorki podbiła wasze serca, to i tej się to uda. Polecam z całego serca. 

 Autor: Anna McPartlin
Tytuł: Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Data wydania: 2016-08-31
Kategoria: obyczajowa
ISBN: 9788327620712
Liczba stron: 400
Ocena: 8/10

Wyniki: Wymyśl wątek sensacyjny


Cześć kochani! :)

Nadszedł czas na rozwiązanie konkursu, w którym do wygrania były dwa egzemplarze Marianny Magdaleny Wali. Książki, którą się zachwycam od momentu przeczytania i polecam komu tylko mogę (czyt. kto jeszcze chce mnie słuchać ;)). 

Wyniki... hm... nie było łatwo. Muszę przyznać, że miałam ogromny dylemat i nawet poradziłam się zaufanych osób - koniec końców wytypowałam dwie zwyciężczynie. 


Najpierw fragment regulaminu, tak dla przypomnienia... i podtrzymania napięcia. ;)
 

4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.

11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.

 
Zwyciężczyniami zostają...
  Oblicza Rozy  
Jagoda G.
 
Zwyciężczyniom gratuluję i proszę o podesłanie adresu do wysyłki nagrody na wyżej wspomniany adres e-mail. ;)

Stwórz legendę

 
(...) szczerze mówiąc, nie wiem już jak żyć. Promyczek nie była jedynie moją najlepszą przyjaciółką, była jakby moją drugą połówką... drugą połową mojego umysłu, mojego sumienia, mojego poczucia humoru, mojej kreatywności… Była drugą połową mojego serca. W jaki sposób człowiek może wrócić do swoich zajęć, jeśli na zawsze stracił połowę siebie? [s. 15]

Straciliście kogoś kogo kochaliście ponad życie? Kogoś pokazującego wam jak czerpać z życia wszystko co najlepsze, jak być dobrym, szczerym i zawsze widzieć dobre rzeczy, nawet w najgorszych momentach? Kogoś kto rozjaśnia każdy twój dzień i sprawia, że w każdej chwili chcecie byc coraz lepsi? Kiedy odchodzi kochana osoba poczucie utraty jest niewyobrażane, ale kiedy traci się cały swój świat jedynie czego się pragnie to przestać czuć...

Kiedy Promyczek umiera Gusowi wali się cały świat. Nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, w której nie ma już jego Kate. Nie może poradzić sobie z utratą swojej drugiej połówki będącej jego inspiracją, jego światełkiem, powodem do dążenia, by być dobrym. Nie czuje radości występując na scenie, chce przestać czuć i myśleć. Zatraca się, nie potrafi pisać nowych tekstów ani tworzyć muzyki. Wraz z odejściem Kate wszystko straciło sens, a on zmienia się w dupka, który z pozoru niczym się nie przejmuje. Czy jeszcze kiedyś powróci Gus, który będzie takim jakim chciałaby go widzieć Promyczek? Czy uda mu się pozbierać i na nowo zacząć żyć?

Pamiętacie moją (nie)recenzje Promyczka? Nie byłam w stanie napisać normalnego tekstu, bo złożenie sensownych zdań graniczyło z cudem. Pierwsza powieść Kim Holden sprawiła, że się śmiałam, płakałam, cieszyłam i wyłam z bólu. Pokazała mi ona co to znaczy być dobrym, jak cieszyć się z najmniejszej drobnostki i żeby żyć dniem dzisiejszym. Po Promyczku żadna inna książka tak mnie nie poruszyła, za każdym razem mówiłam sobie świetna, ale to nie Promyczek. Kim postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Czy cokolwiek jest w stanie dorównać historii Kate Sedgwick?

Ludzie nie wybierają tragedii. To tragedie wybierają ludzi. [s. 209]

Jeśli w tej chwili miałabym opisać jednym zdaniem Gusa to napisałabym, że ta książka to jedna wielka emocja. Jej się nie czyta, tylko przeżywa. Kim Holdem zrobiła coś niesamowitego, coś co sprawiło, że wszystkie inne dotąd przeczytane powieści musiały pozwolić Promyczkowi i Gusowi stanąć na samym szczycie. Ta historia jest pięknym, wzruszającym, szokującym, bolesnym i oczyszczającym uzupełnieniem opowieści o Kate. Autorka przedstawia opowieść o chłopaku rozdartym na połowę, o jego zagubieniu, cierpieniu, poczuciu utraty, miłości do Promyczka i w końcu o uzdrowieniu, powolnym, bolesnym, ale potrzebnym, by nie zawieść swojej przyjaciółki. Gus poraża intensywnością uczuć, sprawia, że nie można oderwać się od czytania, a kiedy to już na prawdę konieczne i tak sercem oraz umysłem jest się przy bohaterach.

I skoro o nich mowa. Kocham Gusa, całym sercem, duszą, nawet rozumem. Chociaż początkowo przerażało mnie to, co sobie robił, rozumiałam jego ból i potrzebę zapomnienia. Jednak nawet wtedy to ten sam Gus, którego nie sposób nie wielbić. Jak można oprzeć się gwieździe rocka, który kocha swoją mamę i zawsze stawia ją, a także swoich przyjaciół na pierwszym miejscu? Jak nie oddać serca komuś kto kocha dzieci i z radością spędza czas ze starszą kobietą, świetnie się przy tym bawiąc? Jak powstrzymać czuły uśmiech czytając o mężczyźnie sprawiającym komuś radość i nie oczekującym nic w zamian, bo samo szczęście i uśmiech obdarowanych jest dla niego odwdzięczeniem się? Nie da się, ja nie byłam w stanie. On jest niesamowity, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. I chociaż to jego opowieść nie brak tutaj też opisów losów przyjaciół Kate, Stelli, Kellera, Audrey i nowych postaci - Scout. Scout, która zachwyca swoją siłą, radząc sobie w życiu jak tylko potrafi, a zarazem chwyta za serce swoimi przeżyciami i staraniami, by stać się lepszą, odważniejszą, bardziej pewną siebie.

Czekałam na Gusa niecierpliwie, tak bardzo byłam ciekawa tej książki, że bez wyrzutów sumienia porzuciłam inną na rzecz tej i nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z nią. Bo były one niesamowite, intensywne, pełne przeróżnych emocji, które sprawiały, że w jednej chwili roniłam łzy, by za chwilę śmiać się w głos. Gusa się przeżywa - wraz z głównym bohaterem przechodzi się przez kolejne etapy żałoby, cierpiąc i tęskniąc za Kate. Jestem zachwycona, oczarowana i poruszona tym jak Kim Holden pisze o emocjach, to niesamowite jak potrafi zajrzeć w najgłębsze zakamarki ludzkiej duszy, napisać o bólu, cierpieniu, nadziei, strachu, miłości, tolerancji, zaufaniu i przyjaźni. Mało mi, chcę więcej, potrzebuję więcej. Nie potrafię przestać myśleć o postaciach, o tym co mogło by być dalej. Jestem pewna, że niedługo wrócę do Gusa, do jego uroku, dobroci, otwartego serca.

Podczas pisania tego tekstu nie raz w mojej głowie pojawiały się urywki scen, które wywoływały uśmiech na mojej twarzy i łzy na rzęsach. To chyba najlepsze potwierdzenie, że Kim Holden podołała zadaniu i stworzyła książkę dorównującą poprzedniczce. Promyczek była niepowtarzalna, tak samo jest i z Gusem. To trzeba przeczytać, serio.

(...) w życiu najważniejsze jest dobro i należy czerpać je pełnymi garściami z każdej chwili, nawet tej ulotnej. [s. 302]
 
Autor: Kim Holden
Tytuł: Gus
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2016-09-07
Kategoria: New Adlut
ISBN: 9788380751477
Liczba stron: 504
Ocena: 10/10
Promyczek:
Promyczek | Gus

Życie buntownika

 
Czasami łatwo zapomnieć o całym pięknie, jakie kryje w sobie świat. *

Wyobraź sobie, że odebrano ci część wspomnień, nie pamiętasz niektórych ludzi, tego kim dla ciebie byli, co robili i jakie były twoje uczucia wobec nich. Wyobraź sobie, że jesteś w niebezpieczeństwie, bo wiesz coś czego nie powinnaś wiedzieć i musisz ciągle uciekać. Wyobraź sobie, że czujesz ogromny strach przed złapaniem, bo jeśli to się stanie... to będzie twój koniec.

Na świecie nadal trwa epidemia samobójstw, zarażeni trafiają do Programu, który w niekonwencjonalny sposób leczył chorych. Uważali, że usuwając zarażone wspomnienia ratują ludzi, nawet jeśli w ten sposób całkowicie się ich zmienia. W macki programu wpadli też Sloane i James, którzy przed kuracją byli parą. Po leczeniu ich drogi nigdy więcej miały się nie zetknąć, ale spotykają się i czują, że coś między nimi iskrzy. By móc być razem muszą uciekać i dołączyć do buntowników. Nigdzie nie są bezpieczni, żyją w ciągłym strachu, że w końcu Program ich dopadnie i nie mają pojęcia komu ufać ponieważ wszyscy kłamią. Jaki będzie finał tej ucieczki?

Kuracja samobójców musiała odczekać swoje bym w końcu sięgnęła po drugi tom serii. Nie wiem czemu, ale coś mnie zniechęcało do czytania, a podjęte próby przełamania tego uczucia kończyły się fiaskiem po kilku stronach. W końcu jednak się zawzięłam i mam tę część już za sobą. Jakie odczucia mam względem niej?

Program sprawił, że stali się innymi ludźmi. Uleczył ich, a równocześnie zniszczył. *

Pamiętam, że Plaga samobójców pomimo kilku potknięć była ciekawym wprowadzeniem do serii. Brakowało mi w niej kilku ważnych informacji i liczyłam, że uzyskam je w Kuracji samobójców. I pod tym względem jestem zadowolona, bo otrzymałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Wiem już co zapoczątkowało epidemię, jakimi zasadami kieruje się Program i jak działa. W tej części Suzanne Young nie skupia się też już tak bardzo na wątku romansowym, tylko równoważy go z ucieczką, buntem, dążeniem do prawdy i walką o wolność i powrót do normalności. W tym tomie dziej się dużo, szybko i zaskakująco. Na jaw wychodzą matactwa Programu, wszystkie kłamstwa i tajemnice. Czasem jednak coś zgrzytało, zwalniało i troszeczkę męczyło. Niemniej autorka poruszyła w powieści tematy nad którymi warto się zastanawiać, zwrócić na nie uwagę, bo nie są tylko jej wymysłem a czymś rzeczywistym.

Bohaterowie. Mam z nimi niemały problem, bo z jednej strony ich charakterystyka jest bez zarzutu, ale z drugiej nie potrafiłam się z nimi zżyć, ale nie byli mi obojętni, a na pewno nie to w jakiej sytuacji się znaleźli. Postacie są różnorodne, potrafią zaskoczyć, sprawić, że odnosi się wrażenie iż już je poznaliśmy a za chwilę na jaw wychodzą kłamstwa, ukryte działania. Najbardziej podobało mi się w nich to, że nawet ja, jako czytelnik, nie byłam w stanie odkryć prawdziwych twarzy poszczególnych osób i komu można zaufać.

Muszę przyznać, że po Kuracji samobójców spodziewałam się czegoś więcej niż zaserwowała autorka w pierwszym tomie, ale niestety nie bardzo jej to wyszło. Co prawda wyjaśniła wszystko, zadbała o to by cały czas coś się działo i zbyt szybko nie odkryć wszystkiego, ale zabrakło mi emocji, poczucia więzi z bohaterami. Chociaż czytałam drugi tom z ciekawością i zainteresowaniem nie przeżywałam go, nie miałam poczucia, że jak najszybciej muszę poznać zakończenie. Kuracja samobójców jest dobra, cała historia ma potencjał, którego autorka niestety nie do końca wykorzystała.

Książka jest dobrą dystopią i jeśli tylko macie za sobą Plagę samobójców, to po ren tom warto sięgnąć chociażby dla poznania odpowiedzi na pojawiające się pytania w poprzedniczce. Drugi tom jest mniej ckliwy, więcej w nim akcji, niebezpieczeństwa, poczucia przytłoczenia tym jacy potrafią być ludzie.

A więc musiało upłynąć tyle czasu, musiałam doświadczyć tylu start, by uzmysłowić sobie w końcu, że liczy się tylko chwila obecna. Nie nasze wspomnienia, lecz to, co dzieje się teraz. *
 
*Suzanne Young, Kuracja samobójców
Autor: Suzanne Young
Tytuł: Kuracja samobójców
Wydawnictwo: Feeria Young
Data wydania: 2016-01-13
Kategoria: dystopia
ISBN: 9788372295217
Liczba stron: 448
Ocena: 6/10
Program:
Plaga samobójców | Kuracja samobójców | Remedium | Epidemia
 
(Kier, 7 – Antyutopia/Dystopia)