piątek, 31 października 2014

Zapomniane dziecko



„- Do mojego domu Mikołaj nie przychodził”.*

Ile ma znieść dziecko, by na reszcie ktoś zauważył, że coś jest nie tak i zareagował? Jak bardzo musi być zaniedbane i wycofane, by zabrano je z domu, gdzie odebrano mu szanse na normalne dzieciństwo, i udzielono potrzebnej pomocy? Co trzeba uczynić, by w końcu coś się zmieniło?

Ośmioletnia Aimee do tej pory mieszkała ze swoją prawdziwą mamą, Susan, która niezbyt radziła sobie z wychowaniem dziecka. Dziewczynka cały czas chodziła brudna, była zawszona, karmiona tylko ciastkami i chlebem tostowym, do szkoły praktycznie nie chodziła, co odbijało się na jej rozwoju. Nie potrafiła dobrze czytać, pisać, liczyć. Żyła w świecie narkomani i prostytucji, będąc często naocznym światkiem zażywania narkotyków czy odbywających się stosunków seksualnych. Pozostawiona sobie, nauczona, że może robić co i kiedy chce, zaniedbana i wycofana, z traumatycznymi wspomnieniami. W końcu trafia do rodziny zastępczej. Cathy przeczytała w raporcie opieki społecznej iż ośmiolatka jest agresywna i niebezpieczna, pomimo tego zgadza się przyjąć Aimee, już nie raz miała do czynienia z tak pokrzywdzonymi przez los istotami i wiedziała, że czekają ją ciężkie chwile, ale może uda się jej pomóc. Jak potoczą się dalsze losy ośmiolatki?

Cathy Glass jest zastępczą matką współpracującą od kilkunastu lat z Agencją Opieki Zastępczej „Homefinders”. Przez jej dom przewinęło się już dużo dzieci z patologiczną przeszłością. Niektóre historie opisuje w swoich publikacjach, które poruszają najgłębsze zakamarki serca. „Zapomniane dziecko” to najnowszy tytuł autorki i nie widziałam innego wyjścia niż się z nim zapoznać.

Brytyjska autorka prostymi, nieskomplikowanymi słowami opisuje pobyt Aimee u siebie oraz powody dla których dziewczynka musiała do niej trafić. Bez koloryzowania i upiększania przedstawia opis działań opieki społecznej i innych instytucji państwowych działających na rzecz dziecka, które owszem pomagają, ale czasem popełniają rażące błędy czy też wręcz ignorują widoczne sygnały, aby tylko oszczędzić sobie pracy. Pokazuje również jak przeszłość człowieka może wpłynąć na  późniejsze życie oraz jego bliskich, gdy w porę nie uzyska się pomocy i kiedy nie ma się zbyt dużo silnej woli. Jednak, to co najistotniejsze to przedstawienie tego jak zaniedbane i pokrzywdzone dziecko uczy się funkcjonować w normalnej rodzinie, prawidłowo się odżywiać i zachowywać, dbać o higienę, uczyć się i trwać w czymś stabilnym. Równie ważnym faktem jest to, że dopiero u Cathy ośmiolatka przeżywa prawdziwe radosne chwile i zaznaje spokoju oraz poczucia bezpieczeństwa.

Glass w swoim tekście stopniowo nakreśla etapy zmian zachodzących u swojej podopiecznej. Drobnymi kroczkami, chociaż nie było łatwo, bo często po jakiś sukcesie robiła krok w tył, Aimee się otwierała, stawała bardziej ufna i skora do zwierzeń. A to co mówiła i jak się zachowywała wzbudzało żałość iż musiało ją to spotkać i wściekłość na dorosłych, bo do tego dopuścili. Dziewczynka jak na swój wiek i pomimo braków szkolnej wiedzy okazuje się bardzo dojrzała, co nie powinno mieć miejsca na tym etapie rozwoju. To czas beztroski, zbierania cudownych wspomnień i uczenia się świata, ale jej to odebrano. Ma jednak szanse na lepsze życie, tylko czy po tym co przeszła będzie w stanie się przełamać?

Niewiarygodnie trudno jest mi napisać cokolwiek na temat tego tytułu, bo czuję teraz kompletną pustkę. I nie dla tego, że mnie on nie zainteresował, ale dlatego iż nie jestem w stanie pojąć czemu z winy dorosłych muszą cierpieć dzieci. Jak własnemu potomstwu można zgotować taki los, jak można nie zareagować na tak widoczne zaniedbanie, zwłaszcza gdy wielokrotnie było zgłaszane? Książkę czyta się szybko, ale bywają momenty, kiedy trzeba ją odłożyć, by uspokoić wulkan emocji lub otrzeć łzy. Poruszająca do głębi, szokująca i uświadamiająca. Realna i zapadająca w pamięć.

„Zapomniane dziecko” zdecydowanie nie jest dla wszystkich. Jest to bowiem książka ciężka do przełknięcia, trudna tematycznie. Myślę, że ci którzy sięgają po powieści życiowe, o ludzkich krzywdach, pozbawione zmyślonych lub upiększonych fragmentów, powinni ją przeczytać. Kolejna historia, która nie powinna się zdarzyć…

„- Mam szczęście. Dwie rodziny chcą, żebym była ich córką. Wcześniej nikt nie chciał”.”*
  
*Cathy Glass, „Zapomniane dziecko”, s. 249
**Tamże., s. 314
Autor: Cathy Glass
Tytuł: Zapomniane dziecko
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 30 lipca 2014
Liczba stron: 384
Książkę można kupić w: Empik.com

wtorek, 28 października 2014

Okrutny los



„Niewolnictwo to pojęcie na szeroką skalę zakreślone. Wszyscy jesteśmy zniewoleni, czy nam się to podoba czy nie. Niewolnicy innych. Niewolnicy przewrotnego losu. Niewolnicy własnych błędów. Niewolnicy czynów. Myśli. Niewolnicy przeszłości. Niewolnicy stagnacji. A nawet lenistwa. Próżności. Wymieniać można w nieskończoność”.*

Bardzo często trudno jest pojąć postępowanie człowieka, jego tok myślenia i emocje którymi się kieruje. Mówi się, że nienawiść i miłość dzieli cienka granica, którą można łatwo przekroczyć. Tylko czy miłość do człowieka bez serca, stosującego przemoc fizyczną, jak i psychiczną oraz upokarzającego na każdym kroku jest możliwa?

Arina jako trzynastolatka była świadkiem jak jej rodzice są mordowani, a następnie ona sama została zniewolona przez silnego, okrutnego i bezwzględnego maga Aszarte. Azarel od ośmiu lat, dzień w dzień wykorzystuje ją fizycznie, stosuje wobec niej przemoc i sprawia, że pomimo iż również jest magiem, nie może się bronić ani mieć nadziei na lepsze jutro. Sprawia, że jest bezwarunkowo posłuszna, a nawet wdzięczna za to, że może mu służyć. O innym życiu nawet nie marzy i dlatego jest w głębokim szoku, gdy jego zachowanie względem niej się zmienia. Czy miłość między tą dwójką po tych wszystkich okropnych wydarzeniach jest możliwa, czy inni Aszarte to zaakceptują i w końcu czy Azarel rzeczywiście się zmienił czy może wystarczy jeden błąd by na nowo wyzwolić w nim bestie, by na nowo zniszczyć ducha Ariny? Co jeszcze czeka pokrzywdzoną przez los kobietę?

Na „Niewolnicę” skusiłam się pod wpływem szumu, jaki wokół niej powstał, intrygującego blurbu oraz przepięknej, przyciągającej wzrok okładki. Byłam ciekawa czym może zaskoczyć mnie debiutująca autorka, która odważyła się stworzyć tak skomplikowaną fabułę. Kiedy tylko książka do mnie dotarła zabrałam się za czytanie i… przepadłam.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego jak autorce udało się stworzyć przestrzeń, w której rzecz się dzieje. Niby jest ona nam znana, ale zaszły w niej kolosalne zmiany, a Chaudière skrupulatnie, logicznie i obrazowo opisuje, to zupełnie nowe oblicze ziemi. Bez problemu można wyobrazić sobie miejsca powstałe w jej wyobraźni. Ponadto w ciekawy sposób ukazała magów i ich świat, każdy detal jest przemyślany, znajduje się w ich historii, wydarzenia, zasady, koligacje i cała reszta ma swoje podłoże w przeszłości i nie bierze się znikąd. To jest zdecydowany plus powieści, bo dzięki temu stopniowo można wgłębiać się w nią, zaznajamiać z otoczeniem i prawami, a także ludźmi i ich sposobem życia. Nie jest to kolejna fantastyka gdzie bohaterowie się poznają, zakochują w sobie, pokonują zło i trwają dalej razem.

Książka, owszem traktuje o miłości, przyjaźni i wszystkimi uczuciami z tym związanymi. Ale.  Wszystko okazuje się inne, bardziej skomplikowane i czasem trudne do pojęcia, brutalna rzeczywistość nie pozwala liczyć na to iż nagle wszystko może być dobrze. Nie ma tu podziału na dobro i zło, nic nie jest tylko czarne i białe, ale za to pełne kontrastów i zaskakujących elementów. Całość układa się w spójną i logiczną całość, wydarzenia występują chronologicznie, to co ma być wyjaśnione powoli zostaje odkryte, ale jeszcze wiele jest do odkrycia i trzeba na to poczekać. Akcja toczy się szybko i zawile, cały czas coś się dzieje, także na brak wrażeń narzekać nie można

Jeśli chodzi o postacie wykreowane przez Chaudière, to z prawdziwą radością stwierdzam iż jak dotąd nie miałam przyjemności czytać powieści z bohaterami tak pełnymi kontrastu, są nieprzewidywalni, zaskakujący i posiadają wiele masek. Potrafią oszukać, zrobić dobrą minę do złej gry. Każda osoba jest perfekcyjnie dopracowana, wyróżniająca się na tle pozostałych. Niemniej najciekawszą istotą jest Arina, kobieta zniewolona, tyranizowana, poniewierana i wiele więcej. Pomimo tego, co ją spotkało, a – uwierzcie – trochę tego było i zapewne wiele jeszcze przed nią, potrafi znaleźć siłę, by się podnieść i iść dalej. Charakterystyka niewolnicy jest mistrzowska, te gesty słowa, myśli, zachowanie. Coś niesamowitego.

Nawet przez chwilę nie podejrzewałam, że „Niewolnica” wywrze na mnie tak ogromne wrażenie. Pomimo iż to prawdziwa cegiełka pochłonęłam ją w dwa dni i było mi mało. Takie debiuty to ja rozumiem! Od pierwszych stron autorka rzuciła mnie w wir wydarzeń sprawiając, że co chwilę kręciłam z niedowierzaniem głową, wściekałam się, smuciłam, czułam odrobinę radości, by zaraz po tym ogarniała mnie wściekłość i szok, że tak może być. Przez to przeżywałam historię całą sobą i nic się dla mnie nie liczyło, zapomniałam o upływającym czasie, obowiązkach, no nie mogłam się oderwać od książki. To taki świeży powiew w literaturze tego gatunku, nic tu nie jest jednoznaczne ani pewne. Świat realny przeplata się z tym magicznym, pełnych nadnaturalnych istot, ale jest również pełen cierpienia, tyrani i niewolnictwa. Zakończenie zwala z nóg i zastanawiam się – bić brawo za taki finał czy się wściekać. No bo jak można zostawić czytelnika z takimi niewiadomymi? Jestem pewna, że będę do niej powracać i już tupie niecierpliwie na myśl o kontynuacji.

„Niewolnica” okazała się jednym najlepszych debiutów, które było mi dane czytać. Książka jest inna, zaskakująca, nietuzinkowa, wywołująca masę przeróżnych emocji, sprawiająca, że zapomina się o szarej rzeczywistości. Jeśli kolejne tytuły Anny Marii Chaudière będą na takim samym poziomie, to zyska we mnie wierną fankę. Widać iż poświęciła historii dużo czasu i serca, że posiada bujna wyobraźnię i jest kreatywna. Polecam wielbicielom fantastyki i utworów zaskakujących oraz nietypowych. Coś innego i niesamowitego. 

 TEKST STANOWI OFICJALNĄ RECENZJĘ DLA PORTALU Secretum
 
*cytat pochodzi z książki
Autor: Anna Maria Chaudière
Tytuł: Niewolnica
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 26 czerwca 2013
Liczba stron:568

Tekst jest z czerwca 2013 roku, ale chciałam go edytować, tylko zamiast tego usunęłam. Nie pytajcie jak, bo sama nie jestem w stanie pojąć mych zdolności… :( Ostatnio wzięłam się za książkę powtórnie i robi takie samo wrażenie, jak za pierwszym razem.

niedziela, 26 października 2014

Być jak gwiazda rocka?



„– Dobra Nowina uczy nas, że niezależnie od licznych dowodów na to, że życie jest nieistotne, powinniśmy wierzyć w to, że ma ono sens”.*

W życiu nie zawsze może być dobrze, prawdą jest iż często nie potrafimy docenić, tego co mamy. I dlatego czasami los szykuje nam scenariusz, którego nie życzyłoby się największemu wrogowi, ale jeśli tylko się chce nawet w najgorszych chwilach można odnaleźć coś pozytywnego. Coś co pozwoli się uśmiechnąć i dać nadzieję w ludzi, lepsze jutro i to, że jednak nasze życie ma sens. Pytanie jednak ile można znieść przeszkód na nas czekających?

Amber Appleton jest siedemnastolatką, która żyje trochę inaczej niż jej rówieśnicy. Od kiedy ostatni facet mamy ich wyrzucił śpią w Żółtku (szkolnym autobusie), ich dobytek, to tylko parę ubrań i jedna kołdra. Nastolatka jest jeszcze właścicielką psa Boba, zwanego również B3, znalezionego w kartonie. Należy również do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa oraz uczy angielskiego Chrystusowe Diwy z Korei i co środy toczy zaciętą walkę na słowa z Joan Sędziwą. Pomimo tego, że w chwili obecnej ma niezbyt uporządkowane życie potrafi myśleć pozytywnie i zarażać ludzi swoją energią i wywoływać uśmiech na ich twarzach. Nie spodziewa się tego, że los może odebrać jej jeszcze coś, ale gdy tak się dzieje musi  na nowo poukładać sobie życie. Czy znajdzie w sobie na to potrzebną siłę?

Matthew Quick zadebiutował „Poradnikiem pozytywnego myślenia”, który jakoś nie szczególnie do mnie przemówił, ale dopiero w momencie ukazania się zapowiedzi „Prawie jak gwiazda rocka” i „Wybacz mi, Leonardzie”  tknęło mnie, że to jednak może być coś dla mnie. Na pierwszy ogień wybrałam historię o Amber, nastolatce, której los zdecydowanie nie oszczędzał. Czy dobrym wyborem było branie się za powieść tego autora?

Ta książka jest inna od wszystkich, które do tej pory czytałam. Wyróżnia się bardzo luzacką, że tak powiem, formą wypowiedzi, co jest – moim zdaniem - jej dużym plusem. Podoba mi się bardzo, że pomimo poruszanych problemów bezdomności, alkoholizmu, biedy, nietolerancji, wyśmiewania się z osób niepełnosprawnych lub odstających od ogółu, a także radzenia sobie z utratą najbliższej osoby historia jest niezwykle pozytywna, zakręcona, a momentami nawet odrobinę szalona. Powieściopisarz w umiejętny sposób stworzył historię, która pomimo tematów trudnych i smutnych nie przygnębia, a sprawia, że owszem przeżywałam te straszne momenty całą sobą, ale z drugiej strony nie mogłam się nie śmiać i nie mieć nadziei i wiary iż musi być dobrze. „Prawie jak gwiazda rocka” to tytuł przemyślany i dopracowany, wszystko jest spójne oraz logiczne, a co najważniejsze, cały czas coś się dzieje i nigdy nie wiadomo co będzie na kolejnych stronach. Jedno jest pewne, na nudę narzekać nie mogłam.

Postać Amber jest niesamowita, to dziewczyna o bardzo, bardzo specyficznej osobowości, której nie sposób nie polubić. Mogłaby narzekać jakie to niesprawiedliwe, że pomimo młodego wieku tyle już musiała przejść, załamać się i użalać nad sobą, a okazała się pełna energii, z pozytywnym nastawieniem, którego można zazdrościć, zorganizowana i z wielkimi pokładami wiary. Zawsze myśli o innych, chce wszystkim pomagać. Jest szczera i bezpośrednia. To z jej punktu widzenia poznaje się całą historię i dzięki temu, jak Quick ją stworzył, miałam wrażenie jakbym była naocznym obserwatorem następujących wydarzeń.

Szczerze mówiąc, podchodziłam do książki z dużym dystansem i bez jakiś wielkich oczekiwań, nie chciałam się bowiem zbyt mocno rozczarować. Jednak już po kilku stronach odetchnęłam z ulgą, bo okazało się, że wszelkie obawy były bezpodstawne. Dałam się pochłonąć opowieści snutej przez główną bohaterkę i z zapartym tchem śledziłam kolejne wydarzenia i wraz z Amber przeżywałam jej wzloty i upadki, trzymałam mocno kciuki, by ta nietypowa nastolatka nie straciła tego co wyróżnia ją pośród tłumu. Zazdrościłam jej przyjaciół, którzy nie zostawili jej w potrzebie i byli nawet gdy tego nie chciała. Byłam pełna podziwu dla jej hartu ducha i siły przetrwania, pragnęłam poznać takie osoby jak Donna, Ojciec Chee i wiele innych. Jestem zachwycona, oczarowana i nie mam do niej absolutnie żadnych zastrzeżeń. Matthew Quick stworzył rewelacyjną historię, dając przy tym do myślenia nad pewnymi sprawami.

„Prawie jak gwiazda rocka” z całą pewnością nie rozczaruję fanów twórczości Matthewa Quicka, nie zawiodą się na tym tytule również ci, którzy lubią książki trochę nietypowe, z niezwykle specyficzną osobowością głównej postaci. Historia Amber porusza najgłębsze zakamarki serca, wywołuję mnóstwo emocji i na długo zapada w pamięć. Powoduje również uśmiech na twarzy lub łzy kręcące się w oczach. Powieść dla każdego, niezależnie od wieku.


*Matthew Quick, „Prawie jak gwiazda rocka”, s. 253
Autor: Matthew Quick
Tytuł: Prawie jak gwiazda rocka
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 376




Wyzwania: Book lovers

czwartek, 23 października 2014

Ponowne wyniki z Dobrym początkiem D. Nichollsa!

Niestety jedna z wybranych przeze mnie osób nie zgłosiła się w wymaganym czasie i muszę wybrać kogoś innego. Zwycięzcami nadal zostają Lustro Rzeczywistości oraz Dominika Bruzda, ale egzemplarz, który miał trafić do TotallBookNerd trafi do...

Joanny Stoczko!
Muszę przyznać, że nie jestem osobą kochliwą, a wręcz przeciwnie czasem sceptycznie zastawioną do okazywania uczuć. Tak więc tylko jedyny raz zdarzyło się mi, że chciałam zwrócić na siebie uwagę kolegi z równoległej klasy. I wcale nie chodziło o to, że był przystojny. Po prostu miał dar. Dar jednania do siebie ludzi. Dar, gdyż ja również dałam się złapać na jego piękne bursztynowe oczęta.

Moje zaloty nie były jakoś wyjątkowo „szczeniackie”. Już na samym początku stwierdziłam, że najlepszym sposobem będzie przebywanie blisko niego i pokazanie siebie z jak najlepszej strony. Ale jak już kiedyś pisałam- jestem osoba pechową, tak i w tym przypadku mój wszechobecny „niechciany znajomy” dał mi mocno w kość. Przytoczę zatem trzy nieszczęsne sytuacje…

Raz dowiedziałam się, że 3- go maja osoba, do której czułam przysłowiową „miętkę” będzie trzymać w kościele chorągiew naszej szkoły. Miało być trzy osoby, a wyszło, że zgłosił się tylko on. Zatem długo się nie zastanawiałam, zgłosiłam się i ja. By spędzić trochę z nim czasu, ale również dlatego, aby nie został z tym całkowicie sam. Jak się to zakończyło? Mówi się, ze nieważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz. W moim przypadku było na odwrót- dobrze zaczęłam, ale niestety źle skończyłam, gdyż… zemdlałam. Właśnie tak. I nie jestem w stanie odpowiedzieć czym to było spowodowane- jego obecnością czy brakiem dostatecznej ilości powietrza. Ale zawsze można przyjąć i trzecią wersje- zaparło mi dech w piersiach na jego widok ;)

Kolejną nieudaną próbą zwrócenia na siebie uwagi była szkolna dyskoteka. Doskonale wiedziałam, że nie może go tam zabraknąć, także nie przesadzając z makijażem i zbyt wyzywającymi ciuchami wybrałam się na kolejną misję zatytułowaną: „Przez taniec do serca”… Zaprosiłam go do tańca i akurat pech chciał, a może wtedy i szczęście (?), że z głośników zaczęła płynąć spokojna, romantyczna muzyka. Tak trwaliśmy dopóki melodia nie ucichła. Podziękowałam mu za fantastyczne „bujanie” i kolejną, tym razem szybka piosenkę zaczęłam tańczyć z drugim kolegą- wrogiem tego pierwszego, oczywiście przed jego nosem. Jak skończyło się w tym przypadku? Nie najlepiej, gdyż… upadłam… Wręcz rąbnęłam tyłkiem na podłogę. Oczywiście moje policzki momentalnie oblał nie byle jaki rumieniec. I wierzcie mi na słowo, że w żaden sposób nie dało się go zwalić na szybki taniec, zmęczenie. Kurde no! Gdyby był to koniec. Ale gdzie tam! Dokładnie pamiętam jaką wszyscy na następny dzień mieli ze mnie bekę. Nawet wymyślili pewną CUDOWNĄ rymowankę. Jak to szło? Aha, pamiętam. „Jak Asia zabaluje, do domu nie wróci. Tańczyć przestanie jak się przewróci”. Przysięgam, że w tamtej chwili chciałam zapaść się pod ziemię albo najnormalniej w świecie uciec przed świdrującym mnie wzrokiem znajomych. Byłam zła na siebie, ale nie tylko dlatego, że zrobiłam z siebie kompletnego błazna. Chodziło przede wszystkim o to, że w scenariuszu w jednej chwili zaszły zmiany na które w zupełności nie miałam wpływu. Wszystko szło nie w tym kierunku co powinno. A to ja miałam być scenarzystą…

A trzecia, czyli ostatnia nieudolna próba? Ehh… Któregoś dnia w klasie zorganizowano turniej- siłowanie na ręce. Ja (no bo jak inaczej?) wylosowałam do ręcznej „walki” właśnie jego. I wybrałam najgorszą możliwość- wygrałam z nim. Czemu najgorsza? Cóż, wiadome jest to, że osobnicy płci męskiej lubią wygrywać, a przegrać z dziewczyną jest dla nich ogromną tragedią. Nie pozwala im na to ambicja. A ja oczywiście w tamtej chwili musiałam o tym zapomnieć. No i przez to był na mnie wielce obrażony. Cudownie, właśnie o to mi chodziło…

Podobnych sytuacji wydarzyło się wiele. Ale szczerze? Opłaciły się one, gdyż koniec końców staliśmy się przyjaciółmi. Może na sam początek liczyłam na inną miedzy nami wieź, ale teraz nie jest to ważne. Nie żałuję, gdyż zyskałam przyjaciela, który pociesza, opieprza, rozśmiesza, gdy jest takie zapotrzebowanie ;) I morał z tego taki, że cokolwiek by się nie działo nie należy się poddawać. Upór w dążeniu do celu zostanie wcześniej czy później nagrodzony. Jestem żywym przykładem ;)

***

Przypominam iż...
  1. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  2. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.
 Gratuluję!

wtorek, 21 października 2014

Bez rąk, bez nóg, bez strachu*



„(…) pamiętaj, że nic nie dzieje się bez przyczyny i że ostatecznie z każdego doświadczenia może wypłynąć jakieś dobro”.**

W życiu każdego człowieka pojawiają się chwile zwątpienia, ciężkie dni i poczucie rezygnacji. Nic się wtedy nie chce i nawet najprostsze czynności wydają się czymś nie do pokonania. Nic też nie cieszy i nie motywuje do tego, by przetrwać ten gorszy czas. Wszystkim się to zdarza i ktokolwiek ma prawo do tego by mieć zły dzień, ale czasem warto zastanowić się czy nasze problemy nie są wyolbrzymione przez nas samych. Bo może istnieje ktoś, kto ma dwa razy gorzej, a idzie przez świat z uśmiechem i walczy z każdą przeszkodą…

Nick Vujicic, to około trzydziestoletni mężczyzna chorujący na fokomelię (wrodzony brak kończyn). Początkowo starał się tylko przetrwać każdy kolejny dzień, z czasem jednak zrozumiał, że jego powołaniem jest zostać mówcą. I chociaż na starcie bywało różnie i nie zawsze wszystko się udawało, to od kilku lat jeździ po świecie i zwraca się do wszystkich ludzi, bez względu na to w jakim są wieku, jakiej narodowości i o jakim statusie społecznym. Swoimi przemowami wzbudza emocje i skłania słuchaczy do przemyśleń, a często i zmian w swoim życiu. „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!” jest po części autobiografią, a trochę poradnikiem, jak zmienić coś w swojej egzystencji i być wytrwałym nawet wtedy gdy los akurat nie sprzyja.

O książce Nicka Vujicic słyszałam już od momentu ukazania się jej zapowiedzi i chociaż chciałam ją przeczytać, to jednocześnie długo z tym zwlekałam. Byłam jej ciekawa, ale zarazem brakowało mi mobilizacji, by po nią sięgnąć, prawdę mówiąc trochę się jej obawiałam. Mam ją jednak już, a może w końcu, za sobą i szczerze muszę przyznać, że mam mocno mieszane uczucia.

„(…) uwierz, że Twoje życie jest pełne możliwości”.***

Nick Vujicic w swojej publikacji szczerze i otwarcie pisze o tym co czuli jego rodzice kiedy się urodził, z czym musieli się zmagać i jak ciężko było się im pogodzić z zaistniałą sytuacją. Tak samo wspomina też o tym, jak on sam uczył się funkcjonować bez rąk i nóg. Od małego cechował się niezwykłym uporem i zawsze, na tyle ile mógł, robił po swojemu i starał się być samodzielny. Nie boi się mówić o zwątpieniu, załamaniu i niepewności jutra go dopadających, jako nastolatek musiał pogodzić się z brakiem akceptacji i wyśmiewania przez rówieśników, a przede wszystkim z z samym sobą, by móc zaakceptować swoją niepełnosprawność. Z zapisków Nicka jasno widać, że nie była to droga prosta i łatwa, ale wyboista oraz pełna przeszkód. On się jednak nie poddał, usamodzielnił się jeszcze bardziej, zaczął przemawiać i przez to również pomagać. Jego słowa i styl życia motywują, dają siłę do walki. Jeśli on dał radę, to my nie możemy?

Książka ta jako poradnik wskazuję co powinniśmy zrobić i jaką ścieżką dążyć, by osiągnąć swój cel, ukazuje też jak można się motywować czy też szukać rozwiązań. Nick próbuje, i to z pozytywnym skutkiem, pokazać, że jeśli bardzo się chce, można żyć bez ograniczeń nawet z brakiem kończyn. Nie dość, że zwiedził dziesiątki krajów, to ponadto jeździł na deskorolce, pływał na desce surfingowej, nurkował na rafie koralowej, grał na perkusji, wystąpił w filmie ze scenami kaskaderskimi, a nawet dyrygował orkiestrą. Poprzez wspomnienia swoich przygód, czasem zabawnych, rozczulających, a nawet i niebezpiecznych, chce ukazać, że zawsze można coś wymyślić, a ograniczenia nakładamy sobie sami. I rzeczywiście coś w tym jest.

Pomimo swojej niepełnosprawności i tego, że również musiałam sobie wykombinować, by móc funkcjonować w otoczeniu podziwiam Nicka, ja mam ręce, którymi jakoś daję radę ruszać, mam nogi i mogę buszować na kolanach, a on nauczył się żyć bez kończyn. I to jak! Czerpie z życia garściami i jeszcze pomaga innym. Z większością tego, o czym mowa w publikacji się zgadzam, część sama stosuję, ale bywały momenty gdy coś mi zgrzytało. Vujicic bardzo mocno podkreśla rolę Boga w tym, że jest tym kim jest i niektórych to może drażnić. To jest jego pogląd, sens i nie mam zamiaru oceniać, ale będą tacy, którzy mogą to negować. Ponadto strasznie denerwował mnie fakt iż wielokrotnie jakieś myśli autora są powtarzane, możliwe, że to specjalny zabieg, by coś zaakcentować, ale mnie rytowało czytanie po raz kolejny tego samego. Pomimo tego, czas spędzony z tym tytułem uważam za udany. Był on przepełniony zadumą,  przemyśleniami, a nawet łzami.

„Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!” nie jest lekturą na jeden wieczór, ją trzeba sobie dawkować, dać czas na przetrawienie tego, co się do tej pory czytało i przygotować na kolejne zapisane strony. To tytuł, który warto przeczytać i człowiek, którego, wydaje mi się, że warto, posłuchać*. Pomimo swojej sytuacji potrafi czerpać z życia ile może oraz żyć bez ograniczeń.

„Nigdy nie wiadomo, co czeka na Ciebie tuż za rogiem. A może będzie to spełnienie Twoich marzeń?”****

*Nick Vujicic, „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!”, s.155
**Tamże., s. 27
***Tamże., s. 83
****Tamże., s. 176
Autor: Nick Vujicic
Tytuł: Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!
Wydawnictwo: Aetos
Rok wydania: 09 sierpnia 2012
Liczba stron: 288

*Seminarium z Nickiem Vujicicem odbędzie się 30 kwietnia 2015r., na Stadionie INEA w Poznaniu. Jest to wydarzenie biletowane, a ich sprzedaż  już trwa. Jeśli ktoś jest zainteresowany, to podaję stronę wydarzenia na Facebooku oraz jego oficjalną stronę, na której można o nim poczytać oraz zamówić bilet.

poniedziałek, 20 października 2014

Konkurs: Przekonaj mnie dlaczego to Ty powinnaś/powinieneś dostać tę książkę.

Zapraszam na kolejny konkurs, w którym do wygrania są trzy egzemplarze najnowszej książki Izabelli Frączyk "Jak u siebie". Ponieważ nie mam pomysłu na jakieś mega trudne zadanie wymyśliłam coś prostego... chyba. ;) No zobaczymy, bo jednak trochę nagłowić się będziecie musieli. ;)

Regulamin:
  1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".
  2. Konkurs trwa od 20.10.2014 r. do 31.10.2014 r. (do godziny 23.59).
  3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
  4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  5. Sponsorem nagród jest: Wydawnictwo Prószyński i S-ka
  6. Zadania: Przekonaj mnie dlaczego to Ty powinnaś/powinieneś dostać tę książkę.
  7. Odpowiedzi wraz z adresem E-mail należy pozostawić w komentarzu wyłącznie pod tym postem.
  8. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
  9. Do zdobycia są trzy książki, których fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo, a wartość nagród jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na ich okładkach.
  10. Zwycięzcami konkursu zostaną trzy osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.
  11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.



Powodzenia!

piątek, 17 października 2014

Wyniki: Opisz w jaki sposób Ty starałaś/eś się zwrócić na siebie uwagę osoby na której Ci zależy. A może to ktoś starał się skierować Twoją uwagę na siebie by Wasza znajomość miała swój dobry początek?

Nie dalej jak wczoraj zakończył się konkurs, w którym do wygrania była 3x książka "Dobry początek" Davida Nichollsa ufundowana przez Empik, a ja już dziś ogłaszam jego rozwiązanie. Od rana (no dobra, od południa :D) przeglądam wszystkie zgłoszenia i rozmyślam, które wybrać. Po namyślę wyniki przedstawiają się następująco...

A nie, jeszcze trochę potrzymam Was w niepewności... Zanim zostaną ogłoszone wynik przypominam dwa bardzo ważne punkty regulaminu.

  1. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
  2. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.
Przestaję już omijać część najważniejszą, czyli wyniki- zwycięzcami są:

Lustro Rzeczywistości 
Jedna taka sytuacja zapadła mi głęboko w pamięć. Pewien chłopak, jeszcze w liceum (a musisz wiedzieć, że był to początek XXI wieku) zaśpiewał dla mnie piosenkę Krawczyka. Jeden z romantycznych utworów, choć dziś już nie pamiętam który. I nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że zrobił to podczas akademii szkolnej, a świadkiem całego przedstawienia była cała szkoła. Ja, jako nieśmiałe dziewczę, o mało nie zapadłam się pod ziemię i długo nie mogłam mu tego wybaczyć. Jednak w końcu wybaczyłam ;) Dziś ten człowiek jest moi mężem, więc opłaciło się ;)

TotallBookNerd
Mimo swojego młodego wieku, więc co za tym idzie zapewne zupełnego braku doświadczenia od dawna używam, jak ja to lubię nazywać, sposobu na zaufanie. Jako że jestem dość nieśmiała to obcym ludziom nigdy prosto w oczy nie spojrzę. Ale wystarczy dłuższy kontakt wzrokowy z osobą, która ci się podoba i najzwyklejszy, szczery uśmiech. Ludzie tak rzadko się w tych czasach do siebie po ludzku uśmiechają, a przecież to, że wywoła się uśmiech u kogoś to jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie. Jeżeli nic z tego nie wyjdzie to chociaż zostaniemy bardzo dobrymi przyjaciółmi ;) Pozdrawiam i życzę wszystkim powodzenia w konkursie :* 

Dominika Bruzda
Podobnie jak wiele nastolatek jestem osobą nieśmiałą. Kiedy napotykam osobę, która mi się podoba od razu się niewinnie rumienię i uśmiecham. Nie wiem jak się w takich sytuacjach zachowywać, no bo cóż, można powiedzieć że mam taką starodawną, romantyczną duszyczkę. Uwielbiam kiedy to chłopka robi ten pierwszy krok i zagaduje. Niestety w XXI wieku takich podobnie myślących romantyków jest nie wiele. Jestem wielką marzycielką i lubię mieć 'głowę w chmurach'.
Mam 17 lat. Rok temu zaczęłam chodzi do liceum. Wiadomo nawa szkoła - nowe znajomości. Ciężko było mi się odnaleźć, choćby dlatego że, poszłam jako jedyna do tej szkoły, z byłej klasy. Pewnego grudniowego popołudnia wraz z koleżanką udałyśmy się na halę sportową, aby obejrzeć mecz piłki nożnej miejscowych drużyn. Akurat natrafiliśmy, gdy grali chłopacy z mojej szkoły, o rok od mnie starsi. Dobrze wiedziałam, co to za drużyna, gdyż grał w niej mój kuzyn. Ni stąd ni zowąd wpadł mi w oko niesamowicie przystojny piłkarz tej drużyny.
Los tak chciał, że natknęłam się przypadkowo na tego chłopaka z tej drużyny, kiedy wychodziłam z hali.Szeroko się uśmiechnął, przeprosił i odszedł. Od tamtej chwili się wszystko zmieniło. Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej zaczęłam spotykać go na szkolnym korytarzu. Krępująca sytuacja, kiedy siedzisz na ławce i nagle przechodzi obok ciebie osoba o której myślisz. Zapatrujesz się w jej oczy aa ona to odwzajemnia. Coraz bardziej się rumienisz i na twojej twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech, a żołądek i serce wywijają fikołki:D Zapewne to zjawisko nazywa się zauroczenie... Magiczna chwila, takie a'la przyciąganie się wzrokowo.
Po kilku tygodniach, gdy zapatrzenie powtarzało się każdego dnia szkolnego, on do mnie zagadał. Kiedy siedziałam sama na ławce tak po prostu do mnie zagadał. Oczywiście to przecież nic, ale dla mnie, nieśmiałej siedemnastolatki too jednak coś! Miło mi było go poznać. Dowiedziałam się o nim tylu rzeczy i dzięki temu całemu dziwnemu 'zapatrzeniu' spotkałam niesamowicie ciekawego i mądrego chłopaka. Dziwne motyle w brzuchu są do tej pory kiedy go widzę. Nasze magiczne 'zapatrzenie' ciągle trwa :) Czym zwróciłam na siebie jego uwagę??? On twierdzi że, tajemniczym i przenikliwym aa zarazem nieśmiałym spojrzeniem. Dziwne. Zawsze mi mówi, że gdy, na niego patrzę, on myśli, że ja już wszystko wiem, co on ma mi do powiedzenia. Niestety nie jestem jasnowidzem ale no cóż. Teraz bardzo dziękuję Bogu za takie niesamowite oczy xd Mam nadzieję że, los przygotował nam jeszcze kilka miłych niespodzianek dzięki którym jeszcze bardziej do siebie się zbliżymy. 

 Dziękuję wszystkim za udział w konkursie, zwycięzcą gratuluję i proszę o przesłanie adresu do wysyłki nagrody.
Już dziś zapraszam też do kolejnego konkursu, który rozpocznie się w niedzielę! ;)