wtorek, 21 kwietnia 2015

Konkurs: Czary mary, hokus pokus...

Już nie długo, 22 kwietnia, swoją premierę będzie miał "Ród" autorstwa J. D. Horna. Z tej okazji wraz z wydawnictwem Feeria Young mam dla Was aż dwa egzemplarze rewelacyjnej książki! Są chętni? ;) Jeśli chodzi o zadanie konkursowe postanowiłam potraktować je trochę  z przymrużeniem oka i mam nadzieję, że będziecie dobrze się bawić przy jego wykonywaniu ;)


Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".

2. Konkurs trwa od 21.04.2015 r. do 30.04.2015 r. (do godziny 23.59).

3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.

4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.

5. Sponsorem nagród jest  Wydawnictwo Feeria Young

6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić komentarz, który będzie zawierał Wasz adres mailowy, oraz odpowiedź na zadanie. W przypadku zdjęć, prac plastycznych odpowiedzi należy wysłać na maila konkursyb@o2.pl.

7. Zadanie: Ułóż zabawne zaklęcie. Dwie najbardziej pomysłowe odpowiedzi zostaną nagrodzone.

8. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.

9. Do zdobycia są książki, których fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo,  a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.

10. Zwycięzcami konkursu zostaną dwie osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.

11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.

 Powodzenia!

niedziela, 19 kwietnia 2015

Tajemnice…



„Tylko chwila teraźniejsza liczy się naprawdę. Tylko nią warto się przejmować, radować lub smucić, w zależności od tego, co przynosi...”.*

Hanna Kowalewska ma już na swoim koncie kilka książek, zamierzałam nawet sięgnąć po „Letnią Akademie Uczuć”, ale jakoś nie wyszło. Jednak w momencie gdy zobaczyłam zapowiedź „Tam, gdzie nie sięga już cień” wiedziałam, że w końcu zapoznam się z piórem kolejnej rodzimej autorki. Przepiękna okładka, osnuty tajemnicą blurb zapowiadał powieść ciekawą i pełną niedomówień. Czy tak było w rzeczywistości?

Młoda kobieta, Inka pracująca w jednej z warszawskich galerii niespodziewanie dostaje niepokojący telegram, porzuca wszystko i rusza do Jantarni gdzie mieszka jej ciotka Berta. Okazuje się, że staruszce nie zostało już dużo czasu i chce spędzić z nią ostatnie chwile. Jak się okazuje nikt poza ciotką nie cieszy się z jej przyjazdu, zewsząd wita ją chłód oraz nieprzychylne spojrzenia, niektórzy traktują ją wręcz wrogo i nie boją się wyrażać swojej niechęci. Co takiego zdarzyło się kilka lat temu, że Inka do tej pory nie pojawiała się w miasteczku i ograniczyła do minimum kontakt z najbliższymi oraz otoczyła się murem?

Przyznać muszę, że polska powieściopisarka potrafi pisać i to bardzo dobrze. Im więcej stron miałam za sobą, tym pod większym wrażeniem byłam tego jak Kowalewska buduje fabułę. Dba o każdy, nawet najmniejszy, szczegół i nie mówię tu tylko o opisach miejsc, ludzi czy wydarzeń, ale i o rzeczy codziennego użytku czy nawet kolory otaczające bohaterów. Czasami taka drobiazgowość może być szkodliwa dla książki, ale nie w przypadku tej pani. Te detale oraz tajemniczość wypływająca z każdej strony, sekrety, plotki i domysły stworzyły powieść przemyślaną i dopracowaną, historia toczy się wolnym rytmem, powoli wraz z bohaterami, również dzięki retrospekcjom, próbowałam rozplątać ten kłębek tajemnic, ale dopóki autorka nie zechce odkryć wszystkich kart można się tylko domyślać jaka jest całkowita prawda.

Początkowo przerażała mnie mnogość postaci, obawiałam się tego, że nie będą się niczym wyróżniać i łatwo będzie je mylić z innymi. Jednak i tutaj autorka zaskoczyła mnie pozytywnie. Wszystkie osoby są wykreowane bardzo realnie i rzeczywiście. Opisane są niezwykle szczegółowo, zarówno pod względem charakteru, zachowań, sposobu życia oraz wyglądu. Jak to bywa w małych miasteczkach o stałych mieszkańcach, każdy o każdym wszystko wie, trudno jest pozbyć się raz przyszytej łatki i opinia ciągnie się za człowiekiem latami, tym bardziej gdy coś jest owiane tajemnicą. Kowalewska ukazała jak sekrety mogą żyć własnym życiem i się rozrastać, zmieniać pierwotną wersje poprzez przekazywanie ich z ust do ust, nie znając przy tym całej i prawdziwej wersji oraz łączyć pozornie nie powiązane z nimi osoby.  Idealnie zarysowane, wyróżniające się sylwetki, bo nie spotkałam tu dwóch takich samych osobowości oraz obraz życia w małym społeczeństwie.

W „Tam, gdzie nie sięga już cień” trzeba się wgryźć, dać oplątać mackami fabuły, mieć dużo wolego czasu i czytać powoli oraz w skupieniu. Tylko wtedy można oddać się jej spokojnej, a nawet nostalgicznej atmosferze. Może i nie wczułam się w nią od samego początku, ale nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym dałam pochłonąć się książce i z zainteresowaniem śledziłam bieg wydarzeń próbując dojść do prawdy. Tej książki nie da się nie przeżywać i o niej nie myśleć, nawet gdy musiałam przerwać lekturę moje myśli krążyły wokół niej. Dałam się oczarować opisom przyrody, porwać w wir wydarzeń, zżyłam z bohaterami i wraz z nimi przeżywałam ich emocje. Jestem pod wrażeniem zarówno języka, jakim się posługuje Kowalewska oraz kunsztu pisarskiego, bo trzeba niemałego talentu, by nie pogubić się w gąszczu tych wszystkich tajemnic.

Najnowszą książkę Hanny Kowalewskiej zdecydowanie polecam zwolennikom powieści obyczajowych, zwolenników tajemnic, rodzinnych historii. Można się przy niej pośmiać, wzruszyć, oddać refleksji. Autorka porusza szereg różnych tematów, nie boi się opisywać rzeczy takimi jakie są, nie ubarwia, jestem w stanie uwierzyć w realność opisanych wydarzeń ponieważ różnie się w życiu układa. Historia warta poświęconego jej czasu.
 
*H. Kowalewska, „Tam, gdzie nie sięga już cień”, s. 391
Autor: Hanna Kowalewska
Tytuł: Tam, gdzie nie sięga już cień
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 23 kwietnia 2015
Liczba stron: 468


czwartek, 16 kwietnia 2015

Na zakręcie



„- Przeszłości nie zmienimy żadnym „gdybym”. Mamy wpływ tylko na tu i teraz. I czasami na swoją przyszłość. To wszystko”.*



Zabiegani, zapracowani, obojętni, zniechęceni – tacy właśnie jesteśmy w dzisiejszych czasach i nigdy nie wiemy kiedy nasze słowo, gest czy czyn będzie ostatnim dla nas… lub osoby nam bliskiej, a nawet całkiem obcej. Bo jedna reakcja, poświęcenie chwili czasu może komuś uratować życie, przecież kilka sekund jest w stanie zmienić wszystko, a w gorszej sytuacji dać możliwość okazania miłości.. ten ostatni raz.

Michał Sokołowski ma wszystko czego może sobie życzyć młody mężczyzna, piękną i kochającą żonę Martę, trójkę cudownych dzieci – Maję, Zbysia oraz Antosia i czwarte w drodze. Ponadto zdolnym chirurgiem bezgranicznie oddanym swojej pracy i nie zauważa, że coraz więcej czasu spędza w pracy niż z tymi, których przecież kocha szczerze. Po kolejnej kłótni obiecuje Marcie i sobie, że niedługo spędzą parę dni wspólnie z dziećmi, ale niestety nie dojdzie do tego już nigdy. Marta ulega wypadkowi ze skutkiem śmiertelnym, a jakby tego było mało umiera również Antoś. Jak potoczą się dalsze losy rodziny Sokołowskich i czy poradzą sobie z tą niewyobrażalną tragedią?

Katarzyna Michalak podbiła moje serce szturmem swoimi pierwszymi publikacjami, później bywało różnie, ale co do serii z Czarnym Kotem nigdy nie miałam żadnych wątpliwości. Po rewelacyjnej „Nadziei” oraz „Bezdomnej” autorka postawiła sobie poprzeczkę niezwykle wysoko, ale czy podołała zadaniu i moim oczekiwaniom?

Mam taki natłok myśli po przeczytaniu omawianej książki, że zupełnie nie wiem od czego zacząć. Jedno jest pewne, Katarzyna Michalak wie jak przykuć uwagę i zagrać na emocjach. Poruszyła temat, a właściwie szereg tematów, które są realne, z którymi spotykamy się na co dzień, o których słyszymy w mediach. Dzięki temu odbiera się powieść jeszcze mocniej, bardziej intensywnie, wszak gdzieś może taka tragedia dziać się naprawdę. Autorka dba o to, by nic nie było przekoloryzowane, każda strona jest przepełniona emocjami, ale w rozsądnych dawkach, tak aby nie przedobrzyć. Powieść jest dopracowana, przemyślana, spójna oraz logiczna. Opisy wydarzeń i tego co czują bohaterowie są wręcz boleśnie szczegółowe, widać w całości utworu Michalak którą tak lubimy, dbającą o każdy detal. Szybka i wciągająca akcja, niespodziewane zwroty wydarzeń i ta niepewność co będzie dalej...

Zazwyczaj przy wzmiance o bohaterach skupiam się na tych głównych, są wykreowani idealnie, rzeczywiści, wielowymiarowi, realni, ale dzisiaj więcej do powiedzenia mam o pobocznych. Michalak ukazała smutną prawdę o człowieku (nie każdym), który potrafi być jak hiena i z ludzkiego nieszczęścia czerpać korzyści – na myśli mam dziennikarzy oraz społeczeństwo – ci pierwsi nie zostawili na Michale suchej nitki i z cenionego lekarza zrobili najgorszego mężczyznę, a czytelnicy szmatławców w to wierzyli. Najgorsze jednak było to jak bliscy, zamiast pomóc, pozostawili cierpiącą rodzinę, a potem uderzyli w nich z całej mocy. Często jesteśmy podatni na to co się mówi, co widzimy, ale ciężko jest wczuć się w sytuacje tej osoby, a skoro się nie broni to coś w tym co piszą w gazetach i mówią w telewizji jest, prawda? Jednak to co pokazują mass media nie zawsze jest czystą prawdą i pomyślmy jak my byśmy czuli się w danej sytuacji…

Do pewnego momentu płakałam nieustannie, łzy leciały mi ciurkiem i doprawdy nie wiem jak udawało mi się czytać, ale gdzieś w połowie poczułam, że już więcej nie mogę, że wypłakałam wszystko, co mogłam. Nie znaczy to jednak, że więcej łez nie poleciało. Pochłonęłam historię w kilka godzin w czasie, których przeżyłam prawdziwy kalejdoskop emocji. Przeżywałam wszystko z bohaterami, czułam namiastkę ich rozpaczy, niesmak do reporterów i tych co się odsunęli. Z ściśniętym sercem, z nadzieją przewracałam kolejne strony licząc w końcu na promyk nadziei. Wielkie brawa dla autorki, bo napisała powieść niesamowitą, pełną refleksji, wiarygodną i w pewnym stopniu przerażającą.

Dla mnie „Nie oddam dzieci!” to między innymi przypomnienie, by zważać na słowa, znaleźć czas w biegu życia i nie odkładać rozmowy z bliskimi czy spędzenia z nimi czasu na później, by nie wykonywać swojej pracy byle jak i trwać do końca. Bo los bywa okrutny i w jednej sekundzie odbiera, to co dla nas najcenniejsze… na zawsze. Powieść, która chwyta za serce i zapada w pamięć na zawsze.
 
*K. Michalak, „Nie oddam dzieci!”, s. 112
Autor: Katarzyna Michalak
Tytuł: Nie oddam dzieci!
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 23 kwietnia 2015
Liczba stron: 248


Seria z Czarnym Kotem:
Nadzieja | Bezdomna | Nie oddam dzieci!

niedziela, 12 kwietnia 2015

W walce z uprzedzeniami



„Lubię być sama. Przed nikim nie muszę wtedy udawać”.*

„Idealna chemia” już od momentu premiery przelatywała przed moimi oczyma, ale dopiero rekomendacja zaprzyjaźnionej czytelniczki na dobre przykuła moją uwagę do tego tytułu. W momencie gdy naprawdę trudno mnie zaskoczyć postanowiłam dać szansę Simone Elkeles, czy udało się jej zdobyć moje serce? Czy dała mi tego, co oczekuję od dobrej książki?

Britt jest „śnieżynką” (białą kobietą), Alex pochodzi z Meksyku, oboje uczęszczają do liceum Fairfields, którego uczniowie dzielą się na mieszkańców dwóch części miasta – „dobrej” i „złej”. Oboje się nie znoszą i liczą na to, że ostatni rok nauki minie im spokojnie, żadne z nich nie przeczuwa co szykuje im los. Nauczycielka chemii dobiera uczniów w pary według swojego klucza i tak się składa, że Britt i Alex mają wspólnie zrobić projekt. Jak  łatwo się domyślić oboje nie są tym faktem zadowoleni i początki ich współpracy nie wróżą niczego dobrego. Ponadto Alex zakłada się z kumplem o to iż prześpi się z Brittany do Święta Dziękczynienia. Co zrobi gdy okaże się, że dziewczyna jest inna niż podejrzewał i niezbyt skora, by mu ulec? Jak potoczą się losy nastolatków, kiedy wszystko i wszyscy są przeciwko i nawet przyjaźń nie wchodzi w grę?

„W przypadku człowieka, na którym tak bardzo ci zależy, ból jest równie intensywny jak wcześniej szczęście”.*

Idealna.

Chciałabym napisać tylko to jedno słowo i dodać, że musicie ją przeczytać. Wiem jednak, że to za mało. Simone Elkeles napisała powieść niezwykle realistyczną i poruszającą tematy cały czas na czasie. Nietolerancja, podział rasowy, traktowanie osób niepełnosprawnych jak problem lub zupełne ich ignorowanie, tworzenie się grup i chęć pasowania do innych, bo jeśli odstajesz od innych jesteś gorszy. Powieściopisarka nie boi się przedstawiać szarej rzeczywistości, opisuje wszystko takim jakim jest, nie upiększa, nie koloryzuje. Przelewa na papier historię, która nie powinna się zdarzyć, a jednak miała swój początek, jest ona przepełniona emocjami, akcją, napięciem i oczekiwaniem, bo tutaj jak w życiu, nie można być niczego pewnym.

Bohaterowie są pełni kontrastu, z jednej strony mamy Brittany uchodzącą za ideał bez żadnej skazy, dbającą o perfekcyjny wygląd, opinię oraz wyniki w szkole. Nikt jednak nie wie jaka jest naprawdę, bo tak właściwie trzyma wszystkich na dystans, by nie odkryto, że pod maską chłodu kryje się zwyczajna nastolatka, która również ma problemy i popełnia błędy. Zaś z drugiej jest Alejndro znany jako Alex – meksykanin, członek gangu, ćpający, pijący, niebezpieczny – przynajmniej na takiego się kreuje. Prawdą jednak jest, że i on chowa się pod maską pozorów. Dwójka nastolatków, która się nienawidzi i nie powinna dogadywać łapie nić porozumienia, nić niezwykle cienką i łatwą do zerwania.

Jestem świadoma tego iż czasem pojawiają się schematy (podział na „złą” i „dobrą” część miasta, wspólna praca domowa nie lubiących się nastolatków), kilku błędów w tekście (tu jednak pretensje mogę mieć jedynie do korektora), ale jednocześnie nie mogę się nie zachwycać powieścią. Porwała mnie od pierwszych stron i trzymała w swoich szponach do samego końca. Wciągnęłam się w wir wydarzeń i z zapartym tchem śledziłam losy bohaterów kibicując im przy tym i wraz z nimi przeżywając wszystkie wzloty oraz upadki. Urzekła mnie autorka tym, że naprawdę postarała się o realistyczny obraz otoczenia, zachowań i sposobu myślenia ludzi. Podbiła moje serce ogromnym pokładem uczuć, przemyśleniami pozwalającymi spojrzeć na wiele spraw inaczej. Bo może dla mnie i wielu innych osób pochodzenie, kolor skóry czy niepełnosprawność nie jest czymś innym, gorszym, ale komuś może ta książka zacząć coś uświadamiać. Elkeles ma zmysł obserwacji ludzkich zachowań i przelania tego na papier tworząc przy tym niesamowitą historię.

Realnie nakreśleni bohaterowie, wartka i nieprzewidywalna akcja, plastyczne opisy, barwny język – wszystko to posiada „Idealna chemia”, dzięki czemu czyta się ją niesamowicie szybko i z ogromną przyjemnością oraz z pełnym zaangażowaniem. Dla niektórych może to być tylko dopracowany romans, ale osobiście dopatrzyłam się też drugiego dna poruszająca tematy ważne oraz trudne. Szczególnie polecam miłośniczkom klimatów romansowo -dramatycznych zachęcających do refleksji.

„- Czasem dobrzy ludzie muszą robić rzeczy, które wcale nie są dobre. Prawda?”.*


*Simone Elkeles, „Idealna chemia”
Autor: Simone Elkeles
Tytuł: Idealna chemia
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 16 kwietnia 2013
Liczba stron: 336

Idealna chemia:
Idealna chemia | Prawo przyciągania

piątek, 10 kwietnia 2015

Uginają się regały #3/2015

Borze szumiący! Książki w marcu mnie zaatakowały! Nie wiem kiedy, nie wiem jak, ale przyszło ich... troszeczkę. :D No dobra wiem skąd, ale że tyle tego jest, to sama w szoku jestem. Miniony miesiąc zaowocował mega chorobą, która spowolniła czytanie więc teraz pozostało mi nadrabiać. Niemniej z każdej cieszę się przeogromnie, (prawie dwugodzinna przerwa na pogaduszki ze znajomym :D) wszystkie zostały obmacane, powąchane i przejrzane,poooooooooooowoli są też czytane. :) Ekhem... ;) To może przejdę do meritum. ;)

"Na przekór przeznaczeniu" Magdalena Dziuma - ach te blurby, one tak potrafią mamić czytelnika!
"Przeznaczenie puka do drzwi" Susane Coloasanti -czytam, no dobra - zaczęłam, ale początek jest obiecujący. No i ta okładka ;)
Biała cienka i gruba wystąpią jeszcze raz w finalnych egzemplarzach poniżej, proszę o cierpliwość ;)
"Zaplątani" Emma Chase - była u mnie na chwilę i powędrowała w świat ;(;(;(
"Zaufaj mi, Anno" Joanna Opiat-Bojarska - pierwszy tom mi się podobał, a drugi? Początek jest obiecujący!
"Althea i Oliver" Cristina Moracho - przyznaje, poległam i utknęłam... ale robię drugie podejście, trzymajcie kciuki!


"Dom na skraju" Kasia Bulicz-Kasprzak - poraz kolejny się nie zawiodłam i już czekam na kontynuację ;)
"Kochani, dlaczego się poddaliście?" Ava Dellaira - cudowna pełna emocji i w formie listów, czego chcieć więcej ;)
"Tam gdzie nie sięga już cień" Hanna Kowalewska - byłam ciekawa twórczości tej autorki i koniec końców zacznę od jej najnowszej publikacji.
"Kryminalistka" Joanna Jodełka - podbiła moje serce "Kamykiem" i liczę, że i tym razem się nie zawiodę. 
"Miłość na szkle" Barbara Sęk - chyba muszę przestać czytać opinie innych czytelników... bo tak kuszą ;)
"Gorący lód" Nora Roberts - ten tytuł jest bardziej dla mamy, już skitrała i broń Boże ją ruszyć ;)

"Chłopak na studniówkę" Kaya Herman - coś lekkiego na zbliżające się letnie dni ;)
"Talon" Julie Kagawa - czytam baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo powoli, chociaż jest o smokach jakoś chwilowo mnie nie porwała.
"Kiedy na mnie patrzysz" Agata Czykierda-Grabowska - poraz kolejny zadziałał opis... chyba muszę pogadać sama ze sobą :D
"Z tobą się nie nudzę" Alice Clayton - Nie dajesz mi spać bardzo mi się podobało i liczę iż przy tym też będę się dobrze bawić ;)
"Niespodzianka na 6 liter" Barbara Spychalska-Granica - okładka, opis, tytuł - wszystko mi mówiło żebym się pokusiła... no to jak mogłabym inaczej ;)
"Tajemnice zatoki delfinów", "Tajemnice świstakowej dliny" Magda Podbylska oraz "Wielka księga uczuć" Grzegorz Kasdepke - bajeczki są u mnie tylko chwilowo, przeczytam i z bólem serca rozdam jak na kochaną ciocię przystało ;)


 "Szepty o wschodzie księżyca" C. C. Hunter - lubię Wodospady cienia chociaż seria ma swoje wzloty i upadki ;) Może w końcu dowiem się co to za tajemnice...
"Złodzieje snów" Maggie Stiefvater - bo nie lubię porzucać rozpoczętych serii, a ta początek ma nawet nawet ;)
"Kiedy ciebie zabraknie" Laura Lippman  - coś poważniejszego, może tego właśnie mi trzeba ;)
"Tabula rasa" Kristen Lippert-Martin - ogromnie jestem tej książki ciekawa i liczę, że spędzę z nią miło czas ;)
"Czarne jak heban" Salla Simukka - finał serii o Lumikki, co ja teraz pocznę? Oby autorka szybko napisała coś nowego :D
"Krew z krwi" Gabrielle Zevin - "Moja mroczna strona" pomimo kilku minusów okazała się dobra i ciekawi mnie co będzie dalej ;) 
"Driven. Namiętność silniejsza niż ból", "Fueled. Napędzani pożądaniem" K. Bromberg - erotyki są dobre na... gorsze dni :D

"Byliśmy łgarzami" E. Lockhart - cóż... było przeciętnie niestety. :(
"5 sekund do Io" Małgorzata Warda - nie mogło zabraknąć u mnie jednej z nowości mojej ulubionej autorki ;)
"Wodospad" Lauren Kate - "Łza" mnie nie powaliła, ale to mitologia, a ja lubię wszystko co ma związek z mitologią ;)
"Stojąc pod tęczą" Dorota Schrammek - wystarcza mi samo logo Leniwej niedzieli ;)
"Obca" Diana Gabaldon - tomiszcze, do tego drobnym drukiem. Jak będę narzekać pozwalam trzaskać mnie czym popadnie ;)

Koniec! Kto wytrwał ten zuch ;)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Wyniki: Uczucia są jak ogród, który należy pielęgnować...

W dniu dzisiejszym przybywam do was z wynikami konkursu, w którym do wygrania były trzy egzemplarze "Domu na skraju" Kasi Bulicz-Kasprzak. Wybranie trzech odpowiedzi było strasznie trudne i długo myślałam kogo obdarować nagrodą. Koniec końców decyzja zapadła i...

Przypominam iż...
  1. Zwycięzcy są zobowiązani wysłać swój adres na maila konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowych zwycięzców.
  2. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.
A zwycięzcami zostają...
właścicielka maila chemasia@poczta.onet.pl
Edyta Chmura
GBP Jeleśnia (mam już adres ;))



Zwycięzcą gratuluję i proszę o podesłanie adresów do wysyłki nagrody na wyżej wspomniany adres e-mail. ;)

środa, 8 kwietnia 2015

Łgarze



„Dowiodę sobie, że jestem silna, choć uważają mnie za chorą.
Dowiodę sobie, że jestem odważna, choć uważają mnie za słabą”.*

Jeszcze przed ukazaniem się zapowiedzi „Byliśmy łgarzami” autorstwa E. Lockhart byłam ogromnie ciekawa tej pozycji, a jedna recenzja tylko wzmogła moje zainteresowanie. Miałam względem niej pewne oczekiwania i liczyłam, że się nie zawiodę. Jak było w rzeczywistości?

Jedna bogata rodzina, która posiada wyspę na własność. Czterech nastolatków mówiących na siebie Łgarze, lato, laba, tragiczne wydarzenie, tajemnice i intrygi. Co się stanie gdy Cadence - jedna z Łgarzy – która zacznie miała wypadek i cierpi na zanik pamięci zacznie sobie przypominać pewne wydarzenia?

Potrafię docenić, że Lockhart pisała lirycznie, że pojawiało się dużo metafor, że mąciła w mojej głowie i mimo początkowego ostrzeżenia czasami gubiłam się w tym, co jest prawdą, a co kłamstwem. Zauważyłam jak umiejętnie przedstawiła narratorkę powieści, której nie można ufać, bo ma zaniki pamięci sama nie wie, co jest prawdziwym wspomnieniem, a co wymysłem, jakie wydarzenie jest rzeczywiste, a które powstało tylko w umyśle. Tutaj nie mam zastrzeżeń, chociaż przyznaję, że z czasem piękny styl autorki przestaje wystarczać i zaczyna się zauważać minusy książki. Przeszkadzało mi, że w powieści praktycznie brakowało wątków pobocznych, skupienie się na jednym temacie i krążenie wokół tego co paczka nastolatków robi w wakacje na wyspie. Żałuję, że akcji właściwie nie było, tylko bieg wydarzeń toczył się wolnym rytmem. Najbardziej jednak szkoda mi tego, że zakończenie mnie nie zaskoczyło, bo gdzieś w środku podejrzewałam, że właśnie taki będzie finał.

Minusem dla mnie jest też minimalna charakterystyka postaci. Poznałam o nich podstawowe dane i z tych szczątkowych informacji ukazali się bohaterowie wzbudzający nić zainteresowania, ale nic więcej. Autorka pokazuje tylko ich życie na wyspie, nie pozwala zajrzeć w normalną rzeczywistość, codzienność ani w głąb ich umysłów. Są papierowi, nierzeczywiści i.. niedostępni. Nie mogę powiedzieć czy ktoś zdobył moją sympatię, bo żaden nie zapadł mi jakoś mocniej w pamięć. Te wszystkie dramaty, miłostki, tajemnice nie wzruszyły mojego serca, tak jak inna czytelnika uważam, że Lockhart chciała zrobić powieść o tragicznych i bolesnych losach, które miały zmienić osoby, a wyszła jej trochę banalna historia o bogaczach szukających problemów na siłę.

Szczerze muszę przyznać, że mam mocno mieszane uczucia odnośnie tej pozycji, posiada potencjał, plusy, ale i minusy. Początek mnie zaintrygował, z zapałam i zadowoleniem wgłębiłam się w powieść z nadzieją, że po tak obiecującym początku będzie tylko lepiej. Niestety zawiodłam się, bo okazało się iż dalsza lektura nie była już tak fascynująca, zabrakło wielkiego „bum”, koniec był dla mnie przewidywalny,  nie zżyłam się z bohaterami i obawiam się, że szybko ulecą z mojej pamięci. Jednak mimo minusów i tego, że nie do końca jestem zadowolona nie mogę powiedzieć, że żałuję poświęconego na nią czasu, bo tak nie jest. „Byliśmy łgarzami” ma w sobie coś takiego, że nawet zauważalne mankamenty nie pozwalają porzucić czytania w połowie.

Myślę, że ta powieść będzie miała swoich zwolenników i przeciwników, osobiście jestem gdzieś po środku, bo przemyślana fabuła,  narracja osoby chorej umysłowo oraz intryga to za mało gdy reszta jest niedopracowana. Gdyby tak dopracować parę elementów byłaby z tego całkiem dobra publikacja. Tym razem ani nie odradzam, ani nie polecam.

*s. 159-160
Autor: E. Lockhart
Tytuł: Byliśmy łgarzami
Wydawnictwo: YA!
Rok wydania: 08 kwietnia 2015
Liczba stron: 256