Udowodnię, że mi na tobie zależy


Traktuję go tak, jakbym sam chciał być traktowany, gdybym znalazł się na jego miejscu. Z cierpliwością i wsparciem, nawet jeśli na to nie zasługuje. *

Możemy sobie wmawiać, że dobrze nam być samemu, bo można robić co i kiedy chcemy, nie musimy się nikomu tłumaczyć i dostosowywać do partnera. Prawdą jest jednak, że wszyscy tęsknimy za bliskością drugiej osoby, przytulaniem, pocałunkami, wspólnym spędzaniem czasu, czułymi gestami i pewnością, że komuś na nas zależy. Każdy pragnie zaznać tego specjalnego stanu emocjonalnego.

Logan ma nie lada problem. Jest pewien, że czuje coś do dziewczyny swojego najlepszego przyjaciela i nie może sobie z tym poradzić. Unika wspólnych spotkań, próbuje zapomnieć upijając się i zaliczając kolejne panienki. To niestety nie bardzo mu pomaga i dopiero kiedy na jego drodze staje Grace coś się zmienia. Jego myśli wypełnia nowo poznana dziewczyna, która go absorbuje i intryguje. Jednak cały czas nie może zapomnieć o Hannah i w pewnym momencie odtrąca Grace, bo wie, że ona zasługuje na coś lepszego niż bycie odskocznią. Kiedy jednak dziewczyna znika z jego życia orientuje się, że popełnił chyba najgorszy błąd swojego życia. Czy będzie miał możliwość naprawienia tego co zniszczył?

Po tym jak bardzo byłam zachwycona Układem Elle Kennedy nie miałam wątpliwości, że z ogromną chęcią sięgnę po kolejne jej powieści. Premierę Błędu przyjęłam z ogromną radością i jak tylko książka trafiła w moje ręce zabrałam się za czytanie i... po raz kolejny przepadłam.

- Tak, lubiłam cię.- Więc skupmy się na tym - mówię szorstko. - Na dobrych momentach. Schrzaniłem, ale obiecuję, że ci to wynagrodzę. Nie chcę nikogo innego. Chcę tylko jeszcze jednej szansy. *

Błąd to nie Układ, mogę nawet śmiało powiedzieć, że drugi tom nie dorównuje pierwszemu, ale... jest naprawdę wspaniały, zachwycjący i poruszający serce. Elle Kenedy ponownie udowodniła, że potrafi stworzyć coś porywającego i zaskarbiającego uwagę. Fabuła powieści jest zwyczajna, trudno tu odnaleźć coś nowego w gatunku, ale dzięki stylowi autorki, jej poczuciu humoru oraz tworzeniu dialogów, w których bohaterowie sobie dogryzają staje się historią, która nawet przez chwilę nie nuży. Powieściopisarka stworzyła opowieść o chłopaku nieświadomie marzącym o związku, w którym zazna tego, co ma jego przyjaciel, to też opowieść o spełnianiu marzeń, o przyjaźni, determinacji oraz alkoholizmie. O tym jak choroba wpływa nie tylko na uzależnionego, ale i jego rodzinę. Kennedy bardzo fajnie ujęła ten temat pokazując co picie potrafi zrobić z człowiekiem. Przedstawia również siłę rodzinnych więzi i przywiązania. Wszystko jest przemyślane, a co ważniejsze Elle pokazuje, że można stworzyć historię gdzie nie potrzebne są histerie, zdrady i niemądre posunięcia, by stworzyć emocjonującą i pełną zwrotów akcji powieść. Czasem wystarczy cierpliwość i rozmowa.

Logana polubiłam już czytając Układ, uwielbiałam jego poczucie humoru oraz to jakim był przyjacielem. Już wtedy liczyłam na to, że będę mogła poznać go lepiej. Teraz uwielbiam go jeszcze bardziej, bo oprócz tego, że jest zabawny dochodzi jego poczucie obowiązku, przywiązanie do rodziny, determinacja w dążeniu do zdobycia serca ukochanej, czułość, opiekuńczość... Nie jest ideałem, ma swoje za uszami, potrafi czasem spaprać sprawę i spanikować, ale dzięki temu jest taki rzeczywisty. No i Grace, nie sposób jej nie polubić, a jej słowotok kiedy jest zdenerwowana bawił mnie do łez, tak samo, jak i to co wymyśliła dla Logana. Och, to było cudowne!

Jeśli mam być szczera, to nawet przez chwilę nie obawiałam się tego, że Błąd mnie zawiedzie i już pierwsze strony udowodniły mi, że miałam rację. Książka wciągnęła mnie od pierwszej chwili i nie było mowy bym mogła się od niej oderwać chociażby na chwilę, bo nawet jeśli tak się stało myśli i tak krążyły w okół tego co dzieje się w powieści i jakie decyzje podejmą bohaterowie. Dzięki realnym sylwetkom postaci oraz rzeczywistym wydarzeniom łatwo było mi wczuć się w historię i zżyć z bohaterami. Elle Kennedy sprawiła, że śmiałam się, wzruszałam, wzdychałam i przewracałam oczy ze zniecierpliwieniem. Po prostu przeżywałam powieść całą sobą, tym bardziej, że to nie jest kolejny płytki romans, historia z głębszym przesłaniem. Jestem zachwycona, zauroczona i chyba wszystkim będę polecać drugi tom serii.

Jeśli, tak jak ja, pokochaliście Układ, to i Błąd przypadnie wam do gustu. Zupełnie inna historia, ale utrzymana w stylu pierwszego tomu jeśli chodzi o styl pisania, poczucie humoru oraz to jak pięknie pisze o emocjach. Stopniuje napięcie i nie zapomina o tym, że aby narodziły się między osobami jakaś więź potrzeba odrobiny czasu. Gorąco polecam!

Potrzebuję cię. Nie mogę znieść myśli, że mógłbym żyć bez ciebie. *

Książkę kupisz TUTAJ

*Elle Kennedy, Błąd
Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Błąd
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2016-07-04
Kategoria: New Adlut, romans
ISBN: 9780994054402
Liczba stron: 376
Ocena: 8/10

Off-Campus:
Układ | Błąd | The Score | The Goal

Chyba nie jestem Fangirl...


- Nic mi nie jest. Wróciłem do gry.
- A co jest tą grą? (...)
 
- Życie. [s. 248]

Jesteśmy fanami piosenkarzy, aktorów, autorów, książek, filmów... Wiemy kiedy będzie nagrana nowa piosenka, w jakich filmach gra nasz ulubieniec, znamy datę wydania nowej książki autora. Śledzimy nowinki na te tematy, niekiedy nabywamy nawet gadżety związane z tym co nas interesuje, czytamy wszelkie informacje i jeździmy na spotkania.  Czy to znaczy, że jesteśmy fangirl?

Jednojajowe bliźniaczki, Cath i Wren podobne do siebie są tylko pod względem wyglądu, cała reszta je różni Cath kocha książki pisze fanfiki i nie lubi ludzi, najchętniej nie wychodziła by z pokoju. Wren jest za to towarzyska, kocha imprezy, tłumy i nie boi się ryzyka. Do tej pory wszystko robiły razem, ale kiedy wyjeżdżają do collegu Wren się wyłamuje i chce zamieszkać w osobnym pokoju. Cath ląduje w jednym z ekscentryczną Reagan, którą cały czas odwiedza wyglądający jak szparag Levi i musi nauczyć się funkcjonować bez siostry. Jak dziewczyny poradzą sobie osobno?

Po Fangirl sięgnęłam właśnie z sympatii do twórczości Rainbow Rowell. Jej Eleonora & Park oraz Linia serc szturmem zdobyły moje serce więc i po ten tytuł musiałam w końcu sięgnąć. Czy to był dobry wybór?

Popełniłam ogromny błąd zabierając się za opisanie wrażeń z lektury na długo po przeczytaniu ponieważ zatarły mi się wspomnienia odnośnie tego co czuję i myślę na jej temat. Pewnie gdyby nie wyzwanie w ramach, którego ją przeczytałam nie pokusiłabym się o pisanie o niej, ale jak trzeba to trzeba. Z przykrością muszę stwierdzić, że Fangirl mnie lekko rozczarował. Tak naprawdę nic się w tej książce szczególnego nie dzieje, żadnych zaskakujących zwrotów akcji, napięcia i tajemnicy. Fabuła co prawda jest spójna i logiczna, ale nie wzbudza większych emocji. Plusem są zabawne sytuacje oraz dialogi, ciekawie też była nakreślona relacja między bliźniaczkami, z ojcem i uroczy wątek związku Cather z jednym z bohaterów. Ni koniec końców książka nie nuży, czyta się ją szybko i nawet dość przyjemnie.

Drażniły mnie sylwetki bohaterów, a raczej ich niedojrzałość w wieku osiemnastu i dwudziestu lat. Zachowywali się niedojrzale i irytująco. Jednak nie mogę odmówić im indywidualności i tego, że wyróżniają się poprzez swoje nietypowe zachowania i tok rozumowania. Niestety wiem, że Rowell stać na o wiele więcej niż kalka Eleonory i Parka, tylko kilka lat starszych.

Fangirl nie jest złe, ale niestety to już nie mój target wiekowy i nie poczułam się jak nerd. Nie jestem też najwyraźniej fangirl, bo nie do końca to rozumiem. Historia nie pochłania ani nie zachwyca, ale też nie nudzi. Lekka, zabawna i przyjemna, mówiąca o przyjaźni nawet wbrew różnicom, dojrzewaniu i miłości do książek (to akurat rozumiem ;)). Może nie zżyłam się z bohaterami, ale ich losy nie były mi obojętne. Opowieść trochę cukierkowata, naiwna i niezaskakująca, ale można przy niej mile spędzić czas.

Polecam Fangirl nastolatkom, bo to do nich jest kierowana ta powieść. Myślę, że idealnie odnajdą się w tej powieści, bo w gruncie rzeczy może dawać do myślenia.

Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: Fangirl
Wydawnictwo: Moondrive
Data wydania: 2015-07-27
Kategoria: New Adlut
ISBN: 9788375153538
Liczba stron: 464
Ocena: 6/10




W czasie deszczu budzą się koszmary

- Jak możesz wszystko pamiętać? 
- Nie wszystko... Tyko to co dotyczy ciebie. [s. 34]

Traumatyczne wydarzenia zawsze zostawiają na nas swoje piętno, o którym nie sposób zapomnieć, nawet kiedy uda się pozbierać i iść na przód one gdzieś w środku będą nam towarzyszyć. Nic nie jest w stanie zatrzeć wspomnień, kiedy nagle coś lub ktoś może je nagle, bez ostrzeżenia przywołać. Czy istnieje ,możliwość sprawienia by jakaś piosenka, rzecz, ubranie lub zjawisko pogodowe nie przypominało o tym czego nie chcemy pamiętać a jakieś inne przyjemne wspomnienia?

Jeszcze dwa lata temu Kate była pełną życia, roześmianą, pogodną i szczęśliwą dziewczyną. Miała wielu znajomych i najlepszego przyjaciela Beau, którego skrycie kochała. Możliwe, że teraz wiedziałaby już na jakie studia idzie, być może byłaby ze swoją miłością, może nie przerażałby jej teraz zwykły deszcz... Niestety wydarzyło się coś złego, coś co sprawiło, że znana wszystkim Kate odeszła a na jej miejscu pojawiła się ta stroniąca od ludzi, trzymająca nawet dystans wobec własnej matki i Beau, woląca pracę kelnerki niż wyjazd na uczelnię. Kate boi się dotyku, zaufania komuś i podzielenia się tym, co ją spotkało. Możliwe, że nic by w jej życiu się nie zmieniło gdyby nie Asher, mężczyzna pojawia się nagle i stopniowo, krok po kroku, burzy mur jakim otoczyła się dziewczyna. Sprawia, że Kate opowiada mu o swoich przeżyciach i pokazuje jej, że nadal może się śmiać oraz normalnie żyć. Sam jednak skrywa pewną tajemnicę, która może ponownie załamać dziewczynę. Czy będzie w stanie udzwignąć ponownie taki ciężar?

Jako wielbicielka New Adlut nie mogłam odpuścić sobie książki, o której wszyscy wyrażają się tak pochlebnie. Swoje zrobił też blurb oraz sama okładka, po prostu musiałam zapoznać się z Kiedy pada deszcz i sprawdzić co jest w tym tytule takiego wspaniałego. Nabyłam, przeczytałam i jakie są moje wrażenia po jej odłożeniu? Otóż mieszane, bardzo mieszane.

(...) życie to zlepek niewykorzystanych możliwości. [s. 210-211]

Trudno teraz napisać coś oryginalnego i nie podążać drogą schematów, ale pomimo to są autorzy, którzy potrafią sprawić by książka w jakiś sposób się wyróżniała i nawet zaskakiwała. Niestety Lisie De Jong nie do końca to wyszło. Ten kto czytał prędzej Promyczka Kim Holden w Kiedy pada deszcz odnajdzie ogromne podobieństwo między tymi dwoma tytułami. Lisa co prawda ma trochę inną fabułę, ale przesłanie i pewne aspekty są aż nazbyt podobne. Nie mogę jednak odmówić De Jong umiejętności operowania słowem, pięknie pisze o uczuciach. W swojej historii zawarła też ogromny ładunek emocjonalny, który poniewiera serce, rozdziera duszę i wyciska morze łez. Stworzona przez nią fabuła nie jest lekka, została przepełniona cierpieniem, rozpaczą i bólem przez które powoli przebija się światełko nadziei. Powieść przemyślana i dopracowana, czyta się ją szybko oraz z ogromnym zainteresowaniem.

Autorce udało się stworzyć bohaterów z przeróżnymi osobowościami. Każdy jest inny i realny dzięki temu, że nie są ideałami, bo robią głupot, popełniają błędy, upierają się i złoszczą. Bardzo polubiłam całą trójkę, nie było innej możliwości przy takich charakterach. Kate jest pomimo tragedi niezwykle silna i pragnie powrotu do normalności. Beau jest wspaniałym, wyrozumiałym i kochającym przyjacielem. Asher okazał się kmś kto potrafił przebić się przez jej bariery i zacząć wydobywać z mroku, dając przy tym możliwość ruszenia na przód.

Miałam i w sumie nadal mam dylemat względem tego tytułu. Historia jest piękna, przepełniona kalejdoskopem emocji, zapadła mi w serce i pamięć, ale to nie Promyczek. Żałuję, że w takiej kolejności poznałam te powieści ponieważ Kiedy pada deszcz jest bardzo dobre, przeżywa się ją wraz z bohaterami, wraz z nimi odczuwa się ich emocje i pragnie się by wszystko było dobrze, ale nie wstrząsa tak jak Kim Holden. Początkowo bałam się, że ze mną jest coś nie tak, bo w jakimś stopniu trafiała do mnie tragedia Kate, ale dopiero w połowie uderzyła we mnie z całą siłą i sprawiła, że moje serce rozpadło się na maleńkie kawałeczki i zaczęłam wylewać potoki łez. Myślę, że gdym przeczytała ją jako pierwszą albo z dużym odstępem czasowym od momentu zapoznania się z Promyczkiem patrzyłabym na powieść Lisy De Jong zupełnie inaczej.

Z czystym sumieniem polecam pierwszy tom serii Rain, tylko jeśli jeszcze nie czytaliście Promyczka pamiętajcie, by najpierw sięgnąć po Kiedy pada deszcz. Może i jestem monotematyczna pod tym względem, ale zapewniam, że to dla waszego dobra, ponieważ obie książki są cudowne i zapewniają huragan emocji i zła kolejność może sprawić, że ten huragan będzie mniejszy niż powinien.

Kiedy pada deszcz. Pamiętaj o mnie, Kate. [s. 335]


Autor: Lisa De Jong
Tytuł: Kiedy pada deszcz
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: 2016-06-22
Kategoria: New Adlut, romans
ISBN: 9788380751118
Liczba stron: 550
Ocena: 7/10

Rain:
Kiedy pada deszcz | After the Rain (1,5) | Kiedy wszystko się zmienia | Living with Rarest

Purgatorium

 
- Daphne, przeszłość jest permanentna
- Co to znaczy?
- Niezmienna. Nie da się jej zmienić. Można jedynie nauczyć się z nią żyć. *

Po traumatycznych przeżyciach czasem trudno powrócić do normalnego życia. Zżera nas poczucie winy, obwiniamy się, że można było temu jakoś zaradzić. I skoro nic nie zrobiliśmy jakie mamy prawo śmiać się, cieszyć oraz oczekiwać od losu? Zżerają nas lęki oraz obawy, które nie raz doprowadzają na skraj przepaści... Czy jest jakiś ratunek przed ostatecznym? Spokój a może zmierzenie się ze swoim strachem?

Siedemnastoletnia Daphne nie może wyjść z szoku, że jej rodzice pozwolili jej pojechać z najlepszym przyjacielem na wyspę w czasie wakacji. Zaczyna jednak wszystko rozumieć, kiedy po opuszczeniu samolotu czeka na nich Pani doktor i wyjaśnia, ze pobyt na wyspie będzie połączony nietypową terapią połączoną z tajemniczymi grami. Daph ma plan na te lato, chce odebrać sobie życie więc bez większych oporów zgadza się na wszystko. Jednak kiedy są na miejscu na raz dzieje się tyle rzeczy, że dziewczyna nie wie co robić, bo z jednej strony dawno nie śmiała się tak dużo i szczerze, chociaż nadal targały nią wyrzuty sumienia, a z drugiej  co chwilę spotykały ją wydarzenia mogące być zbiegiem okoliczności jak i grą. Nic nie było jasne i trudno było wyznaczyć granicę między tym co złudzenie a realne.

Purgatorium. Wyspa tajemnic przyciągała mnie do siebie nieco mroczną, wzbudzającą niepewność okładką oraz blurbem, któremu doprawdy trudno się oprzeć. Czy jednak było warto poświęcić czas powieści Evy Pohler i czy spełniła ona moje oczekiwania?

Dosłownie przed chwilą mój wzrok zatrzymał się na ostatniej kropce, zamknęłam książkę, westchnęłam i z przerażeniem stwierdziłam, że nie jestem w stanie powiedzieć jednoznacznie czy mi się podobała, czy też wręcz przeciwnie. Powieść ma coś w sobie, wzbudza poczucie niepokoju, niepewności oraz konsternacji, kiedy wraz z bohaterką próbuje się dojść do tego, co jest zaaranżowane, zbiegiem okoliczności a co wymysłem umysłu spowodowane pobytem na tajemniczej wyspie i wysłuchaniem legend o duchach. Przyznać muszę, że Eva Pohler miała ciekawy pomysł na fabułę i w jakimś stopniu ją zrealizowała poprzez stworzenie mrocznego klimatu, zatarciem granic między rzeczywistością a wymysłem wyobraźni, sprawieniem, że w tym wszystkim nie gubi się tylko bohaterka, ale i czytelnik. Z drugiej jednak strony to, co na początku było tak  obiecujące gdzieś po drodze zgubiło te napięcie i dreszczyk strachu, by dopiero na końcu na nowo emocje powróciły, chociaż już nie tak duże. Czasami zgrzytał mi język i stylistyka, ale to już bardziej uwagi w stronę tłumacza oraz korekty. Purgatorium. Wyspa tajemnic nie nudzi, tutaj cały czas coś się dzieje, nigdy nic a ni nikt ,nie jest pewne. Wydarzenia mkną, zmieniają się, zaskakują, ale gdzieś po drodze w tym wszystkim zgrzytają małe niedociągnięcia.

Zawsze lubię napisać kilka zdań o bohaterach, ale tym razem chyba nie będzie mi to dane, bo obawiam się, że przy tym zdradzę coś istotnego, czego bardzo bym nie chciała. Ogólnie mogę jedynie napisać, że nie wolno się łudzić iż jakakolwiek postać odsłoni swoją prawdziwą twarz. Kiedy już mi się wydawało, że rozgryzłam kogoś i stwierdziłam, że to osoba godna zaufania ona zawodziła, albo było odwrotnie. Gubiła się nie tylko Daphne, ale i ja...  Tylko nie uważam tego za minus a coś koniecznego dla całości fabuły.

Mam mętlik w głowie, bo książka mi się podobała, zostałam wciągnięta w ten szaleńczy wir wydarzeń, przepełniły mnie przeróżne uczucia – od strachu po zagubienie – i z zapartym tchem oraz ogromną ciekawością śledziłam bieg wydarzeń próbując to wszystko jakoś sobie w głowie  uporządkować. Nie było to jednak takie proste, słyszałam o terapii w której trzeba zmierzyć się ze swoim strachem poprzez kontakt z tym co nas przeraża, ale to, co wyczyniano na wyspie to jakby igranie z losem, przekroczenie granic wytrzymałości. To mnie gryzło i niepokoiło. Eva Pohler ma bogatą wyobraźnię i to widać, nie można jej też odmówić zmysłu obserwacji i tworzenia scen z dreszczykiem wywołującym ciarki na skórze.

Purgatorium. Wyspa tajemnic to dobrze napisany thriller, który z całą pewnością wzbudzi przeróżne reakcje u czytelników. Osobiście chwilowo czuję lekki chaos w głowie, jednak pomimo to uważam, że warto tej książce poświęcić czas i przygotować się na szereg przeróżnych emocji i niewytłumaczalnych wydarzeń.

Strach sprawia przynajmniej, że docenia się życie.*
 

*Eva Pohler, Purgatorium. Wyspa tajemnic
Autor: Eva Pohler
Tytuł: Purgatorium. Wyspa tajemnic
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2016-05-10
Kategoria: thriller
ISBN: 9788376745152
Liczba stron: 304
Ocena: 6/10

Konkurs: Wymyśl wątek sensacyjny


Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym konkursem, w którym do wygrania będą aż dwa egzemplarze Marianny autorstwa Magdaleny Wali. Powieści cudownej, z fabułą osadzoną w XIX w., która pochłania od pierwszych stron.

Ca należy zrobić, by zdobyć jeden z dwóch egzemplarzy? 

Regulamin:
1. Organizatorem konkursu jest autorka bloga "Zapatrzona w książki".
2. Konkurs trwa od 20.08.2016 r. do 31.08.2016 r. (do godziny 23.59).
3. Wyniki zostaną ogłoszone na blogu do dziesięciu dni roboczych od zakończenia konkursu.
4. Zwycięzca jest zobowiązany wysłać maila z danymi adresowymi na adres konkursyb@o2.pl w ciągu trzech dni od momentu ogłoszenia wyników. Po tym terminie nastąpi wybór nowego zwycięzcy.
5. Sponsorem nagrody jest: Czwarta Strona
6. Aby wziąć udział w konkursie należy pod tym postem pozostawić odpowiedz na zadanie konkursowe.
7. Zadanie: W Mariannie występuje wątek sensacyjnym, waszym zadaniem jest opisanie w maksymalnie 15 zdaniach co według was wydarzyło się w książce w tym temacie.
8. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
9. Do zdobycia są dwie książki, których fundatorem jest wymienione wyżej wydawnictwo, a wartość nagrody jest równoznaczna z kwotą znajdującą się na jej okładce.
10. Zwycięzcami konkursu zostaną dwie osoby, których wypowiedzi najbardziej przypadną do gustu autorce bloga "Zapatrzona w książki”.
11. Prawo do składania reklamacji w zakresie niezgodności przeprowadzenia konkursu z Regulaminem, służy każdemu uczestnikowi w ciągu trzech dni od daty wyłonienia jego laureatów. Należy je zgłaszać w formie e-maila na adres: konkursyb@o2.pl.


POWODZENIA!

Pozwól mi odejść


Po jej policzku spłynęła gorąca łza. „Może to moja wina” – pomyślała. - „Gdybym częściej okazywała ci, jak bardzo jesteś dla mnie ważny, nigdy nie podniósłbyś na mnie ręki. Bylibyśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem, jak wtedy, gdy podając mi upuszczoną na chodnik rękawiczkę, pierwszy raz spojrzałeś mi w oczy. Teraz już tak na mnie nie patrzysz, wiesz? Ale to moja wina. Może i ja nie patrzę już tak na ciebie...”*

W momencie kiedy poznajesz kogoś z kim najprawdopodobniej spędzisz resztę życia wszystko jest wspaniale. Czułe słowa, gesty, spojrzenia. Patrzymy na świat przez różowe okulary i nic nie jest w stanie zachwiać pewności, że już teraz będzie dobrze. I nic, dosłownie nic, nie wskazuje na to, że sielanka przerodzi się w piekło...

Katarzyna od dzieciństwa nie miała łatwego życia i kiedy tylko nadarzyła się okazja wyjechała do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia. Kiedy na jej drodze staje Colin ma wrażenie, że w końcu szczęście się do niej uśmiechnęło, bo mężczyzna jest czuły, troskliwy i opiekuńczy. To, co początkowo było bajką przerodziło się w piekło na ziemi. Zestresowany przez pracę mąż staje się zaborczy, z domu robi klatkę i dla ukojenia nerwów katuje żonę kiedy tylko chce. Kasia pomimo tego, że odebrano jej wolność, możliwość wyboru, że boi się jego dotyku, podniesionego głosu i bicia nadal kocha Colina i nie potrafi go zostawić. Nikt, nawet teściowie, nie domyślał się, co przeżywa kobieta każdego dnia. Nie wiadomo ile, by to jeszcze trwało gdyby po kolejnym dotkliwym pobiciu Kasi nie znalazła teściowa, która pomaga uciec skatowanej synowej. Czy po tym, co przeżyła kobieta ma szansę na normalne życie?

Dotychczas twórczość Agaty Przybyłek kojarzyła mi się wyłącznie z powieściami komediowymi, takimi dla relaksu, a teraz autorka oddała w ręce czytelników książkę, w której nie ma nic śmiesznego. Tym razem jest to dramat poruszający temat przemocy domowej, o której się głośno nie mówi, ale niestety występuje zbyt często. Czy Przybyłek poradziła sobie pisząc Bez ciebie?

O przemocy w rodzinie nie lubi się słuchać, nadal dużo osób uważa, że o tym nie powinno się mówić, bo po co wyciągać rodzinne brudy na światło dzienne. Zaś same ofiary milczą, bo się wstydzą, boją, a czasem nawet wierzą, że to w końcu minie abo co gorsza, to ich wina, bo przecież ukochana osoba kiedyś taka nie była. Oprawca też często wmawia właśnie, że to wszystko przez drugą stronę, że on nie chce, że kocha, ale nie wytrzymuje... Powiecie, że przecież można odejść, tylko to wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Miłość jest złudna, potrafi zaślepić, strach paraliżuje, a ponadto zawsze tli się nadzieja iż koszmar się skończy.

Agata Przybyłek pokusiła się właśnie o poruszenie tego trudnego tematu i moim zdaniem wyszło jej to bardzo dobrze. Nie szczędziła scen, które ściskały za serce, poruszały i sprawiały, że miało się ochotę jakoś zareagować, chciałoby się obronić bohaterkę. Bez ciebie jest pełne emocji, skłania do przemyśleń, wzbudza szereg przeróżnych uczuć, pomimo trudnego  wątku książkę czyta się szybko, z ogromnym zainteresowaniem i w pełnym skupieniu. To w pełni dopracowana i przemyślana powieść o kobiecie, która przetrwała piekło, a gdy udało się jej uciec musiała zmierzyć się z przeszłością, by chociaż spróbować dalej żyć. Przede wszystkim nie mogę jednak pozbierać się po zaskakującym i niezwykle odważnym zakończeniu. Z jednej strony buntuje się przeciwko niemu, a z drugiej... może w końcu spełniło się to czego pragnęła i na co po tym wszystkim zasługiwała Kasia.

Pochwalić również muszę charakterystykę postaci. Nie jest łatwo wczuć się w tak, bądź co bądź skomplikowane osobowości, by jak najlepiej ukazać co myślą oraz czują Katarzyna i Colin, a także cała reszta. Na całe szczęście mogę tylko snuć domysły co siedzi w głowie oprawcy i ofiary, ale to jak Agata opisuje te wszystkie emocje, myśli i działania do mnie przemówiło. Co ważniejsze nie oceniała przy tym nikogo, a to jest trudne. Jestem pod wrażeniem, na prawdę.

Bez ciebie jest pełne smutku i rozpaczy, zupełnie inaczej niż dotychczasowe książki Agaty, czego początkowo się obawiałam. Szybko jednak okazało się, że to bezpodstawne obawy ponieważ książka pochłania od pierwszych stron. Fabuła jest poruszająca i nie da się jej nie przeżywać, osobiście w trakcie czytania omawiałam z koleżanką sceny, które mocno mną wstrząsnęły, a trochę ich było. Przeżywałam ją całą sobą, wściekałam się, bałam, miałam nadzieję. Próbowałam wczuć się w położenie Katarzyny, pomyśleć co ja bym zrobiła na jej miejscu, ale tak na prawdę nie mogę wiedzieć jakbym postąpiła w takiej sytuacji. Żałuję, że nie mogę powiedzieć jaki będzie finał i przy okazji podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat, ale nie chcę spoilerować, bo zakończenia się nie przewidzi, czuję jakbym dostała czymś w głowę. Jedyny zarzut jaki mam do tej powieści, to niektóre dialogi między Katarzyną i Alanem... były zbyt  harlequinowe.

Agata Przybyłek pokazała, że potrafi napisać nie tylko powieści komediowe, ale i te poważne. Mam ogromną nadzieję, że będzie ich więcej ponieważ pisze dojrzale, porusza do głębi i potrafi zaskoczyć. Polecam Bez ciebie wszystkim, którzy czytają dramaty, bo to jeden z lepszych jaki dotychczas czytałam.


*Agata Przybyłek, Bez ciebie
Autor: Agata Przybyłek
Tytuł: Bez ciebie
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Data wydania: 2016-05-18
Kategoria: dramat
ISBN: 9788379764372
Liczba stron: 330
Ocena: 9/10



(Kier, 9 - Dramat)

Ojoj, alleluja

 
Jestem oazą spokoju, usilnie wmawiał sobie Konrad, oazą spokoju na burzliwym morzu agresji i desperacji.*

Spadki są fajne, prawda? No, o ile nie dostaje się zadłużeń do spłacenia. Jeszcze lepsze są gdy otrzymuje się je od nieznanego krewnego, a opis w testamencie sugeruje coś naprawdę super. Nic tylko dopełnić wszelkich formalności, zatrzeć rączki i odebrać co się należy i może utrzeć nosa co niektórym...Tak przy okazji oczywiście!

Pisarz Konrad Romańczuk, mieszczuch z krwi i kości, nie wyobraża sobie mieszkania poza nim. Drzewa, trawa, ptaszki, robaczki... Brrr, toż to przerażające! I gdyby ktoś powiedział mu, że za jakiś czas zamieszka na wsi w domu zbudowanym nie z betonu kazałby temu ktosiowi popukać się w czoło. No bo jak to? On z dala od zgiełku? W życiu! Niestety (a może stety?) Konradowi umiera krewny, o którym nadal nie miałby pojęcia gdyby nie spadek... Okazuje się, że umierający podarował mu dom, nie byle jaki i z nie byle kim jako dożywotników, o czym bardzo szybko i porażająco się przekona. Siła wyższa zatarła ręce, zarechotała donośnie i radośnie zaczęła obserwować poczynania odrobinę oszołomionego nowego właściciela Lichotki...

Po przeczytaniu Nomen Omen, który doprowadził mnie do łez ze śmiechu wiedziałam, że będę musiała przeczytać inne powieści Marty Kisiel. Od razu więc spragniona kolejnej dawki poczucia humoru autorki, zaczęłam rozglądać się za Dożywociem i w końcu pomimo przeszkód i przeciwności losu nabyłam. Musiała chwilę poczekać, ale niezbyt długo (jak na moje możliwości), bo kusiła, wabiła, dziwnym trafem cały czas leżała zachęcająco na samym wierzchu stosiszcza. No nic tylko brać i czytać. Więc wzięłam i przeczytałam...

Przede wszystkim Licho postanowiło uzbroić się po zęby. Spośród przedmiotów zgromadzonych w wieżyczce jako te najbardziej zabójcze wybrało żółte, gumowe rękawice, sięgające mu niemal po pachy, spray na mszyce oraz mopa. Od razu poczuło się większe i groźniejsze. Prawdziwy mały morderca.*

No i wpadłam, jak śliwka w kompot (mniam!). Marta Kisiel od pierwszych stron swoim sposobem pisania, oraz niesamowitym poczuciem humoru zaskarbia sobie uwagę czytelnika (w tym przypadku moją) i utrzymuje ją do ostatniej kropki. Dożywocie jest  świetnie skonstruowaną, przemyślaną oraz zaskakującą powieścią. Fabuła ocieka komizmem sytuacyjnym, jestem pełna podziwu dla Kisiel, że potrafi tak zgrabnie wszystko plątać, okraszać zabawnymi scenami i się w tym nie pogubić. Lekki styl pisania, nieprzewidywany bieg wydarzeń oraz porównania jakimi posługuje się Kisiel, wywołującymi salwy śmiechu, zapewniają moc niezapomnianych wrażeń i ubaw na całego.

Tak naprawdę to chyba prawdziwym atutem powieści są bohaterowie, bez których to już nie byłoby to samo. Zakochałam się w nich na całego i trwam w swym uwielbieniu po dziś dzień. No bo jak nie kochać Krakersa i jego macek, które były wszędzie gdzie trzeba – czułe, pocieszające, nakazujące lub ostrzegające. Sceny z nim w roli głównej potrafiłam czytać kilka razy, bo tak mnie bawiły. Chcę takiego Krakersika! Kto mi go wywoła z piekieł? Ubóstwiam też Licho, przez które nie raz musiałam przerwać czytanie by się uspokoić, nie da się również nie obdarzyć sympatią nieszczęsnego Szczęsnego – on to niezły jest ze swoim wierszoklectwem i zamiłowaniem do zakochiwania się. Utopce, sam Konrad, i jeszcze paru innych sprawiło, że Lichotka żyła. Brawa za pomysłowość w kreowaniu postaci. Mistrzostwo!

Blond loki, zwykle opadające swobodnie na ramiona, panicz zebrał w klasyczną cebulę i związał wściekle błękitną frotką z koronkowym kwiatkiem. Efekt był wstrząsający. - Przeszkadzały, gdym haftował na tamborku, więc je okiełznałem. - Nie wydawał się zbyt przejęty tym, że wygląda jak Fragles na sterydach.*

Od pierwszych stron wciągnęłam się w wir wydarzeń i nawet nie próbowałam z niego wyrwać. Zżyłam się z Lichotką oraz dożywotnikami. Dzięki nim zaśmiewałam się do łez, wzruszałam, a nawet drwiłam z niektórych stereotypów, jakimi myślą ludzie. Dożywocie przede wszystkim bawi, sytuacjami, dialogami, opisem scen czy wyglądu lub zachowania. To jego główna zaleta. Marta Kisiel pomimo absurdalnych i komicznych scen zadbała, by wszystko miało ręce i nogi, pamiętała o kolejności wydarzeń, o emocjach, o tym by budować napięcie. Smutno mi, że to już koniec, a na drugi tom przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać. Jestem pewna, że będę do niej wracać wielokrotnie, bo ta cała zgraja w mig poprawia humor.

Dożywocie oczywiście polecam, no bo jakżeby inaczej! Zakręcona, komiczna fabuła, intrygujące postacie, nieprzewidywalność i ogrom humoru sprawia, że książki się nie czyta tylko pochłania i pragnie, by nigdy nie kończyła. Tylko pamiętajcie, Krakes jest moją ośmiornicą!

Milcz, jak do mnie mówisz!*
Książkę kupisz TUTAJ

*Marta Kisiel, Dożywocie
Autor: Marta Kisiel
Tytuł: Dożywocie
Wydawnictwo: Uroboros
Data wydania: 2015-09-30
Kategoria: komedia, fantastyka
ISBN: 9788328021389
Liczba stron: 348
Ocena: 9/10